_SLIDEREgzamin na motocyklowe prawo jazdy kat. A niczego nie sprawdza — i...

Egzamin na motocyklowe prawo jazdy kat. A niczego nie sprawdza — i wszyscy o tym wiemy… [Słowo na niedzielę, felieton]

-

Sezon niestety powoli chyli się ku końcowi, ale temat dzisiejszego tekstu wraca do rozmów co wiosnę jak pąki liści na drzewach. Zacznijmy zatem od tego, że ten tytuł tak naprawdę jest g…. warty.

Tekst: Michał Gessler

Miałem gotową tezę – szybki, wyuczony najczęściej, test, potem plac manewrowy, między innymi z ósemką, podszyte stresem szarpnięcie sprzęgłem przed wyjazdem „na miasto”, „lejce” do łapy po zdanym egzaminie i… człowiek jedzie w Alpy. To chyba modny w tym motocyklowym sezonie kierunek. Nawiasem mówiąc, zmiany w trendach kierunków wyjazdów też są ciekawym tematem. Wracając jednak do egzaminu i tych modnych Alp – sprawdziłem, jak ten dzisiejszy egzamin wygląda naprawdę, bo od mojego minęło już nieco czasu, i musiałem napisać ten tekst od nowa.

Egzamin na kat. A – jak obecnie wygląda?

No jakież to zatem obecnie wyzwania czekają na adeptów motocyklizmu? Hamowanie awaryjne: prędkość co najmniej 50 km/h, obydwa hamulce, zatrzymanie w miejscu wskazanym przez egzaminatora. Ominięcie przeszkody: najazd nie wolniej niż 50 km/h, raz z prawej, raz z lewej strony — po to, żeby zdający pokazał przeciwskręt w obie strony. Slalom szybki: średnia prędkość jednego z przejazdów nie mniejsza niż 30 km/h, na drugim albo trzecim biegu, bez podpierania się nogą. Do tego ósemka, slalom wolny, ruszanie na wzniesieniu i minimum dwadzieścia pięć minut w ruchu drogowym. Chyba niczego nie pomyliłem. I kiedy to wszystko razem do kupy pójdzie dobrze, to dostajemy odpowiednia adnotację „na kwitku” i dokument ważny plus/minus do motocyklowej emerytury.

Sam byś odpuścił. W grupie odkręcasz. Dlaczego? [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

Możesz nie usiąść na motocyklu przez piętnaście lat, a szesnastego kupić coś, co ma dwieście koni i przyspiesza szybciej niż zdążysz o tym pomyśleć. Nikt cię o nic nie zapyta. Ani razu. Nigdy.

Siedemnastolatek w Corsie a 24-latek na Panigale…

Od marca tego roku siedemnastolatek np. w Corsie czy innym Punto (nie wiem, jakie teraz samochody trafiają do młodzieży jako pierwsze auto) ma okres próbny: dwa lata, obniżone limity prędkości (pierwsze osiem miesięcy), obowiązkowy kurs dokształcający, zaostrzony rygor punktowy. Świeżo upieczony posiadacz kategorii A — dwadzieścia cztery lata, zero przejechanych kilometrów, moc nieograniczona — nie ma nic. Ustawodawca uznał najwyraźniej, że motocykl jest sprzętem mniej wymagającym niż Corsa.

Mam też z tyłu głowy to, że osoby odpowiedzialne za te regulacje same do końca, jak my zresztą, nie wiedzą, jak zrobić, żeby było na 100% dobrze. I czy tak w ogóle się da?

Części wspólne

Ale teraz trochę teorii dotyczącej tekstu. Thorndike i Woodworth ustalili w 1901 roku coś, co od tamtej pory potwierdzano już przynajmniej kilka razy: umiejętność przenosi się z treningu do życia w takim stopniu, w jakim obie sytuacje mają wspólne elementy. I wróćmy teraz do tego nieszczęsnego egzaminu wspomnianego wyżej. Plac manewrowy WORD-u i zjazd serpentyną w Alpach mają jeden element wspólny. Asfalt i to nie zawsze taki sam. Na tym ta przepastna lista podobieństw się kończy. Innym przykładem jest hamowanie awaryjne wykonane na suchej, zamiecionej, niemalże sterylnej kostce, na której nie znajdziemy kropli oleju, płynu chłodniczego albo trzewi rozjechanego zwierzęcia[1]. Na dodatek zadanie to egzaminowany wykonuje na motocyklu ośrodka (albo szkoły), po komendzie, z pełną świadomością, że za chwilę będzie hamowanie. Jest to zatem hamowanie zapowiedziane.

Gleba siedzi w głowie dłużej niż w kościach. Jak skutecznie wrócić na motocykl? [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

A awaryjne jest awaryjne dokładnie dlatego, że nikt go nie zapowiada. Egzamin dowiódł, że potrafisz zatrzymać motocykl. Z trybun słychać gromkie brawa. Nie dowiódł, że zatrzymasz go wtedy, gdy z bramy wyjedzie ci za daleko przód dostawczaka, a ty akurat będziesz się zastanawiał, gdzie zjeść obiad.

Jest jeszcze druga rzecz, mniej wygodna. Gerald Wilde opisał w 1982 roku homeostazę ryzyka: ludzie nie dążą do zera zagrożenia, tylko utrzymują taki jego poziom, jaki uznają za akceptowalny. Kiedy coś obniża ryzyko postrzegane — ABS, świeże opony, kask za trzy patyki, kamizelka z poduchą, plastikowy dokument w portfelu — równowaga domaga się wyrównania z drugiej strony. Czyli szybciej. A jak widzieliście wyżej, plastikowe lejce nie dodają umiejętności. Dodają poczucie uprawnienia, a ono z kolei pali się do odkręcania znacznie bardziej ochoczo.

Teraz część, która się nie spodoba

Zdanie z tytułu tego felietonu – w tej albo innej formie – słyszałem już kilka razy
i prawdopodobnie z ust kogoś, kto, gdyby pojechał dziś na plac, położyłby motocykl na wolnym slalomie. To zdanie wypowiadane przez tę osobę ma jedną funkcję: pozwala nie sprawdzać siebie. Skoro egzamin jest bezwartościowy (to udało nam się wykazać), to jego zaliczenie niczego nie dowodzi — ale jego oblanie też niczego nie dowodzi. Układ idealny. Nikt nikogo nie ocenia, wszyscy jeżdżą świetnie, a statystyki dotyczą kogoś innego…

Dlatego ustalmy raz na zawsze, że prawdziwy sprawdzian umiejętnosci nie odbywa się w WORD-zie. Odbywa się na pustym parkingu w marcu, kiedy nikt nie patrzy, a ty przez czterdzieści minut hamujesz z pięćdziesiątki, aż to przestanie być czynnością, a stanie się odruchem. Ma miejsce na kursie doskonalenia techniki jazdy, na który jedzie się nie dlatego, że trzeba, albo ziomki jadą, tylko dlatego, że wiadomo po co. Odbywa się za każdym razem, kiedy zamiast powiedzieć „egzamin niczego nie sprawdza”, sprawdzasz się sam.

A ten dokument — plastikowa karta czy zakładka w mObywatelu — poświadcza dokładnie jedno: że pewnego dnia, w kontrolowanych warunkach, na cudzym motocyklu, poszło ci dobrze.

[1] Za każdym razem kiedy to widzę jest mi przykro.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