Prawo drogi – motocyklowa powieść sensacyjna. Odcinek 19: Okręt tonie gdy kapitan za burtą

-

Co tu dużo mówić, byłem kompletnie rozmontowany. Moja niekonsekwencja dawała o sobie znać z największą możliwą dotąd mocą. Przysiągłem sobie, że odzyskam Majkę, że zrobię wszystko, żeby znów z nią być. Z drugiej jednak strony nie byłem w stanie się przezwyciężyć, zrobić jakiegoś konkretnego ruchu w jej stronę. Stałem w miejscu, a czas uciekał, należało działać. 

W poprzednim odcinku:

Prawo drogi – motocyklowa powieść sensacyjna. Odcinek 18: Ruda

Nie miałem chwili na umartwianie się. Jak tylko wylądowałem w swoim mieszkaniu, już następnego dnia zwalił mi się na głowę Twardy. Skończył z pozą dobrotliwego wujka, a w zamian pokazał kły wilka alfa. Jednym słowem miałem przygotować partię kryształu w ilości dotąd niespotykanej, a wszystko musiałem wykonywać głównie prawą ręką. Twardego nic to jednak nie obchodziło. Zainwestował we mnie, w moje laboratorium. Interes ma się kręcić, ma być zwrot inwestycji. Najgorsze jest to, że go w pełni rozumiałem.

Gdy już brałem się za nadganianie zaległości, ustawiania aparatury i ustalania procesów chemicznych tak, aby gro roboty wykonywała za mnie automatyka, dostałem enigmatycznego smsa od Jurskiego o treści, której nie bardzo dało się zrozumieć. Gdy oddzwoniłem, wbiłem się na pocztę. Mój niepokój rósł z każdą mijającą minutą. No bo jak rozumieć te dwa krótkie zdania – Mamy wszyscy przejeb@ne. Uważaj na siebie.

Sprawdziłem czy drzwi są zamknięte. Sprawdziłem czy od środka zaryglowane jest wejście na dach. Sprawdziłem widok z kamer rozstawionych w newralgicznych miejscach budynku i mieszkania. Wszystko było ok. Postanowiłem wziąć się do roboty, od czasu do czasu wykręcając numer do Jurskiego. Jego telefon był jednak wyłączony.

Mijały godziny. Przez noc przygotowałem pierwszą partię towaru i postanowiłem rano ściągnąć do siebie Siwego, który pomógłby mi to wszystko pakować. Siwy odebrał telefon. Na szczęście.

– Dobra stary, przyjadę, ale musisz wiedzieć, że źle się dzieje w firmie…

– Co się stało?

– Opowiem jak przyjadę.

Siwy nie miał dobrych wieści, a mi wszystko ułożyło się w jedną całość.

– Jeden chłopak z firmy napisał mi, że czarni wyprowadzili Jurskiego z jego biura. Normalnie jak bandytę. Założyli mu komin na ryj, wykręcili łapy, zakuli w kajdany i zawlekli do auta jak pospolitego gwałciciela. Od wczoraj w firmie buszują ludzie z BSWP po całym biurze, a norę Jurskiego przetrzepali tak, że zerwali klepkę z podłogi i tapety ze ścian. Mówię ci, armagedon… Ponoć…

Pokazałem mu smsa od Jurskiego. Dopiero teraz w pełni zrozumiałem jego treść. Siwy wyjął swój telefon i pokazał wiadomość tej samej treści.

– Co myślisz? – zapytałem zanim Siwy zdążył cokolwiek powiedzieć.

– Hmm. Nie chcesz wiedzieć. Pamiętasz jak mówiłem ci, że Jurski jest jednym z lepszych aparatów w CBŚ i kręci lody na światowym poziomie? No to widać z tego się doigrał. Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nie miał albo dowodów, albo jaj żeby pójść z tym do góry. Teraz znalazł się ktoś, kto miał jedno, albo drugie albo co gorsza jedno i drugie.

– Dlaczego co gorsza? Przecież to jakieś jego szwindle, o których nie mamy pojęcia… – wypaliłem oburzony. Miałem już dość ciągłego stąpania po grząskim gruncie.

