Za każdym razem gdy pomyślę o Mazurach, mam przed oczami ogromną różnorodność widoków i atrakcji, którymi ten region raczy swoich gości. Pierwsze mazurskie skojarzenia w znakomitej większości lasy, grzyby, jeziora i żeglarstwo. Ja do tej listy dodam jeszcze jedną pozycję: ogrom dróg stworzonych jakby dla nas, motocyklistów.

Winkle ciasne i ślepe, szerokie i otwarte. Znajdziesz tu wszystko co potrzeba motocykliście do szczęścia (no może z wyjątkiem górskich przełęczy, które też kochamy), a do tego nacieszysz oko pięknymi krajobrazami, poczujesz wspaniałe zapachy natury i zasmakujesz smacznej kuchni. Krótko i zwięźle – poczujesz wolność jeżdżąc tutejszymi drogami motocyklem.

Krutynia – malownicza mazurska rzeka, którą w sezonie spływa niezliczona liczba kajakarzy

Tym razem wybrałem się na Mazury z Piotrkiem, serdecznym kolegą, który po latach ujeżdżania ścigów postanowił zaznać czegoś innego w motocyklizmie i zapragnął poczuć klimat turystyki motocyklowej.

Ruszamy w sobotni poranek. Już za Przasnyszem wyraźnie zaczyna zmieniać się krajobraz – jest jakby bardziej zielono i kręto. W Chorzelach odbijamy na Myszyniec (droga wojewódzka 614), żeby skosztować sporej ilości dość szybkich i szerokich winkli uzbrojonych na sporych odcinkach nowiutką nawierzchnią. Ten przedsmak mazurskich dróg zawsze mnie nakręca. Dlatego za Rozogami odbijamy w lokalne drogi, którymi docieramy w okolice Krutyni – malowniczej rzeki, na której w sezonie tłoczą się kajakarze. My podczas postoju widzimy tylko jeden kajak – czuć lato się tu kończy!

W okolicy Ukty, kierujemy się do Kadzidłowa. Stajemy tam na szybką kawę w Oberży pod psem – dojazd do restauracji jest co prawda po szutrze, ale moim zdaniem przejedzie nim każdy motocykl. Smaczna kawa i sąsiedztwo Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie powodują, że mimo że jest wrzesień ludzi nie brakuje. Sam park dzikich zwierząt to atrakcja raczej dla rodzin z dziećmi.

Reszel – miejsce spalenia na stosie ostatniej czarownicy

Z Kadzidłowa startujemy ponownie lokalnymi drogami – cel: Reszel. Po drodze cieszymy się, że mamy mega farta, bo zgrabnie lawirujemy między przewalającymi się na niebie deszczowymi chmurami. Radość nie trwa długo. Na zmianę, raz na mokro, zaraz po suchym, dojeżdżamy na reszelską starówkę, pstrykam kilka zdjęć i pada mi bateria w aparacie. Tym samym nie udaje mi się zrobić fajnego szerokiego ujęcia zamku, w którym jak głosi legenda, w 1811 spalono na stosie ostatnią czarownicę w Europie, Barbarę Zdunk.
Bateria ląduje w powerbanku, a my lecimy dalej.

Szybki postój pod Sanktuarium w Świętej Lipce – doganiają nas opady. Ujeżdżamy dosłownie kilkaset metrów i zaczyna lać. Nie powiem cieszy mnie ten deszcz – w końcu mam okazję przetestować jak sprawuje się w takich warunkach zestaw Held Hakuna II i Matata II. Zmiana garderoby na przystanku autobusowym – Piotrek wskakuje w moją przeciwdeszczówkę, a ja wpinam membrany. I w drogę, mimo rzęsistego deszczu.

Do byłej kwatery Hitlera w Wilczym Szańcu koło Kętrzyna dojeżdżamy po solidnej ulewie, a mimo to pod kombinezonem mam sucho. Zwiedzanie Wilczego Szańca kosztuje 15zł +2zł za parking dla motocykli. Wysadzone bunkry, obszar jaki zajmuje kwatera i niezliczona ilość korytarzy, tuneli i zakamarków pokazuje to jak ważnym obiektem był ten teren dla III Rzeszy pod koniec wojny. Takie samo wrażenie odniesiesz odwiedzając bunkry w Mamerkach. Dla miłośników historii i militariów znajdzie się tu wiele atrakcji.

