Już pierwszy zakręt każe mi zatrzymać się i uwiecznić piękno, które tutaj zastaję. Feeria barw, typowa dla wczesnej jesieni działa zniewalająco i wyzwala w umyśle rodzaj błogostanu, który zwielokrotniony niespotykaną nigdzie indziej polifonią zapachów uzależnia lepiej niż najsilniejszy narkotyk.
Nawierzchnia jest przyjemnie szorstka – łatwo dać się złapać w pułapkę zaufania i zejść na kolano na jednym z zakrętów. Taką ufność można jednak przypłacić bolesnym upadkiem. Tu i ówdzie czekają na mnie łachy żwiru naniesionego przez ulewy lub sypiące się ciężarówki. Relikty dawnej motoryzacji pozostawiają po sobie także inne pamiątki – długie na kilometr smugi cuchnącego oleju, który przy odrobinie wilgoci nie pozostawia motocyklowi szans.
Docieram do „Języka Teściowej” czyli Stroczego Zakrętu. To naprawdę ekscytujące miejsce – na odcinku niespełna kilometra droga zakręca o 360 stopni pnąc się w górę. Łatwo tutaj dać się ponieść fantazji i odlecieć na motocyklowym haju. Mi gdzieś w tyle głowy pulsuje myśl o żwirze i wszechobecnych o tej porze liściach. Zwalniam. Tuż za szczytem ostatniego nawrotu leży pokaźna ilość piachu. Tym razem mam szczęście.
Mijam Karłów. To prawdziwy kurort – latem jest tutaj tak dużo turystów, że przejazd przez tę miejscowość przypomina jazdę po zakopiańskich Krupówkach. Hotele, pensjonaty, kebaby i budki ze śmieciowym żarciem tworzą swojski, odpustowo – ekskluzywny klimat, którego nie lubię. Pomyśleć, że ten cały bałagan powstał tylko dlatego, że krajobraz Karłowa niby diadem zdobi wyniosły Szczeliniec Wielki – góra, która nie ma sobie równych na świecie.
Unikalna, pocięta licznymi korytarzami formacja skalna ukształtowana w odmętach morza górnej kredy od wieków przyciąga turystów, mnichów, poszukujących spokoju lub zagubionych, którzy w konfrontacji z potęgą natury mogą odnaleźć swoje miejsce na ziemi.
Tuż za Karłowem mijam zjazd na Kręgielny Trakt – dawny szlak handlowy i pocztowy, który stracił na znaczeniu po wybudowaniu Drogi Stu Zakrętów. Od tego miejsca droga trochę się uspokaja – łagodne łuki prowadzą po stokach gór ukazując coraz to wspanialsze widoki. Z wnętrza parku narodowego Góry Stołowe nie wydają się już takie straszne i mroczne – mam poczucie, że przyjmują mnie ciesząc się nowym gościem i zapraszają do poznania tego, co oferują.
Mijam jeszcze parking, z którego szlak prowadzi na Błędne Skały – skalny labirynt, gdzie bez dobrego przewodnika łatwo się zgubić. Miejsce to urzeka nie mniej niż Szczeliniec – prowadzące w różne strony korytarze o bezładnej szerokości zaskakują, irytują, a w końcu dają wyobrażenie o tym jak bezradni możemy być wobec najprostszych zjawisk tego świata.
POLECAM ODWIEDZIĆ
– Szczeliniec Wielki
– Błędne Skały
– Kaplicę Czaszek w Kudowie-Zdroju
– Smażalnię ryb w Kudowie-Zdroju (ul. Okrzei 19)
Jestem głodny. Nie, już nie zakrętów i wrażeń – tymi najadłem się na dzisiaj wystarczająco. Droga Stu Zakrętów dostarczyła adrenaliny, podarowała przytłaczającą ilość piękna i rozbudziła chęć na więcej. To prawdziwa mekka podróżników. Czas na obiad. Staję w Kudowie-Zdroju i zanurzam się w niezrównanym smaku świeżego pstrąga kłodzkiego prosto ze stawu; planuję następną wizytę w tych stronach.

Wczoraj byłem i udało mi się zwiedzić Błędne Skały. Do miejsca docelowego kilka samochodów, które udało się wyprzedzić. Uśmiech rośnie z ilością pokonanych zakrętów. Wjazd na Błędne Skały ciekawy i dziury. Widoki niezapomniane:) Asfalt czysty.