pon., 16 maj 2022

Prawo drogi – motocyklowa powieść cykliczna. Odcinek 15: Dochodząc do siebie

-

Wszystko idzie dobrze, wszystko będzie dobrze, zawirowania są normalne w życiu. Czasem trzeba się cofnąć, by móc iść do przodu. Nawet z najgorszego gówna da się wyjść całym na biało – powtarzałem sobie w myślach odpływając w błogą nieświadomość.

W poprzednim odcinku:

Prawo drogi – motocyklowa powieść cykliczna. Odcinek 14: Berserk

Obudził mnie potworny ból lewej dłoni. Nie wiedziałem gdzie jestem, nie pamiętałem co się stało. Tylko ten potworny ból. Potworny. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w życiu coś aż tak mnie bolało. Rwący, świdrujący, palący ból nie dający się porównać z niczym innym. Świadomość wracała powoli. Bitwa, maczeta, ucieczka samochodem, szpital. Tak, jestem w szpitalu. Wokół mnie ciemność sali pooperacyjnej. Zdecydowanie jest noc. Zaraz, zaraz, kiedy tu przyjechaliśmy? Która to mogła być godzina? 22? 23? Jakoś tak.

Postanowiłem wezwać pielęgniarkę, bo nie byłem w stanie myśleć normalnie, tak szarpała mnie lewa dłoń. O borze szumiący, lewa dłoń. No tak, krwawa litera V. Aż mną wstrząsnęło, gdy sobie przypomniałem ostatni obraz wczorajszego dnia. Cisnąc przycisk wzywania pielęgniarki odwróciłem głowę w lewą stronę. Moja ręka była przytwierdzona na stałe do temblaka, który przymocowany był do łóżka. Cała ręka była unieruchomiona. Dłoń zabandażowana tak dokładnie, że jedynie czubki palców wystawały spod grubej warstwy opatrunku. W ciemności ledwo je widziałem, ale zacząłem je liczyć. Raz, trzy, pięć. Są wszystkie. Ufff, chociaż tyle, czyli niczego nie amputowali. Chyba…

Pielęgniarka nie przychodziła, a ja rytmicznie, co 5 sekund przyciskałem ten jeb@ny przycisk. Postanowiłem poruszać palcami. Gdy obudziłem się, pielęgniarka stała przy mnie.

– Te, bohaterze. Po to mamy rękę tak unieruchomioną, żeby nią nie ruszać. Na to przyjdzie czas. Nie machaj paluszkami, bo nie będę co chwilę przybiegała cię cucić chłopcze.

Aparatura, do której byłem podpięty, wydawała rytmiczne dźwięki, puls mi szalał, a ja znów nie wiedziałem gdzie jestem. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzałem na pielęgniarkę.

– Boli…

– I dobrze, gdyby nie bolało, to by znaczyło, że nerwy masz przecięte, a tak, wszystko będzie dobrze, poboli i przestanie. Tylko się nie szarpiemy. Tak?

Typowe infantylne zwroty w pierwszej osobie liczby mnogiej. Typowe dla personelu szpitalnego. Uczą ich tego na jakiś kursach, na studiach?

– Jakiś przeciwból poproszę. Najlepiej jakieś opioidy, chlorowodorek tramadolu?

Rozmarzyłem się wypowiadając te słowa…

– Kawalerze, jesteś już na morfinie. Nic ci więcej nie mogę dać. Przykro mi, musisz wytrzymać.

O kurde, jeśli tak mnie szarpie po morfinie, to ja nie mam już żadnych pytań. A nie, jeszcze kilka miałem…

– A ile tego siarczanu morfiny dostałem? Przy mojej masie maksymalna dawka to jakieś 18-20 mg…

– Oooo, widzę że jesteś specjalistą od opiatów. Hmm, nie wyglądasz na konesera tego typu środków…

– Jestem chemikiem.

Kurna, jeszcze powiedz, że produkujesz metę dla struktur zorganizowanej przestępczości a dodatkowo donosisz o tym psom z CBŚ…

– Gratuluję wiedzy. Leż. Dostałeś tyle ile można, więcej ci nie dam.

Sprawdziła kroplówki, cewnik, poprawiła kołdrę i poszła. Zostawiła mnie w samotności, trochę w szoku i konsternacji. Bo jak mimo morfiny tak mnie boli, a przy próbie ruszania palcami mdleję, to rokowania są… Dobra nie ma co o tym myśleć. Siwy! Dopiero teraz przypomniałem sobie o moim… przyjacielu. Siwy! Przecież krwawił i zwijał się z bólu. Chyba dostał kosę w bebechy. Co z Siwym? Pielęgniarka urwie mi głowę, ale postanowiłem się tym nie przejmować.

Po 10 minutach rytmicznego ciśnięcia przycisku przyszła ta sama kobieta. Już widocznie wqrwiona.

– Oby to było coś ważnego chłopcze…

– Przepraszam, to już ostatni raz, już nie będę pani fatygował, ale tutaj, ze mną był mój kumpel. Przyjechał wieczorem ze mną do szpitala. Przywiózł nas obu. Mocno krwawił z okolic brzucha.

– Jak się nazywa?

– Paweł Majszner

– A to leży przecież tutaj na przeciwko. Tylko jeszcze się nie wybudził. Niech śpi. Operacja się udała, ale było ciężko. Doktor Bercek powiedział, że tak naprawdę ledwo go odratowali, bo stracił prawie dwa liry krwi…

– Dzie, dziękuję pani.

Po wyjściu pielęgniarki podniosłem delikatnie głowę z poduszki i zacząłem rozglądać się po sali. Było w niej sześć łóżek, każde obudowane aparaturą. Tylko w trzech aparatura była włączona, świecąc wykresami i wydając rytmiczne piknięcia. Świeciło i dźwięczało moje łóżko, łóżko po prawej i łóżko na przeciwko mnie. To tam leży Siwy. Wsłuchałem się w rytm jego wykresu. Serce biło mu miarowo, tętno jakieś 70 uderzeń. Wszystko jest ok. Ufff. Odetchnąłem z ulgą, karcąc się w myślach za to, że prędzej pomyślałem o tramalu niż o Siwym. Opadłem z sił. Czułem się wyczerpany i czułem że ogarnia mnie senność, z którą nie walczyłem.

Coś wyrwało mnie ze snu. Otworzyłem oczy, było jasno. Zupełnie jasno. Dopiero teraz zobaczyłem ścienny, wskazówkowy zegar, który pokazywał godzinę 7.35, może 7.36. Nie lubię tych wskazówkowych reliktów przeszłości, bez sekundnika, bo nigdy człowiek nie wie która godzina jest dokładnie. Takie zgadywanie. Czy to syndrom natręctw? Chyba tak…

Jęczenie, głośne, zawodzące, przechodzące w ciche stękanie. To właśnie mnie obudziło. Dźwięk ten powtórzył się, dochodził z naprzeciwka.

– Siwy, Siiiiiwyyyy, Siwyyyyyyy!

– AAAAAAA,yyyyyyyyyyyyyhhhhh…

Skoro jęczy, to czuje ból. Skoro czuje ból i daje radę jęczeć, to nie może być najgorzej. Moja logika zaskakiwała czasem nawet mnie. Geniusz po prostu.

– Siwyyyyyyyy, jak się czujesz…?

– AAAAAAA,yyyyyyyyyhhhhhhh…

To sobie porozmawialiśmy. Zdecydowanie było na to za wcześnie. Żył, to było najważniejsze!

————

– Nie, nie powinien pan tutaj wchodzić, nie teraz, jest zdecydowanie za wcześnie. Ja rozumiem pana obowiązki służbowe, ale ja mam swoje, a dla mnie dobro pacjenta jest najważniejsze!

– To długo nie zajmie, panie doktorze, poproszę trzy minuty, do pięciu.

– 5 minut i ani sekundy dłużej!

Na stołeczku obok mojego łóżka usiadł spasiony typ w swetrze i okularach. Wyglądał jak prokurator McCabe z serialu Gliniarz i prokurator właśnie…

– Nazywam się podkomisarz Więcek z KPP w Mińsku Mazowieckim. Prowadzę śledztwo w sprawie przedwczorajszego zajścia na terenie posesji należącej do Romana Dętrycha. Proszę mi powiedzieć wszystko co pan wie na ten temat.

