Opony motocyklowe. Temat szeroki i głęboki jak rzeka. Temat najdłuższych dyskusji na internetowych forach, czy grupach, a nawet kłótni między motocyklistami. Jakie opony kupić do tego i tego motocykla? Czy opona x będzie lepsza od y? Jaką oponę wybrać, jeżeli jeżdżę tyle w terenie a tyle po szosie? No i w końcu najważniejsze pytanie – trzeba kupować nową oponę, czy można używaną…?

Nie każdy, kto jest pasjonatem, musi posiadać niespożyte środki finansowe. Jest to oczywistość, lecz wiele osób woli pozostawać na nią ślepymi, patrząc jedynie na swoją pojemność portfela. Co większy twardziel powie – nie łap się za coś, na co cię nie stać. Powiedzmy sobie jednak szczerze – jest to krótkowzroczne i przeczy mitom mówiącym, że wszyscy motocykliści to jedna rodzina.

Osobiście mam tendencję do skąpstwa i często na tym tracę. Z jednej strony jest to uwarunkowanie wynikające z wychowania, z drugiej zaś zwykła próba odnalezienia się w powszechnej dziś sytuacji, w której w równaniu z hobby odnajdujemy również takie składowe jak: żona, dzieci, dom, kredyty. Człowiek jednak by nie zwariować, musi mieć pasje. Te zaś kosztują. 

Na czym zwykle oszczędzamy?

Pomijam fakt wyboru motocykla, bo to temat na zupełnie inny felieton. Niemniej jednak zarówno po sobie, jak i po znajomych ociekających testosteronem motocyklistach mogę wnioskować, co następuje. Oszczędzamy najczęściej na rzeczach, które pojedynczo wydają się błahe. Rzecz w tym, że takie elementy wyposażenia, jak buty, rękawiczki, kurtki, spodnie, kaski czy opony właśnie – one wszystkie tworzą pewien komplet – niczym zbroja. W dawnych czasach, nawet najmniejsza luka w zbroi zwykle oznaczała śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Pośród moich własnych grzechów dostrzegam takie cuda braku wyobraźni, jak kask za 50 zł, stylowy orzeszek, zwykła ramoneska zamiast porządnej kurtki, jazda w jeansach, rękawice robocze zamiast motocyklowych czy jazda w trampkach, bo to na Harleyu wyglądało hardkorowo. Z czasem wyleczyłem się z tych bzdur, jednak ostatnio coraz bardziej zaczęło do mnie docierać, że de facto kupowanie używanych opon motocyklowych również zalicza się do grzechów braku wyobraźni. 

Jak do tego doszedłem? Robiąc duże przebiegi roczne. Przebijając 25 tys km okazuje się, że muszę zmieniać opony praktycznie co sezon, jeśli nie częściej. Wydając te 200, 300 zł mniej kupowałbym kapcie, które nie przetrzymają nawet połowy tych dystansów. Co chwila kupowałbym opony, wydawał podobne pieniądze do kupna raz na sezon nowych, a nigdy na nowych bym nie zrobił ani kilometra…

Usystematyzujmy sobie jednak wiedzę na temat opon w motocyklach:

Plusy kupowania używanych opon

  • cena – zależnie od stopnia zużycia, cena używek może być mniejsza nawet o 50-70% ceny rynkowej opon nowych. Nie da się ukryć, że jest to kuszące, zwłaszcza jeżeli np. kupujemy opony terenowe i mamy zestaw felg na zmianę. 

… i chyba tyle z plusów. Jeżeli masz (drogi Czytelniku) inne sensowne plusy, to daj proszę znać w komentarzach. Od razu mówię, że argument o tym, że opona nie jest śliska, bo już ją ktoś dotarł, mnie nie przekona.

Jakie opony do motocykla? Wymiana na szerszą, używaną, 10 letnią, kwadratową? Nie!

