Przed nami sezon 2026, a w nim kolejna, jeszcze większa fala chińskich motocykli na rynku, odwrót od dużych mocy i pojemności, więcej elektroniki i dodatkowa porcja zaostrzonych przepisów ruchu drogowego. W dodatku prawo jazdy A1, A2 i A zrobią dalsze tysiące osób, z których – o zgrozo – zdecydowana większość nie pamięta i nie tęskni za „złotymi czasami, w których to było”. I jeszcze nie będzie sama serwisować swoich maszyn. Krótko mówiąc, koszmar prawdziwego motocyklisty i ogólny upadek. A może wręcz przeciwnie?
Moja ośmioletnia córka dzisiaj rano śmiertelnie obraziła się na cały świat. Mnie i mojej żonie dostało się przy okazji, jako dostarczycielom złych wieści. Otóż jedna z prognoz mówiła, że duże ocieplenie przyjdzie do Polski już w czwartek, tymczasem inna, bardziej aktualna, że dopiero w niedzielę. Wjechał straszny foch, bierno-agresywne milczenie, ręce założone na piersi, zaciśnięte do białości pięści. Kosmos nie był dziś po jej stronie, a ona nie mogła tego przeżyć. Patrzyliśmy na to z czułym pobłażaniem, w końcu młoda nauczy się nie tracić nerwów na rzeczy, na które nie ma wpływu.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Wrzuciłem taki krotochwilny wstępik dlatego, że w podobny sposób – ze szczerym uśmiechem – czytam i słucham motocyklistów, którzy z roku na rok żyją w coraz bardziej oblężonej twierdzy. Jak ci dorośli faceci, często brodaci, słusznej postury i pokryci groźnymi tatuażami, jęczą jak rozedrgana ośmiolatka. Bo świat miał czelność pójść do przodu, a nie zatrzymać się w roku, w którym wszystko było najlepsze, dajmy na to 1975, 1985, 1995 czy 2005, w zależności od tego, kiedy przypadły lata ich młodości.

Kiedyś motocykle były inne
Owszem, były. Prostsze, na gaźnikach, bez ABS-u, z wiotkimi ramami i zawieszeniami, wymagające stałej troski i zdolności mechanicznych u właściciela, jeśli były w ciągłej eksploatacji. Głośne i buchające spalinami – obiektywnie śmierdzącymi, choć zakochani w tym zapachu nie mogą zrozumieć, jak można go nie lubić. Podejrzewam, że część Szwedów myśli w ten sposób o ich słynnym kiszonym śledziu.
![Honda CB600F Hornet Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Honda-CB600F-Hornet.jpg)
Było wiadomo, że jak Japonia, Niemcy, Anglia, Włochy czy USA, to porządna firma. Dzisiaj nie dość, że tą porządnością „starej gwardii” różnie bywa, to namnożyło się chińczyków, a nasi rodacy nie patrzą na nie z obrzydzeniem, tylko szturmują salony. Inaczej mówiąc, kiedyś były prawdziwe maszyny, teraz nie ma już maszyn. Ciche, wykastrowane, zalane elektroniką, nie do naprawienia bez komputera. W dodatku wchodzą te elektryki i ktoś je kupuje.
Kiedyś ludzie byli inni
Kiedyś musiałeś mieć gen pilota oblatywacza z domieszką pilota kamikadze. Motocykle, zwłaszcza te mocne, niechętnie wybaczały błędy. Ale za to jakim zaszczytem było rozwalić się cebrą, ninją, erszóstką czy innym gieesiksem. Dostawałeś order weterana i licencję na snucie opowieści w towarzystwie. Oczywiście pod warunkiem, że przeżyłeś. Kiedyś motocykliści ginęli jak prawdziwi mężczyźni. Licznie, brutalnie, z grymasem zdziwienia na twarzy, bo przecież „kurde, miało wyjść inaczej”. Zresztą kierowców aut też to dotyczyło. Cmentarze w każdej miejscowości pełne są pochówków po wypadkach z tych „złotych lat”, w niemal każdej z ówczesnych ekip był ktoś, kto już nie może sobie dzisiaj ponarzekać. Tak jak historię świata piszą zwycięzcy, tak sielski obraz przeszłości zazwyczaj roztaczają ci, którzy mieli tyle szczęścia (oczywiście będą koloryzować „umiejętnościami”), żeby utrzymać się przy życiu. Rodziny ich kolegów często cierpią po cichu do dzisiaj.
