Pan Roman z Łodzi ma 75 lat i nietypowe hobby. Od lat chodzi po mieście z kamerą i nagrywa wykroczenia popełniane przez kierowców. Ma na koncie już ponad 4000 zgłoszeń, a miałby więcej, gdyby miejscowi policjanci mieli czas na ich analizę.
Słynny już łódzki „łowca kierowców” kiedyś był kioskarzem. Po przejściu na emeryturę został samozwańczym szeryfem. Najpierw chodził po mieście i jeździł komunikacją uzbrojony w aparat fotograficzny, a z czasem dorobił się kamery video. Od 14 lat dba – w swoim mniemaniu – o bezpieczeństwo mieszkańców miasta.
Jak sam mówi, kiedyś bardzo zirytował się, że nie może przejść po zastawionym samochodami chodniku i to właśnie skłoniło go do podjęcia tej społecznie pożytecznej działalności. Jego uwadze nie ujdzie źle zaparkowane auto, przejazd na czerwonym świetle czy kierowca bez zapiętych pasów i z telefonem przy uchu.
Pan Roman jest na komendzie niemal codziennie, do tej pory złożył ponad 4000 donosów. Kiedyś zasypywał wręcz łódzkich policjantów zgłoszeniami, obecnie ma z nimi dżentelmeńską umowę na góra pięć dziennie. Po prostu funkcjonariusze nie są w stanie przerobić większej ilości bez zaniedbywania innych obowiązków.
Są to natomiast donosy wysokiej jakości – korzystając ze wskazówek policjantów, zmotywowany senior wykonuje odpowiednie ujęcia twarzy, tablic rejestracyjnych i tła. Dba też o wyraźną datę i godzinę na nagraniach. Wobec takich materiałów dowodowych mało kto ma szansę uniknąć wezwania na komendę w celu złożenia wyjaśnień i przyjęcia mandatu. Wiele z tych spraw trafia później do sądu.
Bądź jak pan Roman! Albo lepiej nie bądź…
