Kilka dni temu ukazał się u nas felieton Michała Gesslera pt. „Egzamin na motocyklowe prawo jazdy kat. A niczego nie sprawdza — i wszyscy o tym wiemy…”. Wzbudził on spore zainteresowanie wśród naszych czytelników, którzy podzielili się licznymi komentarzami. Była wśród nich wyczerpująca wypowiedź instruktora, Pawła Anielaka. Publikujemy ją w całości, bo rzuca ciekawe światło na omawiany problem.
Oto felieton, do którego odnosi się cytowana odpowiedź:
Oczami instruktora
Paweł Anielak, instruktor w szkole Nova Europa napisał:
Nie zgadzam się z tym artykułem. I piszę to nie jako teoretyk, tylko jako człowiek, który od 15 lat szkoli motocyklistów. Przez ten czas wyszkoliłem ponad 1000 osób. Dziwi mnie stwierdzenie, że egzamin na kategorię A „niczego nie sprawdza”. Sprawdza. I to całkiem sporo. Najwięcej z pośród egzaminów na inne kategorie prawa jazdy. Przede wszystkim sprawdza, czy człowiek potrafi zapanować nad motocyklem i wykonać podstawowe manewry, które są niezbędne do bezpiecznego rozpoczęcia samodzielnej jazdy. A przecież właśnie temu powinien służyć egzamin na prawo jazdy.
Czy po zdanym egzaminie ktoś jest doświadczonym motocyklistą? Oczywiście, że nie.
Ale nie jest nim również świeżo upieczony kierowca kategorii B. I tu dochodzimy do pewnego absurdu w tego typu argumentacji.

Kursant kategorii B może szkolić się na Suzuki Swift, zdać egzamin, a następnego dnia wsiąść do BMW z silnikiem V8, tylnym napędem i kilkuset końmi mechanicznymi.
Na kategorii A kursant obecnie szkoli się na Yamaha MT-07. Nie jest to motocykl wyczynowy, ale po opanowaniu go człowiek poradzi sobie prawie na każdym motocyklu
I właśnie po to jest szkolenie oraz egzamin. Co więcej, Mamy przecież podział kategorii że względu na wiek-AM, A1, A2 i A. Jest więc możliwość stopniowego zdobywania doświadczenia wraz ze wzrostem mocy i osiągów motocykla.
I teraz najważniejsze. W artykule pojawia się argument dotyczący sytuacji, z którymi może spotkać się motocyklista w górach, na trudnych, krętych drogach itd. No dobrze. Ale jak dokładnie miałby wyglądać egzamin, który ma to sprawdzić? Hamowanie awaryjne na alpejskiej drodze? Zjazd z górki przy 100 km/h? Zakładamy kursantowi plecak, wysyłamy go w Dolomity i sprawdzamy, czy prawidłowo pokona serię serpentyn?
To nie jest egzamin na prawo jazdy. To jest sprawdzanie doświadczenia, którego człowiek dopiero będzie nabierał. Przecież kierowca samochodu również po zdanym egzaminie nie jest przygotowany do wszystkiego. Nie każdy świeżo upieczony kierowca poradzi sobie z jazdą po oblodzonej górskiej drodze. Nie każdy będzie umiał prawidłowo zareagować w każdej nietypowej sytuacji. I nie oznacza to, że egzamin jest bezwartościowy, a umiejętności do rozpoczęcia samodzielnej przygody żadne.
Prawo jazdy daje podstawę do samodzielnej jazdy. Nie daje 20 lat doświadczenia w pakiecie. Doświadczenia nie da się sprawdzić egzaminem, bo doświadczenie zdobywa się dopiero później – na drodze, przez kolejne tysiące kilometrów. Po 15 latach szkolenia wiem jedno: jeżeli kursant opanuje motocykl, potrafi prawidłowo hamować, skręcać, wykonywać manewry, reagować na zagrożenia i bezpiecznie poruszać się po drodze, to po zdanym egzaminie jest przygotowany do rozpoczęcia samodzielnej jazdy.
Czy będzie świetnym motocyklistą? Nie od razu. Czy będzie popełniał błędy? Oczywiście. Czy będzie musiał zdobywać doświadczenie? Jak każdy. Ale właśnie tak działa cały system szkolenia kierowców.
Rewolucja w egzaminach na prawo jazdy. Zmiany odczują także motocykliści [2026]