– A to dlatego, założę się o wszystkie moje pieniądze, że my nie istniejemy w oficjalnych papierach firmy. Stary kiedyś mi powiedział, że jak on się powali, to pociągnie to za sobą niewyobrażalne konsekwencje i wszystkie szare sprawy nas wszystkich wyjdą na wierzch. W ten sposób zabezpieczał się przed zdradą. On mnie odwrócił, ale obawiam się, że to może być tylko i wyłącznie jego wymysł. Dał mi broń, dał legitymację służbową i blachę, ale boję się, że to może być wszystko fikcja. Że nie jestem żadnym agentem, a po prostu żołnierzem Jurskiego. Ty też.

– Aha. Czyli gość zrobił sobie polskie safari?

– Można tak powiedzieć. Ja jestem od wczoraj zesrany. Nie chciałem ci nic mówić, bo to i tak niczego nie zmieni. Jak pogrzebią trochę to do nas dojdą. Dzwonił do ciebie, ty dzwoniłeś do niego. Przysłał nam smsa ostrzegawczego, tak naprawdę wydając na nas wyrok. On nas nie ostrzegł. On nas wpierd@lił po same uszy tym smsem…

– Co? Ale musieliby mieć jego telefon i to ten lewy, bo pewnie ma dwa. Może go zniszczył, może miał zarejestrowany na słupa?

– Hahaha, na wszystko są sposoby – Siwy zaśmiał się gorzko – Masz dwa telefony. Prawy i lewy – jak to określiłeś. Biorą legalnie twój służbowy telefon i patrzą na stacje logowania. Potem ze wszystkich sieci typują komórkę, która w tym samym czasie logowała się w tych samych stacjach przekaźnikowych. Bo przecież masz w kieszeni dwie komórki. Zawsze praktycznie. Ile takich telefonów będzie myślisz? Osiem? Dwa? Jeden kur#a. Należy tylko wyznaczyć wystarczająco długi czasokres. Posiadanie dwóch telefonów może cię ukryć przed zazdrosną żoną, ale nie przed służbami. Potem biorą bilingi tego drugiego telefonu i już czytają twoje smsy i patrzą do kogo było dzwonione. Proste, nie?

Byłem w szoku. Rzeczywiście to takie proste. Elektronika tak pomaga na co dzień, ale potrafi też wsadzić do pierdla. Pieprzone telefony.

– I co teraz? Co robimy?

– Nic. Nic nie możemy zrobić. Jedyne co, to ustawimy kamery tak, żebyśmy widzieli wcześniej jak ktoś będzie szedł do budynku czy podjeżdżał pod drzwi na dole.

Wyszedł z mieszkania, potem pogrzebał przy centralce od kamer, a później, jakby nigdy nic, zaczął pakować towar. Może nie do końca jakby nigdy nic, bo wyraźnie widziałem, że jest zdenerwowany.

– No dobra, załóżmy najgorsze. Namierzają nas, aresztują. Co dalej?

– Wszystko zależy od zeznań Jurskiego i od tego czy mu uwierzą. Wiesz, najprościej powijają ciebie za narkotyki – produkcja, dystrybucja, udział w zorganizowanej grupie przestępczej, napaść, pobicie. Mnie za współudział oraz dogania mnie przeszłość i darowane winy kopią mnie w dupę. Stary, nie chcę o tym myśleć.

W tym momencie usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Obaj mieliśmy serce w przełyku. Ten adres znają tylko chłopaki z Wagabudny i… Na ekranie kamery, która z góry wycelowana była prosto w wycieraczkę pod samymi drzwiami wejściowymi, zapłonął wręcz obraz. Ta burza kręconych, czerwonych loków…

– Majka! – krzyknęliśmy jednocześnie. Ja z ulgą, a Siwy bardziej ze zdziwieniem.

W sumie tylko jej brakowało do naszej Trójki Drombo. Może ona wymyśli co mamy robić, bo my, tak po prawdzie, czuliśmy że jesteśmy głęboko w dupie. Po prostu. Gdzieś za zakrętem okrężnicy, w miejscu gdzie nie widać światła i nie wiadomo w którą stronę iść… Postanowiliśmy o wszystkim jej opowiedzieć, w końcu wiedziała już o nas praktycznie wszystko.

