W weekend 19-20 września okolice Torunia stały się miejscem spotkania polskiej społeczności Royal Enfield. Tegoroczny One Ride miał szczególny charakter, ponieważ zbiegł się ze 125-leciem marki. Były wspólne przejazdy, jazdy testowe, wykłady, a przede wszystkim dużo czasu na rozmowy. Najprzyjemniejszy był jednak widok dużych grup Royali Enfieldów przemierzających kujawsko-pomorskie drogi, a nawet bezdroża.
One Ride to globalne święto społeczności Royal Enfield, organizowane tego samego dnia w wielu krajach. Pierwsza edycja odbyła się w kwietniu 2011 roku i objęła 14 państw. Jej założenie od początku było proste: bez jednego centralnego miejsca, narzuconej trasy czy sportowej rywalizacji właściciele Royali Enfieldów mieli wspólnie ruszyć na drogi i spotkać ludzi dzielących tę samą pasję. Z czasem lokalne przejazdy urosły do rangi największej corocznej akcji społeczności marki. W 2025 roku w One Ride wzięło udział ponad 40 tysięcy motocyklistów na całym świecie, a edycja 2026 została dodatkowo połączona z obchodami 125-lecia Royal Enfield.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Polska edycja One Ride 2026 odbyła się w Hotelu Rubbens & Monet, położonym w Łysomicach, kilka kilometrów od centrum Torunia. Uczestnicy przyjechali z różnych części kraju. Jedni samotnie, inni w zorganizowanych grupach ruszających spod salonów Royal Enfield. Na hotelowym parkingu spotkały się praktycznie wszystkie modele motocykli marki – od klasycznych modeli 350, przez dwucylindrowe 650, aż po Himalayany i Guerrille.

Ja przyjechałem Classikiem 650, który towarzyszy mi przez cały sezon 2026. Pojawiłem się w Łysomicach już w piątek, żeby nie musieć zrywać się z łóżka w sobotę nad ranem. Na terenie hotelu trwała „cisza przed burzą”, jeśli nie liczyć jakiejś hucznej imprezy w głównej sali balowej. Dołączyłem do starych i nowych znajomych w jednej z mniejszych sal konferencyjnych, gdzie gadaliśmy do późnego wieczora. Oczywiście głównie o Royalach.
125 kilometrów na 125 lat Royal Enfield
Rano, ku mojemu zdziwieniu, mój Classic 650 stał się elementem wystroju dużego stoiska z firmowymi ciuchami Royal Enfield. Pamiętam, że zostawiłem go na zupełnie pustym miejscu parkingowym, które royalowa ekipa obstawiła później wieszakami z tekstylnym dobrem.

Głównym punktem sobotniego programu był rajd „125 km na 125 lat”. Dystans nawiązywał do jubileuszu firmy, która rozpoczęła produkcję motocykli w 1901 roku. Nie chodziło jednak o sportową rywalizację czy walkę z czasem. Był to przede wszystkim wspólny przejazd po lokalnych drogach i okazja do zobaczenia, jak różnorodna stała się gama Royal Enfielda.
Trasa prowadziła przez Toruń i jego okolice. Po drodze uczestnicy musieli odwiedzić kilkanaście punktów i wykonać wyznaczone w nich zadania. Zazwyczaj było to sfotografowanie siebie i swojego motocykla z jakimś charakterystycznym obiektem w tle. Po drodze do objechania była m.in. toruńska starówka, kilka budowli militarnych i salon Royal Enfield Toruń.

Choć Royale to maszyny o klasycznym charakterze, polska ekipa RE zadbała o nowoczesną oprawę zarówno rajdu, jak i całej imprezy. Komunikacja prowadzona była na specjalnej grupie na Whatsappie, dzięki czemu każdy otrzymywał ważne informacje w czasie rzeczywistym. Sama trasa rajdu, wraz z opisami poszczególnych punktów i bezpośrednim linkiem do nawigacji w Google Maps, dostępna była na stworzonym na tę okazję serwisie internetowym. Pełna profeska, bez walki z papierem i dopytywania co, gdzie i kiedy.
Szutry w klasycznym stylu
Planowałem wziąć udział chociaż w części popołudniowego rajdu, natomiast z całą mocą nastawiłem się na poranną trasę adventure. Mogłem wypożyczyć Himalayana na dualowych oponach, wolałem jednak pojechać moim zaufanym Classikiem 650 na drogowych gumach. To motocykl o zaskakująco dużym potencjale pozaasfaltowym. Wcześniej wyznaczyłem nim m.in. trasę na nasze tegoroczne porównanie motocykli ADV na kat. A2 w województwie łódzkim. Nie miałem więc wątpliwości, że sobie poradzi.

