Znajdujemy nocleg tuż przy jeziorze – dawny hotel pamiętający jeszcze czasy Jugosławii został odnowiony i nowocześnie urządzony. Wciąż jednak pozostało to, co jest tutaj najważniejsze – wspaniały widok na Jezioro Ochrydzkie. Rozpakowujemy się i idziemy zwiedzać.

Bałkany Romet (42)
Teatr rzymski w Ochrydzie

Ochryd jest porywający – labirynt wąskich, stromych uliczek kryje pamiątki po bogatej historii tego miejsca. Średniowieczne cerkwie i kościoły, rzymski teatr i ruiny bazyliki wczesnochrześcijańskiej – można tutaj chodzić bez końca i co chwilę odkrywać nowe skarby. Niemal na każdym rogu czeka jakaś miła knajpka. Fantastyczne miejsce.

Siadamy w Via Sacra – pizzerii tuż przy kościele św. Sofii. Napawamy się urokiem tego miejsca, które, jak się okazuje, przyciąga niezliczone tabuny turystów. Większość z nich za punkt honoru uznaje wykonanie selfie z zabytkiem. Dość zabawny to widok.

Posileni znakomitym posiłkiem idziemy zwiedzić ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki. Bez dobrego przewodnika niewiele jesteśmy w stanie dowiedzieć się na temat historii tego miejsca, ale sama świadomość przebywania tutaj, gdzie pierwsi studenci teologii zgłębiali tajniki Biblii i zapisywali jej wersety głagolicą robi spore wrażenie.

Bałkany Romet (48)
Cerkiew św. Pantelejmona w Ochrydzie

Robi się późno. Wracamy do hotelu i do późna, przy fajce wodnej wymieniamy doświadczenia tego niezwykłego dnia. Jutro czeka nas wizyta w klasztorze św. Nauma i to, na co czekam najbardziej – Park Narodowy Galicica.

Od jeziora do jeziora

Poranek rozgania resztki wczorajszych chmur. W dobrych humorach pakujemy rozrzucone w nieładzie po pokoju bambetle i odpalamy maszyny. Pierwszy przystanek to pobliska pekara, czyli piekarnia. Świeży i pachnący bosanski burek z pysznym lekkim jogurtem ayran jest dokładnie tym czego nam trzeba, by w radosnych nastrojach ruszyć na dalsze poszukiwania wrażeń.

Piękną, położoną tuż nad jeziorem drogą docieramy do jednej z najważniejszych świątyń Macedonii – klasztoru św. Nauma. Sam kościół to skromna, maleńka świątynia na niewielkim placyku otoczonym zabudowaniami hotelowymi i infrastrukturą turystyczną, której nie powstydziłaby się Jasna Góra czy Medjugorie. Dziesiątki kramów z pseudoreligijnym badziewiem, breloczkami z wizerunkiem klasztoru i innym podobnym śmieciem wywołują niesmak.

Bałkany Romet (51)
Cerkiew św. Nauma

Łykamy szybko bardzo dobrą kawę parzoną na sposób turecki i jedziemy w stronę Parku Narodowego Galicica. Po krótkich, ale skutecznych negocjacjach dotyczących ceny przejazdu wjeżdżamy na drogę łączącą Jezioro Ochrydzkie z Prespanskim. Droga nas nie zawodzi – długie trawersy po zboczu góry przeplatają się ze 180-stopniowymi nawrotami, by za chwilę zmienić rytm na bardziej nieregularny. Niezwykła panorama Jeziora Ochrydzkiego co chwilę ukazuje się nam to z lewej, to z prawej strony, za każdym razem w innej odsłonie.

W Parku Narodowym Galicica jest jedno miejsce, z którego widać oba jeziora naraz. Aby się do niego dostać, trzeba jednak podejść spory kawałek na piechotę. Zaaferowani zakrętami i widokami przegapiamy ten punkt. Orientujemy się w swojej pomyłce dopiero, kiedy z dołu zaczyna przebłyskiwać Jezioro Prespanskie. Cóż, mówi się trudno – w końcu nie jesteśmy tutaj po raz ostatni.

Paweł upiera się by jechać do ciekawego klasztoru, o którym informację znalazł na kilku forach podróżniczych – Treskavca. Podobno były tam kiedyś pokoje gościnne, a do klasztoru prowadziła bardzo stroma szutrowa droga. Teraz większość zabudowań strawionych zostało przez pożar, drogę wyasfaltowano. Nie brzmi to zachęcająco, ale wrodzona ciekawość świata zwycięża – jedziemy.

