_SLIDERKobiety za kierownicą

Kobiety za kierownicą [Słowo na niedzielę, felieton]

-

Dziś wypada zacząć od ukłonu, no więc zaczynam. Do napisania tekstu, który zaczynasz czytać natchnął mnie między innymi film. Chciałem go zobaczyć zaraz po wejściu do polskiej dystrybucji, ale życie, jak zawsze, postawiło na swoim i mogłem do niego usiąść dopiero kilka dni temu. Mowa o „Ukrytych działaniach” (ang. Hidden Figures) z 2016 roku. Z motocyklami ma on tyle wspólnego, co ja z baletem, za to z dzisiejszym tematem ma wspólne wszystko, a na pewno bardzo wiele. Teraz mogę uczciwie przejść do sedna sprawy, czyli do kobiet za sterami.

Drodzy panowie, chwila prawdy, którą każdy z nas, nawet największy ignorant, musi
z godnością przyjąć: każda kobieta, która wsiada na motocykl, robi dokładnie to samo co każdy z nas. Sprawdza łańcuch, dopina kurtkę, ogarnia całą masę innych rzeczy, a potem rusza. Tyle że przez ponad sto lat musiała przy tym robić jeszcze jedną rzecz, której od mężczyzn nikt nigdy nie wymagał: udowadniać, że w ogóle ma prawo tu być. Na egzaminie, na zlocie, na stacji benzynowej, przy stoliku w kawiarni. Za każdym razem od nowa. Poza spojrzeniami spode łba słyszała pytania, których nikt nie zadaje facetom. „Sama tym jeździsz?” „Nie za ciężki?” „A mąż pozwala?” Słyszała komplement „jeździsz jak facet”, który miał być pochwałą, a był przede wszystkim informacją, kto tu wyznacza normę.


Zrzut ekranu 2026 01 29 181545Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!

Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind


Ale mimo tego wszystkiego wymienionego wyżej jechała dalej. Za to „dalej” każdej z nich należy się szacunek większy niż za jakikolwiek rekord. Bo to właśnie te kobiety przekraczały granice trudniejsze niż geograficzne, bo mentalnie zaściankowe.

Mówiąc fachowo…

Socjologia (tak, tym razem nie będzie to psychologia) ma na to precyzyjną nazwę. Rosabeth Moss Kanter w 1977 roku opisała, co dzieje się z ludźmi, którzy stanowią w grupie wyraźną mniejszość, poniżej mniej więcej piętnastu procent. Nazwała ich „tokenami” i wskazała trzy mechanizmy, które ich dotyczą. Pierwszy to widoczność: każdy ruch jest obserwowany, każda pomyłka zapamiętana i przypisana całej kategorii. Wywrotka na parkingu nie była wywrotką Zosi, Tosi czy innej Karoliny, tylko dowodem, że „kobiety to jednak…”. Drugi to kontrast: obecność kogoś innego sprawia, że większość zaczyna przesadnie podkreślać własne cechy. Stąd dodatkowa porcja męskich anegdot i licytacji na pojemności, gdy przy stole siadała motocyklistka. Trzeci to asymilacja do stereotypu: od pojedynczej osoby oczekuje się, że będzie pasować do gotowego wizerunku. Była więc albo „plecakiem”, który przypadkiem przesiadł się do przodu, albo „twardą babką”, która musi udowadniać więcej niż inni.

Historia motocyklizmu pełna jest kobiet, które ten rachunek zapłaciły w całości. A my nie mamy zielonego pojęcia, jak wysoki był on dla każdej z nich. Dlatego tym bardziej warto rzucić okiem na kilka spośród wielu historii.

