Sporym utrudnieniem na drodze jest żwir – ktoś najwyraźniej zapomniał, że po drogach publicznych poruszają się także motocykliści – zwłaszcza w Bieszczadach, które są dla nas miejscem szczególnym. Niestety – sypkie pułapki na każdym zakręcie skutecznie odbierają frajdę ze sławnych bieszczadzkich zakrętów. Przeraża mnie także ilość barier linowych. Ten, kto wydął decyzję o ich montażu musiał być skończonym idiotą – w całej Europie taka forma zabezpieczenia odchodzi do lamusa pod wpływem protestów środowisk motocyklowych. U nas jak widać ma się dobrze.
Zatrzymuję się w Cisnej, o której tak pięknie śpiewała Krystyna Prońko: „Spośród wielu bzdur, które niosą stada chmur, ja lubię deszcz – deszcz w Cisnej”. Jest sporo prawdy w tym, że do tego miejsca najlepiej pasuje dżdżysta pogoda i nostalgiczny jesienny spleen.
Opcje trasy
W Komańczy warto zjechać na Prełuki i następnie wzdłuż Osławy dotrzeć do drogi 897 (Wielkiej Pętli). Polecam także skręcić w Ustrzykach Górnych na Wołosate i dalej pod Tarnicę.W Stuposianach można wybrać drogę biegnącą wzdłuż Sanu na południe.
Mnie wita jednak piękna słoneczna aura i nie przeszkadza mi nawet koszmarny chaos architektoniczny – mimo bezładu i wściekłych kontrastów Cisna ma swój zagadkowy urok – zupełnie jakby szydziła z komercji górskich kurortów. Tutaj każda karczma i budka z plastikowym badziewiem puszcza do mnie oko i porozumiewawczo się uśmiecha, jak gdyby chciała powiedzieć „to tak na niby tylko”.
Będąc w Cisnej nie mogę nie zajrzeć do Siekierezady – karczmy, w której pracujący tutaj niegdyś drwale przepijali wszystko co zarobili. Dziś to kultowe miejsce budzi mieszane uczucia – stali bywalcy bieszczadzkich szlaków zarzucają mu komercję i pretensjonalność, zaś zamożni turyści z dużych miast są rozczarowani brakiem klasy.
Dla mnie Siekierezada to jednak przede wszystkim centrum kulturalne i karczma – jedzenie, choć niewyszukane, jest smaczne i świeże, a atmosfera sprzyja refleksji nad historią tego regionu. Buńczuczne wynurzenia na temat stylu i gustu pozostawię jutuberom i gastroguru ze stolicy. Mnie one nie interesują.
Opisanie bieszczadzkich dróg wydaje się niemal niemożliwe. Dla piechurów i motocyklistów enduro Wielka Pętla jest tylko szlakiem tranzytowym. Czy ktoś, kto nie lubi piaszczystych i leśnych traktów może tutaj zaznać motocyklowych rozkoszy? Zdecydowanie tak – cudowne serpentyny między Wetliną a Brzegami, pod Małą Rawką, koło Jabłonek czy Olchowca… można wymieniać w nieskończoność. Tutaj nawet kierowca poczciwej Hondy Shadow poczuje się jak zdobywca.

wyciszenie i kojenie zapewne; warto w tamtejszych rejonach dojechać do każdego z „końca dróg” na: Roztoki, Moczarne, Rówień, koniecznie na Muczne i Tarnawę Niżną (kiedyś był zakaz, a teraz juz można dojechać aż na Bukowiec); warto także nie trzymać się zawzięcie dróg o żółtych tabliczkach, a zjechać czasem na międzymieścinkowe (np. z Chmiela czy z Nasicznego na Rajskie )
piekny tekst w sumie:) miło sie czytało a teraz pora szarpnąć za manetkę i poćwiczyć nadgarstek:)