Odzież motocyklowa musi spełniać normy europejskie – orzekli unijni urzędnicy. Oznacza to, że producenci i dystrybutorzy będą zobowiązani dopilnować, by oferowane przez nich kurtki, spodnie i inne akcesoria miały odpowiedni certyfikat.

Do tej pory wymóg posiadania odpowiedniego certyfikatu unijnego dotyczył tylko motocyklowych kasków. Powód był prosty – tylko ta część ochrony osobistej motocyklisty wymagana była przez unijne prawo. Unijne instytucje badały także motocyklowe rękawice, buty i ochraniacze.



Sytuację chętnie wykorzystywali nieuczciwi importerzy i sprzedawcy, którzy, wykorzystując niewiedzę klientów, jako motocyklowe sprzedawali kurtki ze świńskiej skóry lub grubego ortalionu.

RST ADVENTUREII (2)Nowe przepisy określają, że każda część ubioru, więc także i kurtki czy spodnie, musi teraz posiadać stosowny certyfikat – ma to być jednym z warunków dopuszczenia produktu do sprzedaży.

Nowe regulacje mają w założeniu ukrócić nieuczciwe praktyki niektórych sprzedawców, którzy oferują bezwartościową pod względem bezpieczeństwa odzież pochodzącą z niewiadomych źródeł.

Spodnie Dane Nyborg (3)Potwierdzeniem zgodności z unijnymi normami ma być specjalna etykieta umieszczona wewnątrz ubrania. Podobnie jak w przypadku butów czy ochraniaczy będzie tam wyszczególniony stopień ochrony biernej – w zależności od zastosowania dotyczący odporności na ścieranie lub uderzenia.


Nowe rozporządzenie nie oznacza, że motocykliści będą zobowiązani do używania wyłącznie certyfikowanej odzieży. Wymagania dotyczą wyłącznie podmiotów gospodarczych, które wprowadzają taką odzież na rynek.

2 KOMENTARZE

  1. Chyba dzieci urzędasów weszły na rynek pracy i stąd pilna potrzeba certyfikowania wszystkiego co wymyślą.
    Skuteczniejszym działaniem jest eliminowanie podróbek i zapobieganie ich wprowadzania w detal, ale to tytaniczna praca więc lepiej nachapać się za certyfikat a my potem i tak w cenie wyrobu za to wszystko zapłacimy.

  2. Każda odzież powinna być badana przez producenta pod względem odporności na wszelkie zdarzenia, jakie mogą się wydarzyć w trakcie „niezamierzonej utraty kontaktu z motocyklem podczas jazdy”. Więc potwierdzenie, że taki strój spełnia jakieś tam określone normy bezpieczeństwa powinno być tylko formalnością. Gorzej jeżeli producent nie wie, jak się taka odzież w sytuacji awaryjnej zachowa (bo tak mu się wydawało, że powinno być OK, hipotetycznie), lub co gorsza wie, a mimo to nadal sprzedaje taki szajs. Certyfikowanie odzieży motocyklowej nie jest poza tym żadną nowością, bo wiele ubrań (nawet polskich budżetowych „producentów” takie oznaczenia na metkach stosuje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!