Ratunek dla sprzęgła
Po drodze spotykam motocyklistę z Bukaresztu. Łamanym angielskim tłumaczę co się dzieje, pytam gdzie warsztat i czemu tak daleko. Podczas rozmowy wychodzi na jaw mój błąd: okazuje się, że to, co kiedyś wziąłem za wyciek z pompy hamulcowej tylnego koła, było w rzeczywistości wyciekiem z pompy sprzęgła.
W deszczu zjeżdżamy na sam dół, ponoć jest tam stacja. W połowie drogi zatrzymujemy się na zdjęcia, takiej okazji nie przegapię. Ruszyć z górki to nie problem – odpalam z drugiego biegu z rozpędu i jadę, cyrk, cyrk na kółkach. Na samym dole faktycznie stacja, kupuję ostatni DOT4, ładuję na maksa i pompuję, wyciek jest solidny, ale sprzęgło puchnie.
Na stacji podchodzi do mnie podpita grupa czterech osób, pytają się czy mam problem. W sumie to widać go z daleka po plamie. O dziwo – nie chcą nas okraść, zabić też nie, informują gdzie znajduje się najbliższy możliwy warsztat, pokazują hotel, który znajduje się obok i radzą byśmy niczego nie zostawiali na motocyklu bo kradną. A właśnie że nie kradną, mogli ukraść w Bukareszcie motocykl z kuframi i kaskami, a nie ukradli. Korzystamy z rad i idziemy do hotelu. Tam role się odwracają i my pomagamy trzem Słowakom na motocyklach znaleźć nocleg i odradzamy jazdę na Szosę Transfogaraską o tej godzinie.
Następnego dnia awaria jest już usunięta, sprzęgło działa. Hurra! Kapie bo kapie, mam dużo płynu. Tyle nerwów przez bzdurę… Jedziemy dalej, na wszelki wypadek skracamy wyprawę o 3 dni, udajemy się, już bez zwiedzania rumuńskich zamków, do Budapesztu. Cała droga bez przygód, kierowcy ciężarówek bardzo mili i pomocni, dają znaki abym nie wyprzedzał, gdy nie ma możliwości. Wielu kierowców ostrzega przed policją, taka jazda to przyjemność.
Granica Węgier, źle trafiliśmy, ehhh który to już raz. Wjeżdżamy na jakąś wiejską granicę, a obok autostrada. Jeśli ktoś nie widział Budapesztu, niech sobie wpisze to miasto w kolejności do zobaczenia na równi z Wiedniem i Pragą. Można patrzeć na nie przez cały czas, brak zakazu picia alkoholu w mieście polepsza tylko sytuację. Zwiedzamy miasto i udajemy się na spoczynek, kupujemy alkohole i wracamy… znów zwiedzać miasto.

Wszystko fajnie,ale jechać w trasę kilka kkm z jakimkolwiek wyciekiem? Ech,uroki młodości:)
Jak autor wspomniał dobranie odpowiedniego towarzystwa (wspólnych ziomków) do podróży pół sukcesu. Raz pojechałem z kimś kogo wcześniej nie znałem w trasę. Szkoda nerwów każdy ma inny styl jazdy inne prędkości przelotowe, więc dobrane towarzystwo musi być odpowiednie. Z ekipą,z którą byłem w Pradze aż chce się jeździć :-)
Fajny wyjazd :) I do tego z przygodami :)
Gratulacje:)
Przed komentowaniem o strzelaniu polecam lekturę MSZ na temat danych państw, aby nie było kolejnych nieporozumień co do opisów, bo robi to widzę niemały problem. :)
https://polakzagranica.msz.gov.pl/Republika,Kosowa,XKX.html
Zajebista wycieczka , tylko ten kolega na GSF – sierota jakaś nieogarnieta…