Kolejny udany sezon i droga na Dakar. Wywiad z Joanną Modrzewską, mistrzynią świata w rajdach Baja 

Pionierki motocyklowych podróży

W maju 1915 roku dwudziestosześcioletnia Effie Hotchkiss wyjechała z Brooklynu na trzybiegowym Harleyu-Davidsonie, z pięćdziesięciodwuletnią matką Avis w wózku bocznym. Dojechały do San Francisco na wystawę światową, „zamoczyły koła” w Pacyfiku i wróciły do domu. Po drodze pokonały około czternastu tysięcy kilometrów, w większości po drogach, które drogami były głównie z nazwy. Jako pierwsze kobiety przejechały motocyklem Stany Zjednoczone tam i z powrotem. Effie tłumaczyła reporterom, że chciała pokazać, że motocykl to sport w sam raz dla dziewczyny. Sto jedenaście lat później wciąż zdarza się, że trzeba to tłumaczyć.

Inną bohaterką jest Bessie Stringfield. Zaczęła jeździć jako szesnastolatka, a w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku samotnie przemierzała Amerykę na Harleyu, według przekazów ośmiokrotnie. Była czarnoskórą kobietą na Południu w czasach segregacji, czyli tokenem podwójnym. Kiedy odmawiano jej noclegu, spała na motocyklu przy stacjach benzynowych. W czasie II wojny światowej woziła meldunki jako kurierka dla armii. Dziś jest w AMA Motorcycle Hall of Fame, a Amerykańska Federacja Motocyklowa nazwała jej imieniem nagrodę dla motocyklistek.

Anke-Eve Goldmann jeździła w latach pięćdziesiątych na BMW R69 i startowała na Nürburgringu i Hockenheimringu. Z poważniejszych zawodów wykluczano ją wyłącznie dlatego, że była kobietą. Zamiast się obrazić, zaprojektowała sobie jednoczęściowy skórzany kombinezon wyścigowy z ukośnym zamkiem przez klatkę piersiową. Uszyła go firma Harro, a Anke-Eve stała się pierwszą kobietą, która w czymś takim jeździła. W 1958 roku współtworzyła europejski oddział WIMA, międzynarodowego stowarzyszenia motocyklistek. Świat zapamiętał ją jednak głównie jako inspirację dla bohaterki powieści, a potem filmu „Dziewczyna na motocyklu” z Marianne Faithfull. O tym filmie wspominałem Wam już w tekście z innej serii. To mechanizm asymilacji w czystej postaci: kobieta, która chciała się ścigać, przeszła do historii jako fantazja mężczyzny.

Najlepsze filmy motocyklowe. 6 filmów o motocyklach, które warto obejrzeć [lata 50. i 60.] – Terapia zajęciowa

Anne-France Dautheville w 1972 roku, jako jedyna kobieta wśród ponad dziewięćdziesięciu uczestników, przejechała rajd z Paryża do Isfahanu na Moto Guzzi 750, a potem pojechała dalej, do Afganistanu. Po powrocie usłyszała plotkę, że trasę pokonała ciężarówką. Odpowiedziała tak, jak na takie plotki odpowiada się najskuteczniej. W 1973 roku przesiadła się na lekkie Kawasaki, które mogła sama podnieść, i jako pierwsza kobieta w historii objechała świat motocyklem w pojedynkę, przez Kanadę, Alaskę, Japonię, Australię i Indie. Widoczność w rozumieniu Kanter ma też taką wersję: kiedy mężczyzna przejeżdża rajd, to przejechał rajd, a kiedy robi to kobieta, to ktoś musiał jej pomóc. Nieprawda. Wystarczy zresztą zajrzeć pod filmiki motocyklistek w mediach społecznościowych, żeby przekonać się, że ta wersja nadal ma naśladowców.

