Driftowanie na zaśnieżonym parkingu marketu do tradycyjna zimowa zabawa wielu polskich kierowców, zwłaszcza młodych. Kiedyś policja traktowała to z pobłażaniem, ale obecnie sytuacja jest zupełnie inna. W zależności od kwalifikacji czynu, można dostać mandat w wysokości od 200 do 2000 zł. Do tego dochodzi duża liczba punktów karnych, nawet 15, więc łatwo o utratę prawa jazdy, jeżeli mamy już na koncie kary za inne wykroczenia.
Parking pod marketem to zazwyczaj strefa ruchu, więc obowiązują tam te same zasady co na drodze publicznej. Kierowcy tłumaczą drift jako „kontrolowaną jazdę” i test panowania nad pojazdem, jednak policja zwraca uwagę, że to zachowanie zawsze niesie ryzyko. Nawet gdy parking jest pusty, pojawienie się pieszego, innego auta albo zwykła utrata kontroli może doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji. Jednocześnie przepisy są na tyle szerokie, że funkcjonariusze mają dużą swobodę w ocenie czynu — i to właśnie dlatego mandaty potrafią tak mocno się różnić.

Surowa kwalifikacja: 1000-2000 zł i 15 punktów
Najbardziej restrykcyjne podejście wynika z art. 86 § 1 Kodeksu wykroczeń, czyli spowodowania zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Policjant stosuje ten przepis wtedy, gdy uznaje, że drift stworzył realne zagrożenie — na przykład odbywał się na drodze, wśród innych pojazdów, obok pieszych lub w sposób wyraźnie niekontrolowany. W takim przypadku mandat wynosi co najmniej 1000 zł, a przy poważniejszych okolicznościach 2000 zł. Do tego dochodzi 15 punktów karnych, czyli maksymalna wartość przewidziana za tego typu zachowanie.
Łagodniejsza opcja: 200 zł i również 15 punktów
W wielu miastach policja sięga jednak po inną podstawę prawną, czyli kod A-09 w ewidencji punktów. Obejmuje on używanie pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu osoby znajdującej się w pojeździe lub poza nim. To również kończy się 15 punktami, ale podstawa mandatowa jest inna — zwykle art. 98 KW lub art. 97 KW. Dzięki temu policjant może nałożyć znacznie niższą karę finansową, np. 200 zł, ale wciąż aż 15 punktów karnych. Dzieje się tak wtedy, gdy manewr oceniany jest jako lekkomyślny, ale nie stwarzający realnego zagrożenia. Pusta przestrzeń, brak pieszych i kontrola nad pojazdem często prowadzą do takiej właśnie kwalifikacji. Śledząc policyjne komunikaty o zatrzymaniach „śnieżnych drifterów” w różnych regionach Polski, przewija się wspomniany zestaw 200 zł/15 punktów.
Kiedy sprawa trafia do sądu
Zdarza się, że sytuacja wymyka się poza ramy mandatu. Jeśli drift doprowadził do kolizji, odbywał się w obecności ludzi albo funkcjonariusze uznali zachowanie za szczególnie ryzykowne, stosowany jest art. 86 § 3 KW. To otwiera drogę do postępowania sądowego, w którym grzywna może sięgnąć 30 000 zł, a dodatkowo możliwe jest orzeczenie zakazu prowadzenia pojazdów. Takie przypadki nie są częste, ale zdarzają się.

Wszystko zależy od kwalifikacji
Różnice w wysokościach kar nie wynikają ze szczęścia, tylko zależą od oceny policjanta. Ten sam manewr może zostać uznany za błąd, za niebezpieczne zachowanie lub za realne zagrożenie. Przepisy pozwalają na szeroką interpretację, dlatego kierowcy muszą liczyć się z bardzo różnymi konsekwencjami. Jeśli ktoś naprawdę chce ćwiczyć jazdę w poślizgu, znacznie bezpieczniejszym i rozsądniejszym rozwiązaniem pozostają legalne treningi na torach i płytach poślizgowych. Tam drift jest sportem i legalną zabawą.