– Hahahahahahaha – jej śmiech był pusty, ale szczery i dźwięczny. – Aaaahahahaha! Czyli już nie jesteście agentami CBŚ, wy biedni idioci?

– Nooo… tak serio to nie wiemy…

– Hahahahahahahahaha, zaraz pęknę ze śmiechu trzymajcie mnie! Hahahaha!

Majce popłynęły łzy po policzkach. Tak śmiała się z naszej nieporadności. Najlepsze jest jednak to, że jej śmiech był zaraźliwy. Mimo przesranej sytuacji, w której się znaleźliśmy, śmialiśmy się we trójkę. Majka tarzała się po ziemi. Siwy łkał po swojemu, a ja zanosiłem się swoim basem aż mnie rozbolał brzuch. Jednak euforia trwała tylko chwilę. W końcu i do Majki dotarło, że sytuacja rzeczywiście do ciekawych nie należy.

– Dobra, to ja widzę to w ten sposób. Powinniście zgłosić się pierwsi, nie ukrywać się, nie uciekać, bo sami was namierzą bez problemu. A jak będą was szukali i was złapią jak pospolitych przestępców, to zrobią z wami to co z tym waszym niby-szefem. Ja na waszym miejscu poszłabym do budynku na przeciwko i spróbowała wyjaśnić sprawę. Daleko nie macie…

– Hmm, może i tak, zapominasz jednak o Wagabundzie. Oni mają wtyczki wszędzie. Jak sobie tak ostentacyjnie wkroczymy, a tam będzie ktoś kto nas rozpozna, to mamy podwójnie przekichane.

– No to moi drodzy agenci od siedmiu boleści… Znajdźcie osobę odpowiedzialną za aresztowanie Jurskiego i zgłoście się do niej bezpośrednio i na neutralnym gruncie. I już. Zaryzykujecie, ale minimalnie, bo pokażecie się tylko jednej osobie i ewentualnie jej obstawie.

To brzmiało jak plan. Słaby bo słaby, ale jakiś plan. Nie można przecież żyć w ciągłym strachu przed aresztowaniem. Zdecydowanie Majka nadawałaby się lepiej od nas do tej roboty. Ważne, żeby wyznaczyć sobie drogę i nią podążać, a nie motać się i wiercić. Pieprzona niekonsekwencja.

Postanowiłem dać sobie dzień na ogarnięcie zamówienia Twardego. Siwy miał działać od razu, próbując dotrzeć do osoby zarządzającej akcją aresztowania Starego. Zakręcił się na nodze i wyszedł z mieszkania. Zostaliśmy z Majką sami…

Dawno nie czułem do nikogo tak wielkiego pożądania. Majka była tak piękna, tak pociągająca i tak wspaniała. Być może dlatego, że wydawała mi się całkowicie dla mnie niedostępna. A może pociągała mnie jej inteligencja i zdecydowanie? Bałem się zacząć, bałem się powiedzieć cokolwiek jednoznacznego, abym nie został odrzucony. Siedziałem otumaniony patrząc to w okno, to w jej oczy. W pewnej chwili, gdy już zbierałem się, żeby coś zrobić, ona mnie ubiegła.

– Chodź – powiedziała wstając – najpierw weźmiemy prysznic.

Zdecydowanie to Majka powinna być agentem CBŚ…

Czytaj dalej:

Prawo drogi – motocyklowa powieść sensacyjna. Odcinek 20: Wszystko do góry nogami

Michał Brzozowski
Michał Brzozowski
Motocyklista od 20 lat, z potężnym stażem przejechanych kilometrów, dużą liczbą przetestowanych maszyn i wielką miłością do jednośladów. Przede wszystkim kocha trzy motocyklowe segmenty: hipermocne nakedy, wygodne, duże turystyczne enduro oraz lekkie i zwinne jednocylindrowe supermoto, ale nie stroni od jazdy wszystkim co ma dwa koła. Przetestuje każdy sprzęt, a większość z testowanych motocykli chociaż spróbuje postawić na koło. Absolwent filologii polskiej na UW. Prywatnie pasjonat sportu, a w szczególności rowerów.

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY