_SLIDERKiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w...

Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]

-

Przed nami sezon 2026, a w nim kolejna, jeszcze większa fala chińskich motocykli na rynku, odwrót od dużych mocy i pojemności, więcej elektroniki i dodatkowa porcja zaostrzonych przepisów ruchu drogowego. W dodatku prawo jazdy A1, A2 i A zrobią dalsze tysiące osób, z których – o zgrozo – zdecydowana większość nie pamięta i nie tęskni za „złotymi czasami, w których to było”. I jeszcze nie będzie sama serwisować swoich maszyn. Krótko mówiąc, koszmar prawdziwego motocyklisty i ogólny upadek. A może wręcz przeciwnie?

Moja ośmioletnia córka dzisiaj rano śmiertelnie obraziła się na cały świat. Mnie i mojej żonie dostało się przy okazji, jako dostarczycielom złych wieści. Otóż jedna z prognoz mówiła, że duże ocieplenie przyjdzie do Polski już w czwartek, tymczasem inna, bardziej aktualna, że dopiero w niedzielę. Wjechał straszny foch, bierno-agresywne milczenie, ręce założone na piersi, zaciśnięte do białości pięści. Kosmos nie był dziś po jej stronie, a ona nie mogła tego przeżyć. Patrzyliśmy na to z czułym pobłażaniem, w końcu młoda nauczy się nie tracić nerwów na rzeczy, na które nie ma wpływu.


Zrzut ekranu 2026 01 29 181545Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!

Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind


Wrzuciłem taki krotochwilny wstępik dlatego, że w podobny sposób – ze szczerym uśmiechem – czytam i słucham motocyklistów, którzy z roku na rok żyją w coraz bardziej oblężonej twierdzy. Jak ci dorośli faceci, często brodaci, słusznej postury i pokryci groźnymi tatuażami, jęczą jak rozedrgana ośmiolatka. Bo świat miał czelność pójść do przodu, a nie zatrzymać się w roku, w którym wszystko było najlepsze, dajmy na to 1975, 1985, 1995 czy 2005, w zależności od tego, kiedy przypadły lata ich młodości. 

Schuberth J2 kask otwarty jet Konrad 2

Kiedyś motocykle były inne

Owszem, były. Prostsze, na gaźnikach, bez ABS-u, z wiotkimi ramami i zawieszeniami, wymagające stałej troski i zdolności mechanicznych u właściciela, jeśli były w ciągłej eksploatacji. Głośne i buchające spalinami – obiektywnie śmierdzącymi, choć zakochani w tym zapachu nie mogą zrozumieć, jak można go nie lubić. Podejrzewam, że część Szwedów myśli w ten sposób o ich słynnym kiszonym śledziu. 

Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]

Było wiadomo, że jak Japonia, Niemcy, Anglia, Włochy czy USA, to porządna firma. Dzisiaj nie dość, że tą porządnością „starej gwardii” różnie bywa, to namnożyło się chińczyków, a nasi rodacy nie patrzą na nie z obrzydzeniem, tylko szturmują salony. Inaczej mówiąc, kiedyś były prawdziwe maszyny, teraz nie ma już maszyn. Ciche, wykastrowane, zalane elektroniką, nie do naprawienia bez komputera. W dodatku wchodzą te elektryki i ktoś je kupuje. 

Kiedyś ludzie byli inni

Kiedyś musiałeś mieć gen pilota oblatywacza z domieszką pilota kamikadze. Motocykle, zwłaszcza te mocne, niechętnie wybaczały błędy. Ale za to jakim zaszczytem było rozwalić się cebrą, ninją, erszóstką czy innym gieesiksem. Dostawałeś order weterana i licencję na snucie opowieści w towarzystwie. Oczywiście pod warunkiem, że przeżyłeś. Kiedyś motocykliści ginęli jak prawdziwi mężczyźni. Licznie, brutalnie, z grymasem zdziwienia na twarzy, bo przecież „kurde, miało wyjść inaczej”. Zresztą kierowców aut też to dotyczyło. Cmentarze w każdej miejscowości pełne są pochówków po wypadkach z tych „złotych lat”, w niemal każdej z ówczesnych ekip był ktoś, kto już nie może sobie dzisiaj ponarzekać. Tak jak historię świata piszą zwycięzcy, tak sielski obraz przeszłości zazwyczaj roztaczają ci, którzy mieli tyle szczęścia (oczywiście będą koloryzować „umiejętnościami”), żeby utrzymać się przy życiu. Rodziny ich kolegów często cierpią po cichu do dzisiaj.