No tak, mogłem się tego domyślić, że tak gruba awantura nie obędzie się bez interakcji miejscowej policji. Postanowiłem grać jarząbka. Cóż innego mogłem zrobić?

– Jakiego zajścia?

– Jak to jakiego, tego które zawiodło pana do szpitala.

– Ja nic nie pamiętam, dostałem w głowę. Nic nie pamiętam. Nie wiem skąd się tu wziąłem.

– Ach tak. Nie wie pan… A myślałem, że dostał pan w rękę i to jeszcze maczetą. Czyż nie?

– W rękę? Aaaaa, w rękę. W rękę też ktoś mnie uderzył, albo ugryzł. Nie wiem, nie widziałem mojej ręki. Jest zabandażowana. Właśnie, wie pan co się stało z moją ręką? Bo lekarze nic mi nie powiedzieli, nie chcą powiedzieć. W ogóle co to za szpital? W Mińsku?

– To ja jestem tutaj od zadawania pytań. – grubas nerwowo przetarł spocone czoło materiałową chusteczką, po czym schował ją do kieszeni spodni. Był już wyraźnie poirytowany – Zatem jeszcze raz. Co może mi pan powiedzieć na temat zajścia na posesji Romana Dętrycha?

– Nie znam Romana Dętrycha, nie mam pojęcia o czym pan mówi. Nie czuję się zbyt dobrze.

– 5 minut! – jak zbawienie zabrzmiał ostry ton lekarza.

– Jeszcze porozmawiamy sobie na ten temat. Do widzenia.

McCabe wstając spojrzał w stronę łóżka Siwego, który przytomnie udawał śpiącego. Potem na lekarza, który skarcił policjanta wzrokiem, zabraniając mu nawet odzywać się do pacjenta. Zakręcił się na nodze i sapiąc wyszedł. W powietrzu unosił się jedynie odór, który zostawił po sobie. Nieprzyjemna woń potu zmieszanego z najtańszą wodą kolońską Brutal.

Gdy zostaliśmy już sami, a za lekarzem i policjantem zatrzasnęły się drzwi, Siwy jak na komendę otworzył oczy i szeroko się do mnie uśmiechnął. Od naszych operacji minęły już cztery dni, a my dostaliśmy swoją własną, prywatną dwójkę, do której przenieśli nas po dobie spędzonej w sali pooperacyjnej. Siwy czuł się średnio, bolały go bebechy, dostawał najmocniejsze przeciwbóle, ale żył. Mi odwiązali rękę od temblaka i zaczynałem już ruszać palcami, co nie powodowało omdlenia. Szło wszystko do przodu.

– Jędrzej, nic im nie mów, tym z KPP. Nic. Zaraz śledztwo przejmą nasi, tylko to chwilę musi potrwać, wiesz, papiery. A wtedy to już z niczego nie będziemy musieli się tłumaczyć.

– Wiem, wiem, ale i tak musimy ustalić jakieś zeznania, żeby to się kupy trzymało, w razie jakby co.

– No co, przyjechaliśmy w odwiedziny do zaprzyjaźnionego klubu. Ktoś się z kimś pokłócił, nie wiemy kto, bo za dużo nas było, i nas zaatakowali, a my musieliśmy się bronić. Ot i wszystko.

– A szczegóły?

– Olej szczegóły. Zaufaj mi, już trochę w tym siedzę. Będzie dobrze. Mamy parasol. Nie przejmuj się. Bardziej zastanawiam się co się stało z moją klamką…

– O kurna, no tak… Może została w furze.

