Przeminęło z wiatrem

Szybkie tankowanie i ruszam w trasę – przede mną autostradowy przelot z Warszawy na Kaszuby. Nie lubię tego typu tras, ale czas goni i chcę mieć jak najwięcej zapasu na kaszubskie winkle. Potężny piec chętnie oddaje swoje 142 konie mocy, a płynnie i precyzyjnie działające sprzęgło i skrzynia biegów pozwalają zapaść w typowy autostradowy letarg, niepokojony jedynie szumem wiatru. Właśnie, szum… przy moim wzroście standardowa szyba nie daje wystarczającej ochrony przed pędem powietrza, mimo że posiada regulację kąta nachylenia.

Kawasaki Z1000SX 2016 (36)Utrzymywanie prędkości w okolicach przepisowych 140 km/h i nieco powyżej nie sprawia trudności, ale jeśli zamarzy nam się błyskawiczny przelot autobanem, to ciągłe utrzymywanie granic 200 km/h może być problematyczne, choć biorąc pod uwagę specyfikę motocykla nie powinno tak być. I choć moja głowa targana jest wiatrem i wątpliwościami, to krótka ulewa nie robi wrażenia na moich kończynach. Owiewki są tak dobrze wyprofilowane, że mimo napierającej ściany wody ręce i nogi pozostają suche.

W opanowaniu sporej mocy pomaga pokładowa elektronika w postaci dwóch map zapłonu (pełna i ograniczona) i trójstopniowego systemu kontroli trakcji. Komputerowy kaganiec twardo trzyma motocykl w ryzach i dba o spokój ducha kierowcy. Po nagłym podszepcie diabełka siedzącego na lewym ramieniu można całą elektronikę wysłać na wypoczynek i szeroko korzystać z możliwości maszyny. Wymaga to jednak opanowania i dużych umiejętności, których skromnie i przytomnie póki co u siebie nie zauważam.

Kawasaki Z1000SX 2016 (33)Zbiornik paliwa teoretycznie spełnia turystyczne standardy i mieści 19 litrów życiodajnego płynu. Przy spokojnej jeździe wystarczy to na 400 kilometrów, ale igranie z fizyką i czujnym okiem policjanta na autostradzie powoduje wstępną suchość baku i gotowość portfela już po 1,5 godziny jazdy. Przydałoby się nieco więcej zapasu paliwa, przecież Z1000SX nie jest stworzony do dostojnego połykania kilometrów!

Opuszczam betonowy pas w okolicach Grudziądza i kieruję się na słynną Drogę Kaszubską. Kawasaki i ja wkraczamy tu o przedsionka motocyklowego raju. Wstęgi dobrego asfaltu wijące się wśród jezior i lasów zapowiadają fantastyczne popołudnie. I tak w istocie jest – kręte drogi to żywioł Z1000SX. Maszyna fantastycznie wchodzi w zakręty i nie uprawia przy tym żadnego drobnego straszonka, mam pewność, że pojedzie tam, gdzie spojrzę i zaplanuję.

Kawasaki Z1000SX 2016 (22)Zawieszenie jest w pełni regulowane i można je idealnie dostosować do aktualnego obciążenia motocykla. Jest sztywne kiedy trzeba, lecz nie powoduje chwilowych drgawek na niewielkich nierównościach nawierzchni. Hamulce są godnym partnerem napędu i nie dają cienia obawy co do swojej skuteczności. Nie przerażają przy tym swoją ostrością turystycznych szaraków, do których się zaliczam.

Madejowe łoże

Pod koniec dnia zaczynam jednak czuć w kościach przejechane kilometry. Pozycja kierowcy w połączeniu z kształtem i twardością kanapy nie czynią z Z1000SX maszyny długodystansowej, choć na pewno znajdą się motocykliści, którzy gwałtownie zaprzeczą tej tezie i wyciągną zza pazuchy zdjęcia z Gibraltaru. Ja jestem zdania, że ten model ma jednak wyraźną graniczną ilość pokonanej trasy, powyżej której jazda z przyjemności staje się dla niektórych przyjemnością perwersyjną, ale większości będzie to ciężka praca obliczona na jak najszybsze dotarcie do celu. Zwłaszcza dla tych bardziej wyrośniętych.

Kawasaki Z1000SX 2016 (41)Pasażer nie będzie miał lekko na niewielkim naleśniku pełniącym obowiązki kanapy. Na pocieszenie ma do dyspozycji naprawdę solidne uchwyty, jeśli kierowca wyda mu się zbyt wątły, by się na nim oprzeć. Standardowe możliwości przewozu bagażu są w Z1000SX dość skromne, a dokładniej mówiąc zerowe, jeśli nie liczyć opcji przytroczenia czegoś do siedzenia pasażera.

Sytuację odwracają fabryczne boczne kufry, których montaż nie wymaga żadnych stelaży. Poza bardzo dobrym efektem wizualnym pozwalają na zabranie na wyjazd wszystkich potrzebnych rzeczy. Są również odporne na jazdę z dużą prędkością, co może nie być bez znaczenia, jeśli ciężarna żona zażąda w trybie natychmiastowym pokaźnego słoika ogórków.

Uniwersalny żołnierz

Jeśli rakietowe starty spod świateł są wam potrzebne jak poranne kakao, Kawasaki Z1000SX z powodzeniem może pełnić funkcję motocykla na co dzień. Zachował w sobie pełnię dzikości klasycznych przecinaków, okazując przy tym litość ludzkiej fizjonomii. Umiarkowanie łaskawy jest za to dla portfela, z którego na dzień dobry wysysa grubo ponad 50 tysięcy zł. Nie jest to jednak cena z kosmosu – ta znakomicie wykonana maszyna ze względu na charakter i osiągi może stać się wieloletnią towarzyszką życia. Słowa “dożywotnią” zdecydowanie wolałbym uniknąć…

Kawasaki Z1000SX 2016 (39)

 



2 KOMENTARZE

  1. Motocykl super uniwersalny…ale spalanie za duże albo pojemność baku za mała. U mnie około 200km bez względu na styl jazdy włącza się rezerwa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.