O, jeszcze ci nieszczęśni „posiadacze motocykli”. Zobaczy taki, zrobi prawko, kupi sobie i jeździ. No tak zwyczajnie, kupi i jeździ. Bez właściwej zaangażowanej postawy, ukształtowanej w pionierskich latach niedoborów i konieczności utrzymywania ścisłych kontaktów z innymi motocyklistami, bo Pietrek ze Szczecina dobrze robił cylindry, a Kazio z Sanoka ogarniał elektrykę. Bez uczestnictwa w zlotach, bez obowiązkowych rozmów o niczym na stacji benzynowej, najwyżej wezmą go za mruka (ale nie Mruka, pozdro Michał!) i obsmarują na grupie FB. A jak coś w motku nie zagra, to oddaje taki do serwisu, sam nie zajrzy. Rozumiesz? Kupił, jeździ i nic więcej. Bezczelny posiadacz!

Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]

A co z tymi, którzy nie zatrzymują się widząc innego motocyklistę na poboczu? No też się sporo pozmieniało. Mało kto się zatrzymuje, ale też najczęściej nie ma takiej potrzeby. Motocykle zazwyczaj mają assistance, również w pakiecie z samym OC. Każdy ma telefon przy sobie. Jadący motocyklista też może się gdzieś bardzo śpieszyć, bo przecież dziś to nie tylko pasja, ale też zwykły, codzienny środek transportu. Poza tym jest nas coraz więcej i przekłada się to również na coraz rzadsze gesty typu „lewa w górę”. Widać to zwłaszcza w miastach. Działając po staremu, pod dogmatem, że trzeba „zawsze i każdemu”, w sezonie musielibyśmy na stałe zdjąć lewą dłoń z kierownicy.

LWG komu macham komu nie co to jest jak pokazać ten gest

Oddajemy stery

Faktycznie, kiedyś mogło być więcej serdeczności i bezpośredniości. Ale to raczej skutek tego, że zmienia się całe społeczeństwo, a nie sami motocykliści. Rozpatrywanie współczesnych problemów przez pryzmat tego, jak to wszystko działało 30-40 lat temu, nigdzie nas nie zaprowadzi. Poza tym, mówiąc brutalnie – nas, czyli pokolenia 40-50-60-latków, niedługo już nie będzie. Niedługo, czyli nie w abstrakcyjnym „kiedyś”, ale w konkretnej, wyraźnie rysującej się przyszłości. Niech młodzi sami budują świat swoich zasad i rozwiązują tematy, których my nie jesteśmy w stanie już właściwie zrozumieć. 

Była wolność, nie ma wolności

Zabrane prawko za 50+ w zabudowanym, a za chwilę poza zabudowanym również. Mandaty po kilka tysięcy zł. Rozumiesz to? Kiedyś max. 500 zł i dało się dać w łapę. Praktyczna bezkarność. Wolność! 

Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]

Ale się pozmieniało. Ktoś wpadł na pomysł, że może dobrze byłoby masowo nie ginąć na drogach. Zaczął coś z tym robić. Liczba wypadków i ofiar drastycznie spadła, ale jakim kosztem? Kosztem tego, że nie możemy realizować swojej świętej pasji tak, jak byśmy chcieli – bez ograniczeń, bez limitów! A to głupie społeczeństwo, któremu najwyraźniej z dobrobytu w d… się poprzewracało, nie wychodzi w proteście na ulice. Tylko sobie jeżdżą z A do B, mniej więcej przepisowo, czyli nudno i irytująco. I jeszcze coś przebąkują, że piesi i rowerzyści to tacy sami uczestnicy ruchu. Już nawet nie można zastawić chodnika, bo zaraz ktoś się przywali. Najpewniej frustrat, którego nie stać. Rozumiesz? Chodnika!

