Z wyrazami wdzięczności. Siedem rzeczy, za które serdecznie dziękuję motocyklom [Felieton]

-

Czerwiec ciepły, ale bez upałów. Idealnie. Sezon już rozwinięty, ale do jego końca wciąż daleko. Idealnie. Za chwilę dwa fajne wyjazdy, a na koniec sezonu jeszcze jeden, wisienka na torcie, o której od dawna marzyłem. Idealnie. Właśnie do mnie dotarło, ile dobrego w ostatnich latach dały mi motocykle i jak bardzo jestem im wdzięczny. 

„Wszystko fajnie, ale zabijesz się kiedyś na tych motorach”. Dosyć często słyszę podobne opinie i wcale z nimi nie walczę. Za tą złowrogą przepowiednią kroczy bowiem spora doza prawdopodobieństwa. Bo chociaż mocno staram się o bezpieczeństwo własne (jeżdżąc) i, mam nadzieję, że choć trochę – wasze (pisząc), to wciąż jestem uzależniony od pewnej dawki szczęścia. Ono, mimo największych wysiłków i ostrożności, może mnie kiedyś zupełnie opuścić. Podobnie jak każdego innego motocyklistę

Sieć sklepów motocyklowych Liberty MotoStore – bardzo szeroka oferta i doskonałe warunki zakupu. To ty jesteś najważniejszy!

Natomiast mając pełną świadomość codziennego ryzyka, wielokrotnie większego niż w przypadku jazdy autem, nie zrezygnuję z tego. Co więcej, nawet gdyby dane mi było już niedługo zginąć na motocyklu, to biorę to w ciemno i nie żałuję. W ciągu ostatnich lat dostałem bowiem więcej, niż kiedykolwiek wcześniej marzyłem. Jestem w zasadzie spełniony, a wszystko, co spotka mnie w przyszłości, traktuję jako bonus od losu, kropkę nad „i”. Albo nad U umlaut, jeśli trafi się więcej testów i wyjazdów na motocyklach BMW :) Za co jestem wdzięczny?

Za wolność

Pojęcie motocyklowej wolności w stylu „trzeba zap…ć” czy innego „róbta co chceta” działa na mnie jak dwa palce w gardle. Wywołuje wymioty. Ja do tej wolności podchodzę inaczej i zupełnie praktycznie. 

W naszych warunkach geopolitycznych motocykl pozostaje ostatnim środkiem transportu, który pozwala nam znaleźć się tam, gdzie chcemy i kiedy tego chcemy. Owszem, na rowerze legalnie wjedziemy w więcej miejsc, ale nie zrobimy kilkuset kilometrów dziennie…

Z wyrazami wdzięczności. Siedem rzeczy, za które serdecznie dziękuję motocyklom [Felieton]

Ruszając w trasę motocyklem raczej nie rozważamy kwestii korków. Śmiało wjeżdżamy do centrów dużych miast. Po prostu wiemy, że nigdzie nie utkniemy i zawsze będziemy w ruchu. Być może przez chwilę wolniej, ale zawsze w ruchu. Łatwo zaparkujemy. Nie czekamy na przystankach, na odprawę, nie koczujemy na dworcach i lotniskach, bo strajk, bo opóźnienia…

Mocno mnie bawią reklamy aut próbujące przemycić motyw wolności. A zwłaszcza te nowoczesne SUV-y pokazane gdzieś w dzikich plenerach. Szkoda tylko, że nikt nie pokazuje korków, w których muszą wcześniej godzinami tkwić, żeby dostać się na to pustkowie. I strażników leśnych lecących z mandatem. To samo z superautami sportowymi – wspaniała to jest wolność, te 600 KM, ten ryk silnika i podziw przechodniów, karnie w ogonku za Fabią i Seicento szukając miejsca parkingowego.

Za ludzi

Nie należę do osób, które łatwo używają pojęcia „przyjaciel”. Nawet „kolegę” mocno odróżniam od „znajomego”. To nie jest żaden sztuczny mur, tylko po prostu uczciwe podejście, bowiem za każdym z tych pojęć stoi konkretny zestaw zachowań i zobowiązań oraz poziom relacji. To działa w obie strony – nie przyklejam się do ludzi i nie oczekuję, żebym sam był w ich życiu kimś ważnym i wyjątkowym. Nic na siłę. 

Z wyrazami wdzięczności. Siedem rzeczy, za które serdecznie dziękuję motocyklom [Felieton]

Natomiast ze wszystkich moich życiowych znajomości, od podwórkowych, przez szkolne, zawodowe i muzyczne, to właśnie te motocyklowe utrzymały się najdłużej i są najsilniejsze. Dodatkowa porcja mojej wdzięczności płynie z tego, że nie doświadczyłem jeszcze straty bliskiego kumpla/kumpeli w wypadku motocyklowym. Chciałbym, żeby to trwało jak najdłużej. 

Za adrenalinę

Pisanie o adrenalinie w kontekście maszyn, które w trzy sekundy mają na budziku pierwszą setkę, a niedługo później drugą, jest w zasadzie niepotrzebne. To oczywistość. Co więcej, już wydając kilka tysięcy zł mamy dostęp do osiągów, za które samochodowi łowcy wrażeń muszą zapłacić z dziesięć razy więcej. A do tego, jak pisałem w pierwszym akapicie, wciąż są uzależnieni od natężenia ruchu na drogach.