I tak w istocie było. Ruszyliśmy za naszym przewodnikiem, Pawłem, w grupie ok. 10 maszyn. Większość to oczywiście Himki, ale oprócz mojej 650 pojechał jeszcze Classic 350. Trasa, licząca ok. 70 km, składała się z minimalnej ilości asfaltu, zazwyczaj były to boczne, wąskie drogi. Dominowały polne przecinki, szuter i piaszczyste drogi leśne – wszystkie legalne, z dopuszczonym ruchem pojazdów silnikowych.
W ekipie mieliśmy zarówno motocyklistów w miarę doświadczonych na takich nawierzchniach, jak i zupełnych świeżaków, dla których była to pierwsza wycieczka tego typu. Zdarzyły się oczywiście pojedyncze gleby na piachu, ale bez poważnych skutków. A zabawa była naprawdę przednia.
Toruń nieoczywisty
Osobną propozycję na sobotni poranek przedstawiła ekipa toruńskiego salonu Royal Enfield. Zabrała grupę chętnych na objazd mniej znanych, a czasem wręcz zupełnie nieoczywistych atrakcji tego miasta. Bo, w końcu, kto miałby znać takie miejscówki, jeśli nie lokalni motocykliści?

Spotkania i jazdy testowe
Program One Ride nie ograniczał się do jubileuszowego przejazdu. Uczestnicy mogli wziąć udział w spotkaniach z przedstawicielami marki w Polsce oraz wysłuchać kilku ciekawych wystąpień. Jednym z nich była opowieść zasłużonego polskiego dziennikarza, Lecha Potyńskiego pod hasłem „Ja i Royal”. Obecny był również twórca cenionego kanału „Gregor w Drodze”, właściciel dwóch Royali. W planach były jeszcze szkolenia, m.in. z jazdy przy małej prędkości, lecz pokrzyżowała je kapryśna pogoda.

Przez całą imprezę do dyspozycji była ponadto duża flota motocykli testowych, obejmująca niemal całą aktualną ofertę marki Royal Enfield. Jazdy demonstracyjne odbywały się zarówno w sobotę, jak i podczas głównej części niedzielnego spotkania. Ja skorzystałem z okazji i uzupełniłem swój zasób wiedzy o wrażenia z jazdy Guerillą 450 w nieco usportowionej wersji Apex. Bardzo przyjemna, zrywna i zwinna w mieście maszyna. Gdybym tylko był ciut niższy…
Sobotę zakończyliśmy na tradycyjnej, wieczornej biesiadzie przy grillu.
Niedzielne podsumowanie
Główna część imprezy, czyli wspólny przejazd pod hasłem One Ride, odbył się w niedzielę. Uczestnicy, do których dołączyli „royaliści” z całej Polski, którzy przyjechali tylko na ten dzień, wybrali się do Obserwatorium Astronomicznego w pobliskich Piwnicach. Na jego terenie stoi „Kopernik” – największy radioteleskop w Polsce, z czaszą o średnicy 32 metrów. Tam właśnie wykonano tegoroczne grupowe zdjęcie pamiątkowe.

Royal Enfield – motocykle to nie wszystko
Największą wartością spotkania pod Toruniem nie była liczba dostępnych modeli ani jubileuszowe gadżety. One Ride pozwolił zebrać w jednym miejscu ludzi, którzy na co dzień korzystają z motocykli Royal Enfield na bardzo różne sposoby. Jedni jeżdżą nimi po mieście, inni wybierają się na dalekie wyprawy, a jeszcze inni traktują je jako maszyny do spokojnych, weekendowych wycieczek.

Właśnie ten społecznościowy charakter odróżnia One Ride od typowych dni otwartych czy prezentacji nowych modeli. Motocykle są tu pretekstem do spotkania ludzi, którzy często znają się już z internetowych grup, lokalnych wyjazdów i wcześniejszych imprez. Wspólne zdjęcia i wieczorne rozmowy były równie ważne jak same przejazdy.
Z roku na rok przybywa uczestników tego typu spotkań, tak samo jak przybywa samych motocykli Royal Enfield na polskich drogach. To marka dla określonego typu motocyklistów – wyluzowanych i zorientowanych na esencję motocyklizmu. Jest ich naprawdę wielu, o czym świadczą wyniki sprzedaży tych maszyn w naszym kraju.

W mojej opinii główne źródła sukcesu Royala to najbardziej udana interpretacja tematu „motocykla klasycznego” w ramach wymogów aktualnych norm oraz przystępność cenowa. Najtańsze (a przy okazji, jak dla mnie, najlepsze) modele z rodziny 350 cm3 można kupić za nawet poniżej 20 tys. zł. A frajdy dają całą masę.
Gdzie spotkamy się za rok? Jeszcze nie wiadomo. Piszę „spotkamy”, bo ja na pewno też tam będę. Świat Enfieldów wciąga! Co więcej, prawodpodobnie będą tam również nowe Himalayany 750. Dla mnie to już komplet powodów. Do zobaczenia!