O, jeszcze ci nieszczęśni „posiadacze motocykli”. Zobaczy taki, zrobi prawko, kupi sobie i jeździ. No tak zwyczajnie, kupi i jeździ. Bez właściwej zaangażowanej postawy, ukształtowanej w pionierskich latach niedoborów i konieczności utrzymywania ścisłych kontaktów z innymi motocyklistami, bo Pietrek ze Szczecina dobrze robił cylindry, a Kazio z Sanoka ogarniał elektrykę. Bez uczestnictwa w zlotach, bez obowiązkowych rozmów o niczym na stacji benzynowej, najwyżej wezmą go za mruka (ale nie Mruka, pozdro Michał!) i obsmarują na grupie FB. A jak coś w motku nie zagra, to oddaje taki do serwisu, sam nie zajrzy. Rozumiesz? Kupił, jeździ i nic więcej. Bezczelny posiadacz!
![Konrad Bartnik Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2023/03/Konrad-Bartnik-1.jpg)
A co z tymi, którzy nie zatrzymują się widząc innego motocyklistę na poboczu? No też się sporo pozmieniało. Mało kto się zatrzymuje, ale też najczęściej nie ma takiej potrzeby. Motocykle zazwyczaj mają assistance, również w pakiecie z samym OC. Każdy ma telefon przy sobie. Jadący motocyklista też może się gdzieś bardzo śpieszyć, bo przecież dziś to nie tylko pasja, ale też zwykły, codzienny środek transportu. Poza tym jest nas coraz więcej i przekłada się to również na coraz rzadsze gesty typu „lewa w górę”. Widać to zwłaszcza w miastach. Działając po staremu, pod dogmatem, że trzeba „zawsze i każdemu”, w sezonie musielibyśmy na stałe zdjąć lewą dłoń z kierownicy.

Oddajemy stery
Faktycznie, kiedyś mogło być więcej serdeczności i bezpośredniości. Ale to raczej skutek tego, że zmienia się całe społeczeństwo, a nie sami motocykliści. Rozpatrywanie współczesnych problemów przez pryzmat tego, jak to wszystko działało 30-40 lat temu, nigdzie nas nie zaprowadzi. Poza tym, mówiąc brutalnie – nas, czyli pokolenia 40-50-60-latków, niedługo już nie będzie. Niedługo, czyli nie w abstrakcyjnym „kiedyś”, ale w konkretnej, wyraźnie rysującej się przyszłości. Niech młodzi sami budują świat swoich zasad i rozwiązują tematy, których my nie jesteśmy w stanie już właściwie zrozumieć.
Była wolność, nie ma wolności
Zabrane prawko za 50+ w zabudowanym, a za chwilę poza zabudowanym również. Mandaty po kilka tysięcy zł. Rozumiesz to? Kiedyś max. 500 zł i dało się dać w łapę. Praktyczna bezkarność. Wolność!
![Wheelie łuków Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2023/08/Wheelie-lukow.jpg)
Ale się pozmieniało. Ktoś wpadł na pomysł, że może dobrze byłoby masowo nie ginąć na drogach. Zaczął coś z tym robić. Liczba wypadków i ofiar drastycznie spadła, ale jakim kosztem? Kosztem tego, że nie możemy realizować swojej świętej pasji tak, jak byśmy chcieli – bez ograniczeń, bez limitów! A to głupie społeczeństwo, któremu najwyraźniej z dobrobytu w d… się poprzewracało, nie wychodzi w proteście na ulice. Tylko sobie jeżdżą z A do B, mniej więcej przepisowo, czyli nudno i irytująco. I jeszcze coś przebąkują, że piesi i rowerzyści to tacy sami uczestnicy ruchu. Już nawet nie można zastawić chodnika, bo zaraz ktoś się przywali. Najpewniej frustrat, którego nie stać. Rozumiesz? Chodnika!
Słucham tych żali i mam wrażenie, że oglądam film z lat 90., który kiepsko się zestarzał. Albo siedzę przy wigilii z wujkiem, który się odpalił. To właśnie jest cecha ludzi mniej więcej po pięćdziesiątce, której sam bardzo chciałbym uniknąć. Zabetonowanie we wspomnieniach, przekonaniach, utartych schematach i ślepocie na zmieniający się świat. Nie znoszące innego zdania i nierzadko artykułowane z pogardą i garścią wulgaryzmów. Takie typowe staropierdzielstwo, choć często maskowane modnym ciuchem i fryzurą. Ha tfu!
