Reklama

Patrząc na pęd producentów ku coraz większemu ułatwieniu kierowcom użytkowania sprzętów motocyklowych, ciągle zadaję sobie pytanie, czym podyktowany jest ów wyścig. Oczywiście takie czynniki jak zwiększenie bezpieczeństwa, wygody czy osiągów są ekstremalnie ważne, ale… czy o to tak naprawdę w motocyklizmie chodzi?

Spójrzmy na takiego KTM-a Super Adventure, jego masywną sylwetkę, te 150 koni piekielnej mocy i zadajmy sobie pytanie… po co? Podobnie jest z GS-em 1250 Adventure, czy Multistradą 1260 Enduro. Wszystkie te sprzęty należą raczej do segmentu turystycznego, ale wielu amatorów traktuje je jako ciężkie enduro. Niejednokrotnie można natknąć się w sieci na relacje z rajdów szutrowych, gdzie te piękne maszyny poddawane są ekstremalnym przeciążeniom śmigając po polach, lasach, górach, rzekach. Tyle, że … na byle enduro poj. 400 ccm można zrobić dokładnie to samo i to dużo lepiej.

Reklama

Przeczytaj koniecznie: Podróżnik czy turysta? Kiedy możesz powiedzieć, że jedziesz na wyprawę [Felieton]

Wcale nie trzeba mieć potężnego pieca między nogami, wspieranego przez superkomputery. Jasne, sam wyprowadzam mojego GS-a 1150 Adv na spacery po lesie, polach czy szutrach. Dla mnie jest to jednak trening, a ja sam oglądam po tym wszystkim moje stalowe drugie ja i zastanawiam się czy jednak nie przesadziłem. Trening jest po to, by przygotować się do czegoś, np. do nieprzewidzianej sytuacji w nieznanym środowisku. Mnie jednak zastanawia, jak można dla rozrywki zarzynać maszyny za wiele dziesiątek tysięcy złotych? Z drugiej zaś strony, gdyby motocykle adv były używane jedynie do turystyki asfaltowej, można by krytykować takie wykorzystanie jako marnowanie potencjału…

ciężkie enduro w terenie offroad

Kto jest realnie targetem marek prześcigających się o miano producentów najlepszych motocykli wyprawowych? Niby rzecz oczywista – o wiele łatwiej podróżuje się mając pełny portfel, a zatem ludzie bardziej niż mniej majętni. W żadnym wypadku nie sugeruję, że te ogromne wierzchowce kupowane są, by pan prezes czy inny dyrektor mogli się lansować weekendami na mieście. Niemniej jednak ceny nowych maszyn przebijają już spokojnie 100 tys. zł, a takie rzeczy jak AC czy zwykły serwis przekraczają możliwości zwykłego śmiertelnika. 

KTM 1290 super adventure
rhdr

O ironio, oferowane są nam najlepsze sprzęty wyprawowe, jednak w większości ci najbardziej hardkorowi podróżnicy jeżdżą zwykle na prostych, łatwych w naprawie i lekkich kucykach. Znam ludzi, którzy pojechali do Chin na starych deerkach. Znam ludzi, którzy pojechali do Indii i wrócili na Enfieldach lub objechali dookoła Europę na sportsterze XL1200R. Nie staram się tu posądzać nikogo o pozerstwo, czy usprawiedliwiać jakoś swoich własnych ograniczonych możliwości. Realia rynkowe są oczywiste – firmy muszą zarabiać, a zarabiają głównie na częściach i serwisach. Produkcja maszyn jest tu zaledwie środkiem pośrednim do realizacji celów biznesowych. Maszyny muszą być tak wygodne i piękne, by zainteresować osoby, które na nie stać. Muszą być tak zaawansowane by oferować ekstremalnie przyjemne doświadczenia osobom, które są w stanie zapłacić za ekstremalną jakość. W dzisiejszych czasach produkty stają się usługami, zatem mają być tak obliczone, by przez lata pracować na portfel producenta dzięki serwisom i sprzedaży części. Nawet mój stary GS ciągle zarabia na koncern BMW, choć staram się w nim robić samemu co tylko się da. Jak powiedział mój imiennik oczywista oczywistość – nowe adv’ki kupują ci, których na to stać.

dakar

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.