Obniżenie podatku VAT z 23% do 8% sprawiło, że ceny paliw w Polsce spadły o kilkadziesiąt groszy. Niemieckie stacje paliw przy granicy z naszym krajem przeżywają od dłuższego czasu prawdziwe oblężenie, które może dla niemieckich dyskontów paliwowych być fatalne w skutkach.
Działania rządu w ramach tarczy antyinflacyjnej sprawiły, że od stycznia mamy znacznie niższe ceny paliw. Różnica to nawet 60 eurocentów za litr benzyny i 45 eurocentów za litr diesla. W Niemczech trend wycieczek po paliwo robi się coraz bardziej popularny, a po Internecie zaczęły krążyć zdjęcia kierowców, którzy oprócz swoich pojazdów napełniają także dodatkowe kanistry. Jürgen Ziegner, dyrektor Centralnego Stowarzyszenia Stacji Paliw w Niemczech, bije na alarm, gdyż w ostatnim okresie sprzedaż paliw we wschodniej części Niemiec spadła o połowę. To może sprawić, że zamkniętych zostanie nawet 400 stacji benzynowych, które usytuowane są w niedalekiej odległości od granicy.
Niemiecka policja próbuje walczyć z tym procederem stosując wzmożone kontrole kierowców powracających z Polski i wystawiając dotkliwe mandaty za przewóz substancji niebezpiecznych. Według przepisów nasi sąsiedzi z zachodu mogą legalnie przewieźć dodatkowy kanister o pojemności 20 litrów.
Warto jednak zaznaczyć, że sprzedaż paliw to jedynie 30% dochodów stacji paliw. Reszta pochodzi ze sprzedaży napojów, jedzenia, alkoholu, papierosów i innych przekąsek. Brak klientów sprawia, że żadne z tych produktów nie znajdują nabywców. Sytuacja jest bardzo niebezpieczna dla właścicieli dyskontów paliwowych, dlatego w ich imieniu Centralne Stowarzyszenie Stacji Benzynowych wystąpiło do niemieckiego ministra gospodarki oraz ministra finansów o natychmiastową reakcję. Interwencja rządu jest konieczna, aby tego typu obiekty znajdujące się w pasie przygranicznym mogły nadal funkcjonować i nie zostały zamknięte.
