_SLIDERPowód sprzedaży: rodzina. Powód powrotu: też

Powód sprzedaży: rodzina. Powód powrotu: też [Słowo na niedzielę, felieton]

-

Pojawienie się dziecka zmienia wszystko. Sen, rytm dnia, stan konta, definicję wolnego czasu i listę rzeczy, które nagle okazują się mniej ważne. Czasem zmienia też zawartość garażu, bo motocykl jako jeden z pierwszych trafia na listę rzeczy, z których „odpowiedzialny człowiek” powinien zrezygnować. Tylko czy zostając rodzicem, naprawdę trzeba przestać być motocyklistą? I czy przypadkiem rezygnując ze wszystkiego, czym byliśmy wcześniej, nie robimy krzywdy również tej nowej wersji siebie?

Noc grozy

Jest 2:47 – w nocy, a nie po południu. W jednej ręce butelka z mlekiem podgrzanym do temperatury, którą położna określiła jako „na nadgarstek”. W drugiej telefon, na ekranie formularz ogłoszenia. Tytuł: „Sprzedam, stan bardzo dobry, garażowany”. Opis: „Serwisowany na bieżąco, nowe opony, kufry w komplecie”… Zostaje jeszcze jedno pole. Kciuk wisi nad nim dłużej niż nad podpisem pod umową kredytową: powód sprzedaży.

Bijący się z myślami bohater wpisuje: „rodzina”. Nerwowo, po chwili „wymazuje”. Myśli, myśli, w końcu wpisuje: „zmiana priorytetów”. Brzmi jak komunikat zarządu przed zwolnieniami grupowymi. Znowu to kasuje. Poziom wk… sięga zenitu. W końcu zostawia to pole puste. Każdy, kto kiedykolwiek kupował używany motocykl, wie, że puste pole w tym miejscu, albo brak informacji w tym zakresie, prawdopodobnie znaczy dokładnie to samo. Gdyby ktoś prowadził statystykę przyczyn zbycia jednośladów w Polsce, podejrzewam, że „pierwsze dziecko” wyprzedziłoby korozję, zatarty silnik i żonę, która „dowiedziała się, ile faktycznie kosztował”.

Powrót do przyszłości

Pięć lat i jedno, dwoje albo czworo dzieci później, w zależności od rozrzutności, ten sam człowiek przegląda ogłoszenia o 22:15, bo wszyscy już śpią i nareszcie ma chwilę dla siebie. Ten sam model. Ktoś sprzedaje. Pole „powód sprzedaży” jest puste. Uśmiecha się pod nosem, jak weteran, który rozpoznał kolegę z jednostki.

Co się właściwie wydarzyło po drodze? Sprzedał maszynę, a razem z nią pewną wersję siebie. Patricia Linville, amerykańska psycholożka społeczna, opublikowała w 1985 roku pracę o tytule, który powinien wisieć w każdym garażu obok klucza dynamometrycznego: Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego poznawczego koszyka. Jej model złożoności Ja zakłada, że nasz obraz siebie składa się z wielu odrębnych „aspektów”: rodzic, pracownik, szef, partner, motocyklista…, człowiek, który umie wymienić łożysko główki ramy (albo przynajmniej wie, do kogo zadzwonić w tym temacie). Im więcej takich aspektów i im wyraźniej są od siebie oddzielone, tym mniejsza szansa, że zły dzień w jednej dziedzinie zaleje całą resztę. W badaniu z 1987 roku osoby o bardziej złożonym obrazie siebie po okresach silnego stresu rzadziej reagowały obniżonym nastrojem i chorobami.

Niestety późniejsze badania nie zawsze to potwierdzały, więc nie jest to recepta, tylko hipoteza z sensownym uzasadnieniem. Dlatego nie drukujcie tego akapitu i nie kładźcie go swojej drugiej połówce na poduszce jako dowodu, że nowy wydech Akrapa do waszego sprzęta powinien być refundowany.

Koszyk z napisem TATA/MAMA

Świeżo upieczony rodzic zwykle robi coś dokładnie odwrotnego. Z pięciu koszyków robi jeden, ogromny, z napisem „TATA” (albo „MAMA”, bo motocyklistki też stoją nad tym formularzem o trzeciej w nocy). Resztę wynosi do piwnicy. Przez pierwsze miesiące to nawet działa, bo nie ma czasu na nic innego. Problem pojawia się, kiedy w tym jednym koszyku coś się stłucze: ząbkowanie, trzecia noc bez snu, bunt dwulatka w supermarkecie. Wtedy nie ma dokąd uciec, nawet w myślach.

I tu zaczynają się negocjacje. Najpierw z samym sobą. Wyrzuty sumienia działają w tej sytuacji jak podwójny ogranicznik obrotów. Jedziesz i myślisz, że w domu ktoś kąpie dwójkę dzieci sam. Nie jedziesz i myślisz, że znowu nie pojechałeś, a sezon trwa w Polsce mniej więcej tyle, co ciąża – no dobra, trochę krócej.

I w tym momencie na scenę, cała na biało, wchodzi racjonalizacja. „Wyskoczę tylko po bułki” – piekarnia w Zakopanem, kiedy mieszka się w Tarnowie. „Teraz jeżdżę dużo ostrożniej” (to akurat, często, prawda – i dobrze). „To dla mojego zdrowia psychicznego, psycholog mi to powiedział”. Owszem. Widuję go codziennie w lustrze, kiedy szczotkuję kły.

Sztuka negocjacji

Potem przychodzą negocjacje z partnerem, prowadzone rzadko przy stole, częściej
w formie cichych kompromisów przy zmywaniu. Walutą jest wolna sobota, żeby polatać. Kurs wymiany zmienia się dynamicznie niczym obecne ceny za baryłkę ropy. Jedna sobota na trasie to dwie niedziele u teściowej, umyte okna i „ale ty wstajesz w nocy do końca miesiąca”. Warto jednak pamiętać o jednym: jeśli motocykl ma być przestrzenią dla ciebie, twój partner też potrzebuje swojej. Hobby, które przysługuje tylko jednej stronie, przestaje być hobby. Staje się przepustką z koszar, a przecież gracie do jednej bramki.

Jest też rozmowa, której nie da się obśmiać, bo motocykl nie stał się mniej niebezpieczny tylko dlatego, że w domu jest fotelik dla kaszojada. Odpowiedzialność wobec rodziny nie musi oznaczać rezygnacji, ale oznacza rachunek. Porządny kask zamiast „tego starego, który jeszcze da radę”. Szkolenie doskonalące zamiast kolejnego gadżetu na kierownicę. Ubezpieczenie, o którym wcześniej się nie myślało. I najtrudniejsza decyzja ze wszystkich: nie wsiadać, kiedy człowiek jest po nocy spędzonej na noszeniu kogoś, komu wyrzynają się właśnie trzy zęby naraz. To nie jest rezygnacja z tego, co było wcześniej. To jest dorosła wersja tego samego.

Bo dorosły człowiek, to więcej niż jedna funkcja

Jesteśmy rodzicami

Przesuńmy wskazówki zegara ponownie, a nawet przeskoczmy kilka lat. Twój garaż znowu pachnie olejem. Sześciolatek, ten sam, któremu „przed chwilą” wyrzynały się zęby, siada na baku stojącego motocykla, robi „brrrum” z zaangażowaniem godnym MotoGP, ale nie zalicza gleby z częstotliwością Marqueza i pyta: „Tato, a ty umiałeś jeździć, zanim ja byłem?” Bo dzieci nie potrzebują rodzica, który ze wszystkiego zrezygnował. Potrzebują kogoś, kto pokaże im, że dorosły człowiek to więcej niż jedna funkcja. Że można kochać swoją rodzinę i jednocześnie pamiętać, kim się było, zanim się ją miało.

Powód sprzedaży: rodzina. Powód powrotu: też.

Źródło mechanizmu. Linville, P.W. (1987). Self-complexity as a cognitive buffer against stress-related illness and depression. Journal of Personality and Social Psychology, 52(4), 663–676. Tytuł pracy z 1985 roku z metaforą koszyka: Linville (1985), Self-complexity and affective extremity: Don’t put all your eggs in one cognitive basket, Social Cognition, 3(1), 94–120.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