Z wyrazami wdzięczności. Siedem rzeczy, za które serdecznie dziękuję motocyklom [Felieton]

Ja natomiast w motocyklowej adrenalinie kocham jej dozowalność. Jadąc jednośladem można sobie ten hormon podawać precyzyjnie jak w najlepszym układzie wtryskowym. Nie lubię dawek uderzeniowych. Chętnie oglądam filmy i seriale grozy, ale nie przepadam za „jump scare’ami”, kiedy coś nagle wyskakuje z ciemności. Nie unikam alkoholu, ale lubię go sączyć, a nie załatwiać się kilkoma szybkimi shotami. Nie skoczyłbym na bungee czy ze spadochronem. Lubię, kiedy dozownik adrenaliny mam pod własnym nadgarstkiem. Kiedy chcę – albo szaleję, albo relaksuję się i zwiedzam. Pełna kontrola, pełna przyjemność. 

Za sprawczość

W nowoczesnej, poukładanej Europie coraz ciężej o bycie kowalem własnego losu. Jesteśmy zależni od układów i obowiązków rodzinnych, wspólnot mieszkaniowych, stosunków w pracy, a jadąc autem czy komunikacją zbiorową – od ich sprawności, płynności i rozkładu jazdy. Na każdym kroku ktoś myśli o nas za nas. Poczucie bezpieczeństwa jest oczywiście ważne i cenne, ale czasami musimy przejąć lejce, żeby poczuć, że naprawdę żyjemy. 

Z wyrazami wdzięczności. Siedem rzeczy, za które serdecznie dziękuję motocyklom [Felieton]

I tak jest właśnie z jazdą na motocyklu. Tutaj wciąż motocyklista jest swoim własnym panem. Mamy już oczywiście do dyspozycji dziesiątki elektronicznych systemów wspomagających, ale wciąż nie są one w stanie zapewnić motocyklowi jakiejkolwiek autonomii. Wszystko zależy od poziomu wyszkolenia i decyzji podjętych przez motocyklistę. Na dwóch kołach mam pełną sprawczość. Wyniosę najlepsze wrażenia albo zginę. Lubię to.

Za prawdziwość

Ten punkt w zasadzie łączy się z poprzednim. Na motocyklu wszystko jest prawdziwe. Nie ma dachu, pełnych szyb, pasów i stref zgniotu. Nie siedzisz jak przed telewizorem i Playstation, podziwiając wizualizacje za szkłem. Nie masz klimatyzacji. Jesteś wystawiony na działanie sił natury i nagi wobec praw fizyki. Bierzesz na siebie ich destrukcyjny wpływ w przypadku błędu, ale też czerpiesz niesamowitą energię, jeśli wszystko idzie dobrze. Na motocyklu nie ma drugiego i trzeciego życia. Jest tylko prawda, tu i teraz. 

Konfidenci, donosiciele, konfitury – czy można i powinno się wysyłać nagrania z kamer na policję? [Felieton, rejestratory jazdy]

Za wspomnienia 

Widoki, zapachy, emocje. Lodowaty wiatr w drodze na Grossglockner. Drobniutki pył i drżenie powietrza na hiszpańskich półpustyniach. Rozległe pastwiska w Kirgistanie pachnące trawą, koniczyną i końskim łajnem. „Zimny palec Posejdona” na jajach, kiedy w czasie ulewy na jakiejś przełęczy już wiesz, że przeciwdeszczówka się poddała… 

Z wyrazami wdzięczności. Siedem rzeczy, za które serdecznie dziękuję motocyklom [Felieton]

Jestem wręcz nabity wspomnieniami. Każdy mój zmysł coś pamięta. Wiem, że doświadczałem świata w sposób pełny. Patrzyłem, słuchałem, wąchałem. Na wyjazdach robię niewiele zdjęć i nie kręcę filmów. Wszystko rejestruję na własnym twardym dysku i odtwarzam, kiedy jest mi to potrzebne w walce z codziennością. Jestem za to wdzięczny, bo nikt mi tego nie wyrwie.

Za pieniądze 

W Polsce takie stwierdzenie wciąż jest odważne i uważane za nieco bezczelne. Zwłaszcza że wciąż jako dziennikarze motocyklowi musimy się mierzyć z posądzaniem o „sprzedanie się” reklamodawcom. Ja natomiast zupełnie szczerze jestem wdzięczny za to, że od paru lat motocykle są moim źródłem utrzymania i zapewniają pokrycie zwykłych codziennych potrzeb. 

Potrzeb, nie zachcianek. Jeśli bowiem liczysz na nadmiar pieniędzy, które możesz przehulać na bzdury, to jest wiele innych branż, dużo mocniej napakowanych walutami. Choć to mocno wyświechtane określenie, w „motocyklówce” rzeczywiście pracuje się raczej z pasji, a nie z konieczności. 

Motocyklom jestem więc wdzięczny nie tyle za wysoki poziom zamożności, co za przeciętne, ale fajne życie i możliwość opłacenia rachunków robiąc to, co się lubi. A przynajmniej to, co uwiera w mniejszym stopniu. Nie jest bowiem do końca prawdą, że „jeździmy sobie motorkami i nam za to płacą”. To robota jak każda inna umysłowa, pełna codziennego znoju i gnoju przed ekranem komputera i z telefonem przy uchu. Są tu natomiast fajne pozafinansowe bonusy, które sprawiają, że gra wciąż jest warta świeczki. 

Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY