Sieć ostatnio z prędkością błyskawicy obiega film z wypadku w Lublinie, w którym młody motocyklista przewraca się tuż przed uderzeniem w wyjeżdżające z podporządkowanej ulicy auto. Czytam komentarze i po prostu nie wierzę w to co widzę. Choć jest już późno, stwierdziłem, że muszę zabrać głos w tej sprawie.

Autor: Michał Brzozowski

Zacznijmy od tego, że swoją wypowiedzią nie chcę absolutnie nikogo urazić, natomiast chciałbym rozwiać towarzyszący motocyklizmowi – odkąd pamiętam – mit kładzenia motocykla w celu uniknięcia… no właśnie, nie wiem czego? Zderzenia? Gorszych konsekwencji wypadku? No może po prostu uniknięcia gorszego i ratowania się w ten sposób. 

Kiedy byłem początkującym motocyklistą słyszałem opowieści starszych kolegów, często dojrzałych gości z siwą brodą, jak to aby uniknąć, tego gorszego, kładli świadomie swój motocykl. Wtedy nie miałem swojego zdania i wierzyłem w to co mówią. Ale teraz… po 20 latach jazdy i kilkunastu przewrotkach, wypadkach, jak zwał, tak zwał, na asfalcie, stwierdzam, że gorszej bzdury to nie słyszałem. Przeczytajcie opis poniższego wideo:

25-letni motocyklista chcąc uniknąć zderzenia z wyjeżdżającym z drogi podporządkowanej samochodem, położył jednoślad i sunął po jezdni. Jego motocykl uderzył w znak drogowy, następnie w betonowy śmietnik oraz dwa samochody. Przebieg wypadku zarejestrowała jedna z kamer monitoringu.

Film możecie zobaczyć klikając TUTAJ.

Otóż moi drodzy, to są powielane głupoty, w które ludzie wierzą. Kto je rozpowiada? Zarówno motocyklowi mugole, jak i niestety również my, motocykliści. Ci, którzy nie ogarnęli swojego jednośladu, zblokowali przednie koło w panicznym odruchu hamowania, przewrócili się i… fartownie nic, albo mało się stało. Przecież lepiej powiedzieć wtedy – Było zagrożenie, nie chciałem wbić się w samochód, więc położyłem motocykl, by uniknąć najgorszego. A słyszeliście kiedyś o kierowcy samochodu, który celowo dachował, aby uniknąć wypadku lub gorszych jego skutków? Nie? Dlaczego? 

Warto pomyśleć co dzieje się w trakcie wypadku, jak reaguje człowiek, który staje w obliczu, czasem śmiertelnego zagrożenia. Wyobraźcie sobie, że o tym wiem. Uczestniczyłem zarówno w podobnym wypadku, jak ten z wideo, jaki i udało mi się wyjść z kilku naprawdę podbramkowych sytuacji. Opiszę dwie z nich. 

Samochód stanął w poprzek mojej drogi, wyjechał z podporządkowanej, chciał zawrócić (w miejscu mocno niedozwolonym). Ja jechałem jakieś 80 km/h swoim nowiutkim Kawasaki Z1000. Czas zwolnił, zacząłem hamować, ale tak, aby nie zblokować przedniego koła, bo wtedy na pewno uderzyłbym w auto. Hamowałem na granicy uślizgu i próbowałem ominąć samochód jadąc ku lewej stronie jezdni. Auto jechało w tym samym kierunku. Zwolniłem do około 40 km/h (tak szacuję). Trafiłem je w przednie lewe koło, przeleciałem przez kierownicę i samochód, upadłem kilka metrów dalej w powietrzu robiąc panterkę – uratowało mnie judo trenowane za małolata – pełny strój i plecak z ochraniaczem. Nic mi się nie stało. 

Sytuacja numer dwa. Z parkingu wyjechał taksówkarz, blokując mi przejazd tuż przed rondem de Gaulle’a w centrum Warszawy. Zamknął mi jedyną drogą między samochodami, bo przed rondem był korek, a ja jechałem trochę za szybko. Wtedy dosiadałem też praktycznie nowej DRZ 400 SM. Czas zwolnił – jak zwykle w takich sytuacjach, to nie jest mit – dotąd dokładnie pamiętam potok myśli, który w ułamku sekundy przeleciał mi przez głowę. Nie będę was zanudzać szczegółami, ale myślałem o konsekwencjach wypadku i o stracie kolejnego motocykla – oba wydarzenia miały miejsce w feralnym dla mnie 2007 roku. Hamowanie przodem na granicy zblokowania koła, hamowanie tyłem ze zblokowaniem koła. Jazda bokiem, slajdem, trochę jak na żużlu, tylko nie na gazie, a na ślizgu tylnego koła. Między maską taksówkarskiego Mercedesa, a autem stojącym przed światłami zobaczyłem lukę wąską na kilkadziesiąt cm. Puściłem oba hamulce tuż przed uderzeniem i próbowałem się w nią zmieścić. Udało się, o zderzak taxi otarłem się butem. Fart. Podświadoma reakcja. Ratować się, zrobić wszystko by… nie stracić kontroli, zachować ją do samego końca. 

To są dwie sytuacje, w których udało mi się – w jakimś stopniu. W drugiej udało mi się całkowicie, w pierwszej natomiast zachowałem kontrolę do samego końca i nie zblokowałem przodu co pozwoliło mi najskuteczniej jak tylko mogłem wytracić prędkość. A teraz przejdźmy do rozprawienia się z mitem. Każdy, kto twierdzi, że celowo przewrócił motocykl, mówi tak, bo uważa, że przewrotka to wstyd. Może to i prawda, wielokrotnie przewracałem się przez zblokowanie przedniego koła, i zawsze podnoszeniu motocykla towarzyszyło mi poczucie wstydu. Tak to już jest. Ale wstydziłem się tylko ja, nikt mnie nie winił, nikt nie wytykał palcami. Po prostu – nie ogarnąłem, tym razem, znowu… NIE OGARNĄŁEM, a nie celowo przewróciłem motocykl, aby nie stało się najgorsze.

Najgorsze może przyjść właśnie wtedy, gdy przewrócisz motocykl. Dlaczego? Bo tracisz nad nim i nad sobą kontrolę. Bo nic nie możesz już zrobić. Nie możesz ani wytracić pędu, ani zmienić jego kierunku. Jesteś zdany na łut szczęścia. Liczysz, że nie trafisz w żadną przeszkodę, nie wbijesz się w nią dopchnięty jeszcze swoim motocyklem. Tak, tak może się zdarzyć i zdarzało się wielokrotnie tym, którzy kładli swój motocykl, ale już nie mieli już szansy nigdy, nikomu opowiedzieć dlaczego to zrobili. Chłopakowi z filmu udało się nie doznać większego uszczerbku na zdrowiu. Przewrócił się, bo w panice za mocno nacisnął hamulec, a jego motocykl pewnie nie miał ABS-u. Możecie wierzyć lub nie, ale taka jest prawda. 

Drodzy motocykliści, nie powielajcie szkodliwych mitów. No może oprócz tego z linką na szyi, bo ten akurat jest w swojej prostocie i tragizmie mocno romantyczny…

6 KOMENTARZE

  1. Nie chcę się przechwalać czy wymądrzać, bo łatwo komentować po fakcie, ale raz, obstawiam że jechał ciut za szybko….do swoich umiejętności zwłaszcza, koło zblokowane i dlatego ślizg. Miał sporo miejsca by próbować wyminąć sprzęt prawym pasem, gdzie było pusto.

  2. Rozumiem Twoje zdanie, ale nie zgadzam się z nim. Jadąc prawym pasem (przepisowa prędkość), dosłownie kilka metrów przed mną, wyjechała mi z prawej duża Toyota Land Criuser, i zatrzymała się blokujac całą szerokość pasa. Chciał cofnąć, ale nie zdążył. Na lewym miałem sznur aut. Po prawej zaparkowane samochody.
    Bez szans na odhamowanie, mogę tylko walić na wprost. Motocykl był bez ABS. Nawet nie próbowałem przedniego hebla, było za blisko by zahamować. Uznałem że wbicie się na wprost będzie dla mnie fatalne w skutkach. Z całej siły zblokowalem tył, kładąc się celowo na lewą stronę. Motocykl uderzył najpierw kołami w jadącą po lewej Mazdę, odbił się zrzucając mnie i
    sunąc bokiem po asfalcie uderzyl w Toyotę, a chwilę za nim ja zrobiłem to samo.
    SV była do kasacji (rama), ale ja, prócz uszkodzeń kombinezonu, przerysowanego kasku i sporych siniaków wyszedłem bez poważniejszych strat. Zrobiłem nawet szpitalna obdukcję.
    Nie chce myśleć co by się stało, gdybym do końca chciał hamować i uderzył prosto w Toyotę.