![starszy pan dziadek na motocyklu Conor Samuel Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2023/03/starszy-pan-dziadek-na-motocyklu-Conor-Samuel.jpg)
A jednak, najlepsze czasy są teraz
A gdyby tak zdjąć ciemne okulary z tego, co znamy, lubimy i czego zaczyna nam (ale tylko nam) brakować, to zupełnie obiektywnie czasy dla motocyklistów w Polsce są znakomite. Mamy dostęp do nowoczesnych maszyn, które są generalnie niezawodne i nie generują tzw. przygód w trasie. Jest sieć serwisów, które nam je ogarniają. W dodatku bardzo porządny, nowy motocykl można już kupić za równowartość kilku pensji, a nie dorobku kilku pokoleń rodziny.
Na rynku jest masa odzieży, kasków, butów, liczne szkolenia i track daye. Możemy podróżować po większości Europy i świata bez wiekszych ograniczeń, możemy nawet w kilka godzin dolecieć do odległego kraju i zacząć go zwiedzać wypożyczoną maszyną. Oczywiście nie każdego na to stać, ale w stosunku do dawnej powszechnej biedy, równania w dół i piętrzących się trudności, zmiany są kolosalne. Trzeba bardzo złej woli albo odpowiedniej dawki wspomnianego betonu, żeby tego nie widzieć.
![Brzoza Konrad Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/04/Brzoza-Konrad.jpg)
Możemy też uprawiać motocyklizm zupełnie po swojemu, także samotnie i anonimowo, bez presji na stado i „co starsi powiedzą”. Możemy być w klubach, możemy nie być w klubach. Jeśli mam być szczery, ostatnio udało mi się „zarazić” motocyklami kilku znajomych bez wcześniejszych doświadczeń w temacie i to właśnie z nimi najprzyjemniej spędzam czas. Świeżaki cieszą się jak dzieci, nawet jeśli mają tylko 125-tki. Nie narzekają, mają autentyczną zajawkę. Potrafią czerpać radość z jazdy w granicach rozsądku. I nie katują otoczenia opowieściami z kombatanckiego bigosu, jak to kiedyś nie było i czego to nie robili (no tak, Olek i Maciek zginęli, ale to była inna sytuacja). Właśnie z tymi motocyklowymi brylantami, oszlifowanymi trudem lat minionych, mam coraz większy problem. Może sam też dojrzałem do tego, żeby wyraźnie komunikować, że mnie to nie interesuje, nie imponuje mi, to nie mój świat, w dwóch kołach szukam czegoś innego.
Jak się nie da, jak się da
A te nowe mandaty i inne drakońskie kary od 2026 roku? Też zupełnie mnie nie obchodzą, podobnie jak poprzednie, o które był wielki płacz. Nie rozumiem tego wycia, że już nie da się jeździć, a teraz to jeszcze bardziej nie będzie się dało. Niestety polscy kierowcy, a już motocykliści w szczególności, często traktują rażące – podkreślam, rażące – naruszenia przepisów jako normę. A za bezpieczne uważają to, co im się osobiście wydaje.
Nowe przepisy będą kosić ekstrema, i tyle. Żadna wielka filozofia. Powyżej 100 km/h w zabudowanym i 140 km/h na jednopasmowej drodze z ruchem poprzecznym zawsze było i będzie głupie. Nowe kary niczego tu nie zmienią. Wytną tylko kolejną grupę husarii drogowej ze słabą wyobraźnią, a przynajmniej uczynią jej życie bardziej przykrym.
![limit prędkości 30 kmh ograniczenie prędkości Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2022/04/limit-predkosci-30-kmh-ograniczenie-predkosci.jpg)
No tak, ale przecież te słynne znaki z ograniczeniem do 30-40 w przypadkowych miejscach? Kurde, jesteś kierowcą i masz na to papier. Twoim (i moim) psim obowiązkiem jest patrzeć na znaki i na nie reagować, przynajmniej na tyle, żeby zmieścić się w limicie „pod karą”. To naprawdę nie jest trudne, chyba że tak zap… i skupiasz się wyłącznie na linii przejazdu, że nie jesteś w stanie ogarnąć otoczenia.
Młodzi już byliśmy
Krótko podsumowując, tęsknimy nie tyle do czasów, które rzeczywiście były wspaniałe, klimatyczne i magiczne, tylko do własnej młodości i „białej kartki” w życiu. Braku lub mniejszej ilości obowiązków, kredytów, wydatków i spraw na głowie. I nie jest to moja teoria, opisali to mądrzejsi. Dzisiaj jest naprawdę dobrze, a biorąc pod uwagę obawy o przyszłość i poczucie uwiązania, które pamiętam z okresu transformującej się Polski – naprawdę super.
Życzę sobie i wam wspaniałego sezonu i szerokiego korzystania z możliwości, jakie mamy w 2026 roku. Do zobaczenia na trasie!
Zdjęcie tytułowe: Daniel Chmielewski

Świetny felieton
Drogi Konradzie.