Trygort – Góra Wiatrów. Smacznie nakarmią i pozwolą wypocząć w sielskich okolicznościach przyrody

Z Wilczego Szańca i Mamerek udajemy się do Góry Wiatrów w Trygorcie. Jedno z moich ulubionych miejsc na obiad zawsze gdy jestem na północy Mazur. Tym razem rozczarowało godzinnym oczekiwaniem na podanie zupy. Na drugie danie już się nie decydujemy. Wolimy pojechać do Sztynortu gdzie decydujemy się zanocować. Wieczór upływa przy złocistym trunku, koncercie szantowym i rozmowach.

Rano śniadanie, ostatni rzut oka na Jezioro Sztynorckie i tutejszy port. Pierwszy przystanek, czyli obowiązkowa kawa w drodze, wypada nam w Giżycku. Gdy docieramy nad Kanał Łuczański mamy okazję zobaczyć jak pracuje obrotowy XIX-wieczny most. Ręcznie zamykanie i otwieranie konstrukcji ważącej około 100 ton, dzięki systemowi przekładni, zajmuje operatorowi 5 min. Jestem pod wrażeniem! W sezonie letnim przeprawa zamykana jest dla ruchu kołowego według ustalonego dziennego rozkładu Żeglugi Mazurskiej. Pozwala to wodniakom na przepłynięcie kanału, o różnych porach dnia. U operatora z kolei, możesz przybić pamiątkową pieczęć jako potwierdzenie obecności na tej nietuzinkowej konstrukcji.

Dochodzi południe. Z Giżycka, jedną z moich ulubionych tras, docieramy w okolice Rucianego. Najpierw DW 643, potem kawałek DK16, żeby w Mikołajkach wskoczyć na DW 609 w kierunku Starych Kiełbonek. Piotrek odłącza się na rozstaju dróg i wraca do domu, a ja kieruję się na resztę dnia na zachód, żeby zobaczyć kawałek Warmii.

Granica Warmii i Mazur – widać nadchodzącą jesień

Warmińskie krajobrazy są inne niż te mazurskie. Więcej jest tu przestrzeni mam wrażenie. Gęste lasy ustępują rozległym łąkom i polom. Nadal trafiasz na jeziora, jednak już nie tak spektakularnie wielkie jak te mazurskie – bardziej kameralnie tu, to prawda.
Jednym z miejsc gdzie z całą pewnością można się zrelaksować siedząc dookoła sadów pełnych jabłoni jest Kwaśne Jabłko. Możesz tu w spokoju i pełnym chilloucie skosztować produkowanego na miejscu cydru. Jest opcja noclegu, a w sezonie letnim, w w letniej kuchni, gospodarz – fan włoskiej pizzy przygotowuje ją dla swoich gości.

Szybką wizytę na Warmii kończę w Morągu, gdzie łapię się z dawno niewidzianym kolegą – wraca akurat swoim BMW znad morza. Przy obiedzie omawiamy podróżnicze doświadczenia trwającego sezonu i planujemy kolejne. Jednak wrzesień zdaje się rządzić swoimi prawami – czuć wyraźnie, że dzień zrobił się krótszy i przyszła pora na drogę powrotną. Ten rok jest obfity w wyjazdy, a jak do tej pory nie miałem okazji na spokojnie pojeździć po Mazurach. Dlatego cieszę się, że mogłem w końcu zaplanować ten pełny w atrakcje weekend.

Ciekawie wystylizowany przystanek autobusowy w Skajbotach to interesujący element warmińskiego krajobrazu

Mazury i Warmia motocyklem – galeria

1 KOMENTARZ

  1. Niestety jazda po wąskich i krętych ślepych drogach może być niebezpieczna przy spotkaniu Passerati 1,9 TDI jadącego z przeciwnego kierunku z dużą prędkością środkiem tej uroczej dróżki. Lokalesi właśnie tak tam śmigają

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.