Dzień powoli chyli się ku zachodowi. Ostatnie promienie słońca gładzą połoniny i otulają je na dobranoc łagodną poświatą. Tankuję w Lutowiskach – kiedy byłem tutaj ostatnio zapomniałem, że to Bieszczady i próżno szukać całodobowych stacji benzynowych. Zatrzymuję się na chwilę by doświadczyć wspaniałej panoramy jaka roztacza się z parkingu za Lutowiskami. Brakuje słów.
Polecam odwiedzić
– Bar Siekierezada w Cisnej,
– Gospodarstwo Rusinowa Polana w Dwerniczku,
– Cerkwie w Chmielu, Równi i Czarnej,
– Punkt widokowy w Lutowiskach.
W Czarnej Górnej odbijam na Małą Pętlę. Czuję prawdziwą dzikość tych gór. Droga tuż przed zmierzchem wygląda na całkowicie opuszczoną i tylko sporadyczne zabudowania dają poczucie, że jednak istnieje tutaj cywilizacja. Mijam Wołkowyję, z którą wiąże się tak wiele wspomnień z dzieciństwa. Tempo Bieszczadów powoli przyspiesza – Polańczyk to już kurort pełną gębą – to takie same Bieszczady jak Krupówki dla Tatr. Nie mój klimat, opuszczam powoli te piękne góry i drogi, zostawiając w nich jak zwykle część siebie. Wrócę po nią niebawem. Zapewne szybciej niż bym planował.


wyciszenie i kojenie zapewne; warto w tamtejszych rejonach dojechać do każdego z „końca dróg” na: Roztoki, Moczarne, Rówień, koniecznie na Muczne i Tarnawę Niżną (kiedyś był zakaz, a teraz juz można dojechać aż na Bukowiec); warto także nie trzymać się zawzięcie dróg o żółtych tabliczkach, a zjechać czasem na międzymieścinkowe (np. z Chmiela czy z Nasicznego na Rajskie )
piekny tekst w sumie:) miło sie czytało a teraz pora szarpnąć za manetkę i poćwiczyć nadgarstek:)