Mam 50+ kilka spalinowych Harley’ów oraz elektrycznego Livewire (którym ostatnio jeżdżę najczęściej) i w większości się z Tobą zgadzam. Myślę, że trochę winy ma za to pogoda i fakt, że w latach 90 motocykliści to była mała grupa wariatów (wyjęta spod prawa bo takie byly czasy). I myślę, że nie bedzie nic złego w tym, że na 2 kołach bedą jeździć i pasjonaci i po prostu kierowcy motocykli byle wzajemnie się szanować.
Pozdrawiam Marcello
Świetny tekst. 👍
Jeżdżą pajace ,bo taka moda.Prxez takich dupków ,zamknąłem warsztat ,bo nie potrafilem unieść takich idiotów,bez pasji ,z dupy wzietych.
Warsztat zamknąłeś, bo sobie nie radziszi tyle. Warsztat wykonuje usługi dla klientów i tyle. Klijent nie musi być fascynatem, jest po prostu użytkownikiem, a ty mechanikiem. Pasje to Mel Gibson kręcił. Śmigam motorkiem od 1982 roku i do dziś nie potrafię zrozumieć ,,pasjonatów”. Motor to środek transportu, który pozwoli przemieścić się z A do B i tyle- nigdy nie był niczym innym, to ty nadałeś mu jakieś wyimaginowane cudowne cechy.
Dzięki, napawasz nadzieją i być może otwierasz oczy betonom
Cóż . Widzę że autor spotkał dziwnych Motocyklistów 50+
Sam takim jestem i w 90%zgadzam się z artykułem.
Pozdrawiam i szerokości LwG
Mam 60 lat i za sobą te dawne ,,złote czasy”.
Popieram myślenie Autora. Jednoślady to moja pasja, nieprzemijająca z wiekiem.
Sądzę, że bez względu na czasy, zawsze będą frustraci próbujący się dowartościować bezmyślną jazdą bez poszanowania innych. Licze na znaczną przewagę tych drugich. W mojej opinii dzisiaj jazda motocyklem i cała branża z jej rozwojem i dostępem do imprez dla motocyklistów jest fajniejszym czasem.
Pasja jednośladem bardziej widoczna i dostępna. Cieszy mnie ta popularność ulubionego hobby. Pozdrawiam więc wszystkich kolegów. LWG.
Skończyłem 50 l. Za mną sezon ze 125… a teraz już nie mogę się doczekać wiosny i jazd praktycznych bo kurs A opłacony i teoria zaliczona jeszcze w grudniu.
Podpisuję się obiema rękami po felietonem…
Mnie naprawdę kupę frajdy i satysfakcji daje sama jazda… Nie potrzebuję adrenaliny z wykorzystywania przeciążenia od litra lub więcej… pojemności…
Prawko A robię bo te 125 zwyczajnie ciut za słabe na moje 110 kg. Jak dobrze pójdzie to wystarczy jakieś 250 czy 500 cm….i gdzieś bocznymi drogami do przodu nie oglądając się na czasy minione tylko czerpać radość z tego że mamy co mamy i cieszyć się życiem…
Skończyłem 50 l. Za mną sezon ze 125… a teraz już nie mogę się doczekać wiosny i jazd praktycznych bo kurs A opłacony i teoria zaliczona jeszcze w grudniu.
Podpisuję się obiema rękami po felietonem…
Mnie naprawdę kupę frajdy i satysfakcji daje sama jazda… Nie potrzebuję adrenaliny z wykorzystywania przeciążenia od litra lub więcej… pojemności…
Prawko A robię bo te 125 zwyczajnie ciut za słabe na moje 110 kg. Jak dobrze pójdzie to wystarczy jakieś 250 czy 500 cm….i gdzieś bocznymi drogami do przodu nie oglądając się na czasy minione tylko czerpać radość z tego że mamy co mamy i cieszyć się życiem…
Brawo za te słowa!
Jaki jest cel tego atykułu ?
czy autor uczy nas tolerancji , czy odbiera mi prawo do postrzegania świata tak jak to czuje ? stawia nowego człowieka ponad innymi ? jesteś terapeutom ,powinienem napisać coach ? co to ma wspólnego z piękną pasją jaką są motocykle ? chcesz kup chincola i jedż na sojowe late , chcesz to jedz skuterem na Nordkapp itd
PO CO !?
A jaki jest cel tego komentarza? Dlaczego odbierasz autorowi prawo do przekazania swojego postrzegania świata w formie felietonu? Czy wiesz, że nie ma obowiązku zgadzania się ze wszystkim, co przeczytasz?