Bałkany Romet (65)
Szalona droga do klasztoru Treskavec

Monastir Treskavec znajduje się na północ od Prilepu. Omijamy zręcznie centrum, do którego i tak wpakujemy się w drodze powrotnej, i zaczynamy wspinać się do klasztoru. Od pierwszych metrów drogi napada mnie coś w rodzaju upojenia – wrzeszczę w kask niekreślone słowa z trudem powstrzymując się od śmiechu szczęścia. Czuję się tak euforycznie, że mam ochotę ściskać cały świat. Nie wyobrażam sobie lepszej modlitwy, niż to uczucie, kiedy jestem Bogu wdzięczny całym sobą za to co od niego otrzymuję.

Po kilkunastu nieprawdopodobnych kilometrach motocyklowego raju docieramy do klasztoru. Ślady niedawnego pożaru znać do tej pory – z lewego skrzydła, gdzie mieściły się cele gościnne, została tylko fasada. Dziedziniec jest niemal cały wygrodzony i trwają prace konserwacyjne.

Największe wrażenie robi na mnie jednak sama cerkiew – wewnątrz dosłownie czuć obecność Boga. Nie wiem jak dawni budowniczy potrafili osiągnąć taki efekt – czy to przez chłód kamiennych ścian, czy przez mrok, może przez wiele innych elementów. Wrażenie jest piorunujące, co przywodzi na myśl nazwę tego miejsca – Treskavec, czyli miejsce, w które biją pioruny.

Bałkany Romet (66)
Cerkiew pw. Zaśnięcia Matki Bożej, Treskavec

Wracamy do naszych maszyn i jedziemy dalej, na Skopje. Tam naszym celem jest dzielnica muzułmańska i tamtejszy targ, gdzie Paweł umyślił sobie kupić tureckie kapcie z długimi wywiniętymi nosami. Bóg jeden wie po co mu to, ale jechać trzeba.

Piwo z muzułmanami

Do Skopje docieramy pod wieczór. Wjeżdżamy do muzułmańskiej dzielnicy, a Paweł idzie poszukać noclegu. Znajduje go w piętnaście minut w niezbyt przytulnym hotelu na ulicy o swojska brzmiącej nazwie Bojadziska. Cena nie odstrasza, czystość jest na przyzwoitym poziomie, więc zostajemy. W ramach tradycyjnej gościnności gospodarz pozwala nam zamknąć motocykle na podwórku.

Na tradycyjne wieczorne piwko musimy jednak wybrać się poza tę dzielnicę. Muzułmanie nie piją, nie sprzedają i nie uznają alkoholu. W drodze powrotnej z pubu uderza nas jednak zaskakujący widok. Na głównym placu, wśród kilku sklepów prowadzonych przez muzułmanów, znajdujemy dwa prowadzone przez katolików. Rozpoznajemy je po wystawionych na zewnątrz lodówkach z piwem i krzyżykach zawieszonych na szyjach właścicieli sklepów.

Bałkany Romet (54)
Jezioro Ochrydzkie, widok z klasztoru św. Nauma

Może wydawać nam się to nieprawdopodobne, ale tam nikogo to nie dziwi – bałkański model integracji religijnej bardzo mi odpowiada i życzę moim przyjaciołom z Wielkiej Brytanii czy Niemiec, by doświadczyli takiej zażyłości i przyjaźni ze strony muzułmanów, jaka panuje w Macedonii.

8 KOMENTARZE

  1. Mieszkałem dziesięć lat w Wielkiej Brytanii i nigdy nie zauważyłem jakiś konfliktów na tle religijnym. Zażyłości i przyjaźni że strony muzułman napotkałem dokładnie tyle, co ze strony chrześcijan, hindu, sikhów, żydów i pogan. Weź chłopie przejedź się na Zachód, porozglądaj i się uspokuj ze swoimi komentarzami.

  2. Nie ma idealnego assistance ! 2-3 godz to norma oczekiwania , zwrot kwoty za hotel do 75 eu ( za granicą ) na osobę to są całkiem uczciwe kwoty w europie a tym bardziej na Bałkanach . Piękny reportaż, w maju pojadę waszą trasą . Pozdrawiam

  3. Witam.
    Bywa różnie widać.
    Dwa razy korzystałem z assistance z Allianza i jestem jak najlepszego zdania.
    Raz przywieźli mnie z Czech razem z motorem, i raz dostarczyli we Włoszech do serwisu.
    Mam zupełnie inne zdanie o tym ubezpieczeniu.
    Powodzenia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.