Autostrada zdecydowanie nie jest żywiołem tego modelu. Mimo, że Street Glide ma dobrą owiewkę, jeźdźcy wyżsi niż 176 cm będą odczuwać wibracje na kasku. Harry porusza się jednak z gracją prezydenckiej limuzyny, nie dając poczucia ociężałości. Jako-taki komfort podróży dostępny jest do 130 km/h – choć Street Glide bez problemu pojedzie 200 km/h, wibracje przypominają wówczas zjazd z Giewontu na worku po nawozie.
Prawdziwa natura Street Glide ujawnia się na bocznych drogach. Dodam – równych drogach. Motocykl sprawia wrażenie, jakby zaginał czasoprzestrzeń. Kiedy dostojnie prowadzę Harrego z prędkością 80-100 km/h przestaje istnieć czas, terminy, nawet ograniczenia prędkości wydają się kłaniać nisko nadjeżdżającemu Bossowi z Milwaukee.
Tutaj ujawnia się pierwsza cecha kluczowa Harleya-Davidsona Street Glide – to nie jest Motocykl dla kogoś, kto lubi się spieszyć. Dostosowywanie Street Glide do jakiegoś terminu czy godziny jest tak niestosowne, jak wymowne pokazywanie Papieżowi zegarka podczas audiencji generalnej. Tym Motocyklem po prostu się jedzie i dojeżdża. Kiedy – to już jego sprawa.
Taniec węża
Patrząc na sylwetkę Street Glide trudno uwierzyć, że to może w ogóle skręcać. Radosne winkle w okolicach Pieskowej Skały rozwiewają jednak wątpliwości – nie tylko może, ale wręcz daje przy tym frajdę. Co ciekawe – wystarczy lekkie pochylenie się w zakręt i Harry śmiga po winklach niczym wąż między gałęziami drzewa. Coś pięknego – nawet w najciaśniejszych skrętach nie mam wrażenia, że jadę jakimś klocem, lokomotywą czy limuzyną. To wrażenie znika bezpowrotnie wraz ze zjazdem z autostrady.
[sam id=”22″ codes=”true”]
Manewrowanie Motocyklem to oczywisty koszmar – spora waga wymaga od kierowcy użycia siły fizycznej równej tej, której potrzeba do przesuwania szafy gdańskiej z zawartością. A jednak po ruszeniu odpowiednie operowanie prawą manetką umożliwia w miarę zwinną gymkhanę, choć nie na tyle zwinną by zawrócić na raz na szosie.
Maszyneria kowala
Harley-Davidson Street Glide nie jest jednym z motocykli, do jakich przyzwyczaił nas Kraj Kwitnącej Wiśni. Zapomnij o wrzucaniu biegów bez sprzęgła albo o lekko pracujących klamkach. Każdy element Harrego pracuje z wyraźnym oporem, a ergonomia nie ułatwia zadania – klamki nie mają regulacji, biegi trzeba po prostu wbijać, a do zatrzymania warto mieć porządnie wyćwiczone mięśnie przedramienia. Jazda tym motocyklem to prawdziwa praca i to ciężka – przypomina zadanie dziewiętnastowiecznego inżyniera obsługującego maszynę parową.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Tutaj ujawnia się jednak druga kluczowa cecha Street Glide – to Motocykl, który oferuje szorstką, męską przyjaźń. Jest trochę grubiański, czasem denerwuje, ale wiesz, że oddałby za ciebie życie. Wiesz, że możesz na niego liczyć w trudnej chwili. Kiedy dostojnie jedziecie ulicą, wyglądacie razem jak dwaj najlepsi koledzy, jak samce alfa. A poczucie to nie znika wraz ze zniknięciem publiczności.
Czy warto płacić za ten Motocykl prawie 90 tysięcy zł? Street Glide daje frajdę z jazdy zupełnie innego rodzaju niż reszta motocykli – niezwykłe uczucie męskiej przyjaźni i przygody przeżywanej we własnym gronie. Na Street Glide nie wolno się spieszyć, choć z pewnością on to potrafi. To motocykl dla kogoś, kto nie musi już za niczym gonić. Nie dlatego, że go stać – po prostu wie, że nie warto.
Jeśli masz dość pogoni za wszystkim dookoła i tęsknisz za prawdziwą, nieposkromioną frajdą z jazdy – Harley Davidson Street Glide stworzy specjalnie dla ciebie świat równoległy – alternatywny świat motocyklowej turystyki.

…dobrze że Autor użył poetycko-metaforycznego opisu ,może ktoś się nabierze i da namówić na ewentualny zakup, swoją drogą coś w tym jest, nie jedzie, nie skręca, nie hamuje, nie wygląda, nie gada,- co to za zagadka ??