„Trzymaj się mnie, nie odprostowuj w zakrętach, jak coś, klepnij w ramię”. Tyle instrukcji. Potem stopka, zamach nogą, lekkie zakołysanie się maszyny pod dodatkowym ciężarem i po chwili ruszamy. Od tego momentu pasażer ma przed sobą jedną rzecz: plecy. Po chwili, kiedy pierwsze emocje nieco opadają, zaczyna dostrzegać jeszcze fakturę Cordury, albo skóry, szew na łopatce, logo producenta kurtki, które po stu kilometrach zna lepiej niż własny podpis. Interkom trzeszczy jak Radio Wolna Europa (czego większość z nas nie pamięta), wiatr wciska się pod kask, a rozmowa, jeśli w ogóle się toczy, przypomina jakością rozmowę telefoniczną z bardzo daleka – krótkie zdania, powtórzenia, „co?!”.
A jednak to jedna z najbardziej intymnych sytuacji, jakie zna ruch drogowy. Dwoje ludzi siedzi w odległości, której w normalnych warunkach używa się wyłącznie wobec partnera albo dziecka, i przez kilka godzin się nie widzi.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
W 1965 roku Michael Argyle i Janet Dean opisali podczas badań coś, co nazwali równowagą intymności: poziom bliskości w interakcji składa się z kilku zmiennych, takich jak dystans fizyczny, kontakt wzrokowy czy osobistość tematu, a gdy jedna z nich rośnie, ludzie odruchowo obniżają inną, żeby całość pozostała znośna. Klasyczny przykład to winda. Stoimy ściśnięci z obcymi, więc wszyscy nagle fascynują się np. wyświetlaczem pięter.

Motocykl z pasażerem to winda doprowadzona do absurdu. Dystans wynosi zero, mieścimy się głęboko w strefie, którą Edward Hall nazwał intymną, zarezerwowaną dla dotyku. Kontakt wzrokowy wynosi zero, bo konstrukcja motocykla z oczywistych względów go wyklucza. Równowaga nie wymaga więc żadnego wysiłku, załatwia ją geometria i budowa środka transportu.
Lepiej wieźć niż być wiezionym?
Drugi wymiar tej relacji jest mniej romantyczny. Frank McKenna z Uniwersytetu
w Reading pokazał na początku lat 90, że kierowcy oceniają ryzyko wypadku jako niższe, gdy sami prowadzą, niż gdy jadą jako pasażerowie. Źródłem nie jest zwykły optymizm, tylko złudzenie kontroli: skoro trzymam kierownicę, nic złego się nie stanie. Wszyscy chyba już dobrze wiemy, zwłaszcza z treści poprzednich felietonów, że jest to myślenie życzeniowe, które możemy włożyć między bajki.
![moto guzzi dwoje na motoyklu pasażerka pasażer z plecakiem dziewczyna Pasażer z tylnego siedzenia [Słowo na niedzielę, felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2022/05/moto-guzzi-dwoje-na-motoyklu-pasazerka-pasazer-z-plecakiem-dziewczyna.jpg)
Pasażer motocykla jest tego złudzenia pozbawiony całkowicie. Nie ma hamulca, nie ma manetki, nie ma nawet widoku na drogę przed sobą. Ma tylko informację, że jego życie zależy teraz od koncentracji człowieka, którego twarzy nie widzi. I w tej sytuacji zaufanie przestaje być deklaracją, a staje się czynnością. Wyraża się ciałem: rozluźnionymi rękami na biodrach kierowcy, pochyleniem razem z maszyną zamiast przeciw niej, uciskiem kolan przed ostrzejszym hamowaniem. Albo jego brakiem, i to również jest komunikat. Spięte uda pasażera czuje się przez dwie warstwy – spodnie i ochraniacze.
Ale ta rozmowa nie jest jednostronna. Kierujący też słucha, tylko właśnie plecami czy biodrami. Czuje, kiedy ciało za nim sztywnieje na wejściu w zakręt i bez słowa zdejmuje pięć kilometrów na godzinę. Czuje, kiedy po godzinie jazdy ciężar za nim robi się miękki i przestaje walczyć z przechyłem. Nikt nikogo o nic nie zapytał. Nikt niczego nie obiecał. A jednak umowa została zawarta, renegocjowana i podpisana kilkanaście razy podczas tej jednej przejażdżki.
Na tylnym siedzeniu nie da się kłamać, bo kolana nie znają dyplomacji.
Powód sprzedaży: rodzina. Powód powrotu: też [Słowo na niedzielę, felieton]