Minusy zakładania opon używanych na swój motocykl

  • Cena – tak, tak! Właśnie cena. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy zaoszczędzić na kupnie opon, to cena za sztuki, które jeszcze do czegoś się nadają nie będzie aż tak niska, jakbyśmy tego chcieli. Odnalezienie zaś takich opon używanych, które będą miały odpowiedni stosunek ceny do jakości to nie lada wyzwanie. Pytanie zaś brzmi czy cena oddaje wartość zakupu?
  • Rocznik – zwykle opony, które wystawione są jako używane, są starsze niż byśmy tego chcieli. Leżakowały w składzie u kogoś w garażu lub często zestarzały się na feldze jakiegoś motocykla. Rozsądek nakazuje nie kupować nowych opon, które mają już swoje lata, a co dopiero używek. Szkopuł tkwi w jakości mieszanki, a właściwie jej nieodporności na upływający czas – pękaniu, twardnienie itp. Guma zmienia się z czasem, parcieje i może tracić swoje właściwości. To trochę jak ze starym kondomem. Trochę strach…
  • Nieuczciwy sprzedawca – strzeżcie się opon, które lśnią na zdjęciach. Oznacza to, że zwykle są bardzo mocno przygotowane do sprzedaży. Zwykle specyfiki takie jak czernidła czy inne nabłyszczacze mają jedynie upiększyć coś, co nie powinno już być założone na żadną maszynę. Kupujemy zwykle oczami, ale pamiętajmy stare przysłowie, że świnia ze szminką na ustach ciągle jest świnią.
  • Bieżnik – na ogół, jeżeli używana opona ma dobry jeszcze bieżnik, to jest stara.. lub naprawiana. W tym drugim wypadku, zakup zregenerowanej opony powinien być naszym świadomym wyborem. Sprzedawca powinien o tym informować – zwykle jednak to się nie dzieje. Co jednak oznacza bieżnik 5 lub 6 mm? Trzeba być znawcą marki i konkretnego modelu, oraz regularnie używać szczelinomierza, żeby wiedzieć. O wiele lepszym określeniem byłoby podanie przebiegu na danej oponie i motocykla, na którym jeździła. Mając świadomość np. że Scorpion Trail 2 na ciężkim turystyku wytrzyma od 8 do 10 tys km, wiedziałbym żeby nie kupować żadnej, która przejechała więcej niż 4 tysiące km. 
  • Przebieg – wspomniany w poprzednim punkcie, to klucz. Prawda jest taka, że nawet jeżeli sprzedawca poda nam przebieg, to będzie to przebieg prawdopodobnie zaniżony. Jeżeli jednak chcemy zaoszczędzić, to tak jak już pisałem używana opona posłuży nam nie dłużej niż parę miesięcy… a wtedy trzeba będzie dokonać kolejnego zakupu. 
  • Powypadek – motocykl bierze udział w wypadku. Pęka mu rama, gnie się zawieszenie, silnik się zaciera przez wyciek oleju z pękniętego dekla. Co z nim się dzieje dalej? Znika? Dezintegruje się? Nie, zostaje sprzedany na aukcji ubezpieczeniowej, a jakaś hiena, która kupiła ścierwo za bezcen, próbuje na nim zarobić. Jak? Albo budując z dwóch, trzech wraków jeden sprawny motocykl, albo też sprzedając ten motocykl na części. Do sprzedaży, a jakże, trafiają również opony, które mogą mieć świeży DOT, głęboki bieżnik i wizualnie piękny stan. Ale wyniku przeciążeń, jakie na nie zadziałały w trakcie wypadku, nie widać gołym okiem. Stanu kordów, opolotu. Taka opona może być tak samo w 100% zdatna do użycia jak i może być zagrożeniem życia. Wynik tej rosyjskiej ruletki bierze na siebie kupujący.

Rozsądek wskazuje na to, że nie warto kupować używanych opon. Ma to ogromne przełożenie na kwestie naszego bezpieczeństwa, ale także na kwestie finansowe. Kupienie rozsądnej jakości używanych opon nie dość, że jest trudne to i tak sprawi, że prędzej niż później będziemy zmuszeni do ponownego zakupu. O wiele lepszym rozwiązaniem jest inwestycja w nowe opony. Jeżeli nas nie stać w tym sezonie, to warto rozważyć zakup opon ale np. z niższej półki niż byśmy chcieli. Jest wiele marek i modeli. Wystarczy odpowiednio poszperać, popytać i na pewno coś się znajdzie.

Dobrym rozwiązaniem wydaje się też zakup tzw. leżaka. Czyli opony z dwu-trzyletnim DOT-em, która jednak jest nowa i nie była nigdy zakładana. Taka opona, jeżeli była dobrze magazynowana, nie powinna stracić swoich właściwości, a potrafi być nawet o 30% tańsza od opon świeżych.

Pamiętajmy, że skąpy traci dwa razy.

 



ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.