Słucham tych żali i mam wrażenie, że oglądam film z lat 90., który kiepsko się zestarzał. Albo siedzę przy wigilii z wujkiem, który się odpalił. To właśnie jest cecha ludzi mniej więcej po pięćdziesiątce, której sam bardzo chciałbym uniknąć. Zabetonowanie we wspomnieniach, przekonaniach, utartych schematach i ślepocie na zmieniający się świat. Nie znoszące innego zdania i nierzadko artykułowane z pogardą i garścią wulgaryzmów. Takie typowe staropierdzielstwo, choć często maskowane modnym ciuchem i fryzurą. Ha tfu!

Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]
Zdj. Conor Samuel / Unsplash.com

A jednak, najlepsze czasy są teraz

A gdyby tak zdjąć ciemne okulary z tego, co znamy, lubimy i czego zaczyna nam (ale tylko nam) brakować, to zupełnie obiektywnie czasy dla motocyklistów w Polsce są znakomite. Mamy dostęp do nowoczesnych maszyn, które są generalnie niezawodne i nie generują tzw. przygód w trasie. Jest sieć serwisów, które nam je ogarniają. W dodatku bardzo porządny, nowy motocykl można już kupić za równowartość kilku pensji, a nie dorobku kilku pokoleń rodziny. 

Na rynku jest masa odzieży, kasków, butów, liczne szkolenia i track daye. Możemy podróżować po większości Europy i świata bez wiekszych ograniczeń, możemy nawet w kilka godzin dolecieć do odległego kraju i zacząć go zwiedzać wypożyczoną maszyną. Oczywiście nie każdego na to stać, ale w stosunku do dawnej powszechnej biedy, równania w dół i piętrzących się trudności, zmiany są kolosalne. Trzeba bardzo złej woli albo odpowiedniej dawki wspomnianego betonu, żeby tego nie widzieć.

Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]

Możemy też uprawiać motocyklizm zupełnie po swojemu, także samotnie i anonimowo, bez presji na stado i „co starsi powiedzą”. Możemy być w klubach, możemy nie być w klubach. Jeśli mam być szczery, ostatnio udało mi się „zarazić” motocyklami kilku znajomych bez wcześniejszych doświadczeń w temacie i to właśnie z nimi najprzyjemniej spędzam czas. Świeżaki cieszą się jak dzieci, nawet jeśli mają tylko 125-tki. Nie narzekają, mają autentyczną zajawkę. Potrafią czerpać radość z jazdy w granicach rozsądku. I nie katują otoczenia opowieściami z kombatanckiego bigosu, jak to kiedyś nie było i czego to nie robili (no tak, Olek i Maciek zginęli, ale to była inna sytuacja). Właśnie z tymi motocyklowymi brylantami, oszlifowanymi trudem lat minionych, mam coraz większy problem. Może sam też dojrzałem do tego, żeby wyraźnie komunikować, że mnie to nie interesuje, nie imponuje mi, to nie mój świat, w dwóch kołach szukam czegoś innego.

Jak się nie da, jak się da

A te nowe mandaty i inne drakońskie kary od 2026 roku? Też zupełnie mnie nie obchodzą, podobnie jak poprzednie, o które był wielki płacz. Nie rozumiem tego wycia, że już nie da się jeździć, a teraz to jeszcze bardziej nie będzie się dało. Niestety polscy kierowcy, a już motocykliści w szczególności, często traktują rażące – podkreślam, rażące – naruszenia przepisów jako normę. A za bezpieczne uważają to, co im się osobiście wydaje. 

Nowe przepisy będą kosić ekstrema, i tyle. Żadna wielka filozofia. Powyżej 100 km/h w zabudowanym i 140 km/h na jednopasmowej drodze z ruchem poprzecznym zawsze było i będzie głupie. Nowe kary niczego tu nie zmienią. Wytną tylko kolejną grupę husarii drogowej ze słabą wyobraźnią, a przynajmniej uczynią jej życie bardziej przykrym.