  3. Super napisane i w punkt. Też miałem kilka przygód i dwie skończyły się ślizgiem na CBR600 jeszcze za czasów jak nie było ABS, TCS i co tam jeszcze wymyślą. I tak, była to moja wina, bo zblokowałem w panice przód i leciałem na szczęście za motocyklem na pustej drodze i w nic nie uderzyłem – jedynie do dzisiaj trochę blizn gdyż za pierwszym razem strój na “zdrapkę” co też mi dało dużo do myślenia :-). Nauczyło mnie to żeby walczyć do końca i jak najdłużej utrzymać się na motocyklu bo jest większa szansa, że nic wielkiego się nie stanie jak uda się ominąć / wyhamować.

  4. Moim zdaniem teza położenia motocykla ma sens ale nie tym razem klient po prostu zapierdalal i nie pomyślał że ktoś może wymusić pierszenstwo a wracajac do tematu to zalezy od sytuacji mozna swiadomie polozyc motocykl by nie uderzyć w auto albo cos i nie poleciec 10 metrow do przodu w powietrzu kładąc motocykl ślizgasz się po jezdni i jest większe prawdopodobieństwo że nie zginiesz ale to też nie w każdej sytuacji bo możesz polecieć też prosto pod auto

  5. Świetne spostrzeżenie autora artykułu. Szacunek że poruszyłeś ten temat. Ja doskonaliłem jazdę pod okiem kaskadera. Kilka lekcji uratowało moje życie wielokrotnie. Pierwsza zasada. Trenuj nagłe hamowanie. 1 etap…lekkie wyhamowanie – dociskasz motor na przednich lagach. 2 etap – ciśniesz hamulec aż do podniesienia tylego koła.Droga hamowania jest znacznie krótsza niż w samochodzie. Dojdź do wprawy. Skracaj czas reakcji. zaczynaj od linni która narysujesz i próbuj pobić swój rekord w skracaniu drogi hamowania. Uwaga – to samo ćwiczenie w zakręcie!!! Ćwicz ósemki, slalom poszerzony,jazdę na stojąco, ćwicz uślizg tylnym kołem – najlepiej zaczynać od roweru , potem lekki motor, a potem coraz cięższy – TO NIE WYJDZIE Z MOTOREM KTÓRY MA DUAL! Wyrabiasz sobie nawyki – jak w sztukach walki. Potem robisz te czynności automatycznie w zależności od sytuacji. Wejście motocykla w ślizg boczny po uprzegnim jego położeniu to jak kopnięcie piłki po asfalcie….. po kopnięciu nie masz na nią żadnego wpływu… Tyle że ty jesteś druga piłką i zasada jest taka sama. Trzeba trenować szybkie zatrzymywanie się. Nie czekaj az Cie zaskoczy sytuacja – ćwicz na placu po zamknięciu hipermarketu. Ktoś pisze że łatwo powiedzieć po szkodzie…. Trenuj , ćwicz, przed szkodą. Po szkodzie trzeba rozmawiać żeby drugiej nie było. NADE WSZYSTKO NIE JEDŹ ZA SZYBKO za zakrętem może być piasek na jezdni lub zaparkowany samochód- idiotów jest pełno! Rekordy prędkości – na torze a nie na ulicy. Tyle w uzupełnieniu autora artykułu. .

  6. Takie pytanie – co szybciej wytraca prędkość? Koło z gumową oponą w stałym kontakcie z asfaltem spowalniane tarczami hamulcowymi i zaciskami, czy polakierowane plastiki podskakujące na asfalcie oraz polakierowana skóra?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.