– Może…

Wybuchnęliśmy śmiechem. Ja głośniej, Siwy po cichu, bo brzuch mu na to nie pozwalał. To był pierwszy raz od czasu naszej kłótni, kiedy szczerze się śmialiśmy. A było z czego się cieszyć. Okazało się, że nóż Bloodsa uszkodził otrzewną, jelito cienkie i śledzionę. Co mogli pozszywali, śledzionę usunęli. Inne ograny wewnętrzne nie zostały draśnięte. Trzustka, żołądek, wątroba, wszystko ok. Rokowania są naprawdę dobre. Ja natomiast nad wyraz szybko dochodziłem do siebie. Ruszałem wszystkimi palcami, okazało się, że cięcie nie uszkodziło ścięgien dłoni, a zawarło się idealnie między nimi. Moje wieloktornie połamane nadgarstki na matach treningowych i turniejowych w końcu się do czegoś przydały. Kości okazały się na tyle wzmocnione okostną, że nic się nie skruszyło. Nadgarstek bolał jak diabli, ale mogłem nim ruszać. Lekarze mówili, że to prawdziwy cud przy takim uszkodzeniu, takiej ranie. A uszkodzoną miałem tylko rękę, więc mogłem swobodnie chodzić po szpitalu, trzymając łapę na temblaku. Wczoraj odwiedził nas Twardy i wręczył nam plik gotówki na szpitalne wydatki. Mogłem korzystać z cukierni mieszczącej się na dole i uzupełniać szpitalną strawę obiadami z restauracji. Byliśmy królami tego szpitala.

Pogodziłem się z alterego Siwego. W sumie sam nie byłem lepszy, w końcu też tak jakby byłem agentem. A że mnie w to wrobił? Podstępem? Postanowiłem się za to zemścić na nim w odpowiednim czasie i w wyrafinowany sposób. Teraz mu chwilowo wybaczyłem. W końcu pływaliśmy razem w basenie wypełnionym po brzegi gównem, ale unosiliśmy się na jego powierzchni. To wystarczało by zachować optymizm.

Czytaj dalej:

Prawo drogi – motocyklowa powieść sensacyjna. Odcinek 16: Zagubiona autostrada

Michał Brzozowski
Motocyklista od 20 lat, z potężnym stażem przejechanych kilometrów, dużą liczbą przetestowanych maszyn i wielką miłością do jednośladów. Przede wszystkim kocha trzy motocyklowe segmenty: hipermocne nakedy, wygodne, duże turystyczne enduro oraz lekkie i zwinne jednocylindrowe supermoto, ale nie stroni od jazdy wszystkim co ma dwa koła. Przetestuje każdy sprzęt, a większość z testowanych motocykli chociaż spróbuje postawić na koło. Absolwent filologii polskiej na UW. Prywatnie pasjonat sportu, a w szczególności rowerów.

1 KOMENTARZ

  1. ufff. już zaczynałem się martwić o to czy nasz bohater da rade wcisnąć klamkę sprzęgła w swoim nowym motocyklu. czekam na dalszy ciąg opowieści i co dalej z przyjaźnią z siwym. swoja drogą przydała by się jakaś ładna młoda pielęgniarka w rekonwalescencji

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Policjant na motocyklu jechał pod prąd omijając korek – złośliwość społeczna czy poważne wykroczenie? [VIDEO]

W dobie obowiązującego taryfikatora niemalże każde wykroczenia jest bardzo surowo karane. Dodatkowo jeżeli dopuszcza się go policjant to sprawa jest każdorazowo nagłośniona. Przyjrzyjmy się...

28-letni motocyklista popełnił trzy wykroczenia – mandat może wynieść nawet 30 000 złotych

O surowych zmianach w taryfikatorze na własnej skórze przekona się 28-letni mężczyzna, który podczas jazdy na motocyklu popełnił trzy bardzo poważne wykroczenia. Sprawa trafi...

Policyjny dron w akcji – ponad 40 mandatów wystawionych w ciągu godziny

Drony niesamowicie dobrze odnalazły się w rękach policji, dlatego coraz więcej statków bezzałogowych trafia do służby. Mundurowi chętnie chwalą się również tym, jak skuteczny...

Barton Hyper 125 – na dobre i na złe (drogi) [test, opinia, dane techniczne]

Motocykl jest obecny na naszym rynku od wielu lat. Zdobył w tym czasie grono wiernych użytkowników. Na rok 2022 Barton przygotował unowocześnioną wersję. Zmiany...

Prawo drogi – motocyklowa powieść cykliczna. Odcinek 17: Wszystko na telefon

Gonitwa myśli. Z jednej strony paraliż, ogólny bezwład, poczucie beznadziei. Otępiające, odbierające możliwość działania. Z drugiej strony motywacja, aby coś zrobić, aby ruszyć się,...