Gdy byłem początkującym motocyklistą, zima była dla mnie momentem refleksji i przemyśleń egzystencjonalnych. W sezonie nic innego nie interesowało mnie tak, jak jazda motocyklem. To ona trzymała mnie przy życiu i o niej ciągle myślałem. Gdy spadł śnieg zaczynałem myśleć o tym, czy dożyję do kolejnej zimy, przypominając sobie sytuacje z gatunku tych o mały włos, których doświadczyłem w minionym sezonie. Żeby zakończyć te rozterki, postanowiłem wprowadzić kilka żelaznych zasad do mojej jazdy, które – po ćwierci wieku na motocyklu – uważam za niezwykle skuteczne.
1. Nie widzę, nie jadę
Nie ma jazdy na pałę. Jeżeli wyprzedzam, to muszę mieć pewność, że w nic nie trafię, że się zmieszczę, że nic mi nie wyjedzie. Nie zmieniam pasa wyskakując zza tira wprost w stojący w korku, do skrętu w prawo, na prawym pasie pojazd. Za każdym ślepym zakrętem może czaić się przeszkoda. Nie widzę wolnej drogi, nie jadę w ciemno. Nie ma odstępstw od tej zasady.
2. Rezygnacja z manewru przy najmniejszej wątpliwości

Jeżeli jakiś głos wewnętrzny szepnie mi, że może dany manewr nie jest dobrym pomysłem, odpuszczam. Jakakolwiek wątpliwość rozpatrywana jest w trybie natychmiastowym na tak, co skutkuje przerwaniem manewru.
3. Zwalniam przed skrzyżowaniami

Nie chodzi o to, że panicznie hamuję, ale odpuszczam gaz i skupiam się na skanowaniu drogi podporządkowanej w poszukiwaniu pojazdu, który mógłby mi wjechać pod koła. Ta zasada dotyczy także skrzyżowań, na których mam zielone światło. Jeżeli widzę stojące auto, zakładam, że może ruszyć i jestem na to gotowy. Patrzę też na przednie koła pojazdów, czy są skręcone w moją stronę. Takie z ustawionym kierunkiem jazdy zbieżnym z moim traktuję jako dodatkowe niebezpieczeństwo.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
4. Jak najdalej od zagrożeń

Gdy coś mi się nie podoba – pieszy idący zygzakiem, auto jadące zbyt szybko pasem włączającym się do ruchu, ciężarówka wioząca chyboczący się ładunek – omijam szerokim łukiem. Dalej od potencjalnego zagrożenia, to więcej czasu na potencjalnie potrzebną reakcję.
5. Zawsze zwracam uwagę na to po czym jadę

Ciemniejsza plama na asfalcie, albo ciemny pas ciągnący się kilometrami. Białe pasy przejść dla pieszych, czy pasów rozdzielających kierunki jazdy. Świecąca się w słońcu, wyślizgana jezdnia na zakręcie. Mokra plama, czy kałuża na prawym pasie. Głęboka wyrwa, ubytek asfaltu. Rozsypany żwir czy piasek na winklu. Wyciśnięty kołami tirów asfalt formujący się we wzdłużne fale Dunaju. To tylko kilka zagrożeń czyhających pod kołami naszego motocykla. Jadąc, nieustannie skanuję podłoże w poszukiwaniu tego typu anomalii, szczególnie w miejscach, w których zmieniam prędkość lub kierunek jazdy.
6. Zawsze ubieram się jak na wypadek

Kiedy wsiadam na motocykl, zawsze zastanawiam się, co by było, gdybym się dzisiaj wygrzmocił. Czy chciałbym się wywrócić w takim ubraniu jak dzisiaj. W sezonie mam czerwoną pręgę od paska kasku z podwójnym D, zapiętego mocno pod szyją.
7. Skanowanie zagrożeń ważniejsze od znaków

Większą uwagę podczas jazdy poświęcam szukaniu realnych zagrożeń niż czytaniu znaków. W naszym kraju są ich miliardy, rozpraszają, gdy człowiek się na nich skupia, robi się niebezpiecznie. Wolę dostać mandat za niedostosowanie prędkości do znaku, niż dochodzić wypłaty odszkodowania z OC sprawcy. Bo przecież miałem pierwszeństwo i jechałem z przepisową prędkością, ale nie zauważyłem pana w kapeluszu wyjeżdżającego mi pod koła z podporządkowanej…
Czy dodalibyście coś od siebie do tej listy?

I najważniejsze: Brak zaufania do innych kierowców. Głównie dlatego jeszcze żyję. A okazji było wiele na tamtą stronę.
Pieknie :)