Znikną? A może nie? Może nie za 20 lat, tylko za 25 albo 30? Nie, chyba jednak nie trzeba będzie tyle czekać. Dlaczego diesle znikną w ciągu najbliższych 20 lat i co by się musiało stać, żeby do tego jednak nie doszło? I tylko ustalmy, że mowa o autach osobowych – ciężarówki pewnie jeszcze na trochę z nami zostaną, chociaż kto to wie…

Diesel powoli traci przewagę techniczną

Diesle były wybierane, bo ich żeliwne bloki wytrzymywały wszystko. Aluminiowe benzyniaki nie miały startu do pracujących w każdych warunkach diesli. Ale to się zmieniło. Aluminium co prawda nie stwardniało, ale pogoń za niższym kosztem sprawiła, że diesle nieco schudły. Silniki weszły na idiotyczną ścieżkę rozwoju benzyniaka: niewyobrażalne wyżyłowanie. Dołożenie potężnej turbiny do wątlejszego silnika nie mogło się dobrze skończyć. Diesel nie jest już wyraźnie trwalszy od benzyny, a biorąc pod uwagę koszty niezbędnych napraw, w perspektywie dziesięciu czy piętnastu lat bardziej opłaca się wymienić benzynę niż naprawiać diesla. Niby pozostaje jeszcze mniejsze spalanie, ale to nie ma takiego znaczenia, jeśli można jeździć hybrydą.

Normy, zalecenia i deklaracje

Diesle mogą mieć czyste spaliny. Owszem – nie tak czyste jak po LPG, ale nadal w porządku. Nie spełniają nowych norm Euro? No nie spełniają (vide dieselgate), ale benzyniaki też nie (tylko tutaj problem jest obchodzony inaczej – przez poświęcenie trwałości podzespołów). Inna sprawa, że producenci już dawno mówili, że normy są nierealistyczne. Teraz więc korzystają z jedynego wyjścia, jakie im pozostaje: deklarują, że przestaną produkować diesle. Przestaną nie dlatego, że się tego robić nie da, tylko dlatego, że wszyscy patrzą im na ręce, a wzrok ekofanatyka pali bardziej niż ognie piekielne i taką deklarację trzeba wydać. A przecież na benzynowych też się zarabia.

A może po prostu alternatywa jest OK?

Czy samochody elektryczne zastąpią diesle? Nie, raczej nie. Nie w obecnym stanie. Ich zasięg jest absolutnie żenujący, a kiedy za ładowanie trzeba będzie zapłacić (a trzeba będzie – tu się nie a co łudzić), to ich atrakcyjność spadnie jeszcze bardziej. Co innego wodór, ale tutaj sieć tankowania w zasadzie nie istnieje i jedyną użyteczną alternatywą na razie są hybrydy. Tylko czy one sprawdzają się wszędzie? Też raczej nie. Ale pozostaje jeszcze opcja: może przez te 20 lat znajdzie się inne paliwo, które wskoczy w miejsce diesla? Bez tego raczej trudno będzie zastąpić ropniaki całkowicie, nie narażając się na poważne utrudnienia.

Utrzymanie diesla jest już zbyt kłopotliwe

Najpoważniejszą chorobą współczesnych diesli jest ich delikatność. Samych silników? Nie, ale już turbiny, które są coraz większe i coraz bardziej precyzyjne, pracują coraz krócej, bo nie są w stanie prawidłowo działać pod wielkim obciążeniem. Poza tym wszystkie inne elementy są odchudzanie i cieniowane.

Nie, nie ze względu na ekologię, tylko dlatego, że tak jest taniej. A diesel w swojej naturze jest zdecydowanie mało delikatnym pojazdem i to się nijak jedno z drugim nie skleja. Osprzęt jest wyżyłowany tak, że dotarł już do granic swojej wytrzymałości. Mówiąc inaczej – nie da się rozwinąć tej technologii, korzystając z dotychczasowych rozwiązań, a nowych nie ma i nikt nawet się nad nimi nie zastanawia. Wychodzi więc na to, że wyrok na diesla już zapadł i zostanie wykonany za plus minus 20 lat.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.