Anne-France Dautheville: pierwsza kobieta, która objechała świat motocyklem [historia, wyprawy]

Cztery historie

Niby to tylko cztery nazwiska. Ale to cztery historie kobiet, które na motocyklu przekroczyły granice kulturowe. Te granice były zupełnie bezsensowne, bo nie wynikały ani z fizyki, ani z mechaniki, tylko z przyzwyczajenia. Tak, niech pod hasłem „z przyzwyczajenia” kryją się też i inne bezsensowne przyczyny. Przekraczały je również kurierki obu wojen i zawodniczki, których wyniki ktoś „przeoczył”. Przekraczały podróżniczki, o których książkach nikt nie słyszał, bo nie wydano ich w żadnym przekładzie. Przekraczały tysiące anonimowych motocyklistek, które po prostu jeździły w czasach, gdy samo jeżdżenie było manifestem. Ten świat nigdy nie był tak męski, jak lubił o sobie opowiadać – rzeczywistość pokazuje, że nie tylko ten. Coś czuję, że w niejednej głowie wybucha właśnie dysonans poznawczy. Brakowało tylko opowieści, w której kobiety nie byłyby przypisem.

Adeline i Augusta Van Buren: amerykańskie pionierki motocyklowych podróży, aresztowane za noszenie spodni [historia, turystyka, USA, Stany Zjednoczone]

Najciekawsze w teorii Kanter jest jednak to, co dzieje się, gdy proporcje się zmieniają. Kiedy mniejszość przestaje być symboliczna, te trzy mechanizmy słabną. Człowiek przestaje reprezentować swoją płeć, a zaczyna reprezentować wyłącznie siebie. Wolno mu źle zaparkować, wolno mu jeździć wolno, wolno mu też jeździć znacznie szybciej od kolegów i nikt nie robi z tego manifestu.

Zmiana postępuje

Ta zmiana dokonuje się na naszych oczach. W Stanach Zjednoczonych Motorcycle Industry Council w badaniu z 2018 roku policzył, że kobiety stanowiły 19 procent właścicieli motocykli. To niemal dwa razy więcej niż dziewięć lat wcześniej, a w młodszych pokoleniach odsetek był jeszcze wyższy. W Polsce droga jest dłuższa, ale kierunek ten sam. Widać to na parkingach, na zlotach, w kolejkach na egzamin i w grupach wyjazdowych, w których nikt już nie liczy, ile jest „dziewczyn”. Widać to też w sprzęcie. Przez lata kobieca odzież motocyklowa sprowadzała się do męskiej kurtki w rozmiarze S, czasem w różowym kolorze. Jakby problemem był odcień, a nie krój, długość rękawa i miejsce na protektory. Dziś producenci projektują osobne linie z innym krojem, niższe kanapy w katalogach akcesoriów i buty, w których da się dosięgnąć ziemi. Anke-Eve Goldmann musiała swój kombinezon wymyślić sama. Jej następczynie mogą go po prostu kupić. To nie jest uprzejmość branży. To rachunek: klientki przyszły i zostały.

Katarzyna „Jadźka” Polańska po sezonie 2026: Upadałam, ale za każdym razem wstawałam silniejsza [wywiad, sport]

Dlatego ta zmiana zasługuje na coś więcej niż odnotowanie. Zasługuje na zwykłą, szczerą satysfakcję. Więcej kobiet na motocyklach to więcej ludzi, którzy rozumieją, czym jest pierwszy ciepły dzień w marcu, zapach rozgrzanego silnika i cisza po zgaszeniu go na przełęczy. To więcej towarzystwa na trasie i więcej rozmów przy kawie, które nie kręcą się wokół koni mechanicznych. To także więcej dowodów, że motocykl nigdy nie był męskim gadżetem, tylko sposobem bycia w drodze niezależnie od tego czy jesteś XX czy XY. Motocykliści zawsze lubili mówić o sobie, że są wspólnotą. Wspólnota, do której dołącza coraz więcej osób, po prostu staje się prawdziwsza.

Żeby nie było: zanim usiadłem do szukania materiałów, sam byłem w tej materii ignorantem. Teraz, kiedy kończę ten tekst, czuję z jednej strony uznanie i podziw dla tych kobiet, a z drugiej zażenowanie i wstyd, że musiały, a czasami dalej muszą, walczyć z takim „obyczajem”.

Pasażer z tylnego siedzenia [Słowo na niedzielę, felieton]

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