Falstart rewolucji w motoryzacji? Statek przewożący auta elektryczne wciąż płonie

-

Z czysto inżynierskiego, ale też użytkowego punktu widzenia, napęd elektryczny góruje nad spalinowym. Dużo efektywniej zamienia energię na ruch (sprawność powyżej 90%), ma prostą budowę, wysoki moment obrotowy o korzystnym przebiegu i miejscowo nie generuje zanieczyszczeń. Wisi nad nim jednak ogromy cień, który może całkowicie pogrzebać „elektryczną rewolucję”. Są nim baterie, które nie dość, że nie są w stanie zapewnić satysfakcjonującego zasięgu i rozsądnego czasu ładowania, to jeszcze stwarzają wysokie ryzyko trudnego do ugaszenia pożaru.

Kilka dni temu u wybrzeży Holandii zapalił się frachtowiec Fremantle Highway. Statek przewoził niemal 4000 samochodów, z czego prawie 500 elektrycznych. Zginął jeden członek załogi, a pożaru nie udało się ugasić do dzisiaj. Holenderskie służby odholowują właśnie płonącą jednostkę w głąb Morza Północnego, gdzie z dala od szlaków żeglugowych prowadzone będą dalsze działania. Według armatora oraz straży przybrzeżnej najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru był wybuch akumulatora w jednym z aut z napędem elektrycznym. 

Straty finansowe, które pójdą zapewne w grube setki milionów dolarów, to niejedyne pokłosie tego wypadku. To kolejny powód by sądzić, że szumnie zapowiadana „elektryczna rewolucja” popełniła gruby falstart. O ile bowiem potrafimy już budować niezawodne i bardzo sprawne silniki elektryczne, to technologia baterii za nimi nie nadąża. Najpopularniejsze obecnie akumulatory litowo-jonowe bardzo dobrze sprawdzają się w urządzeniach elektronicznych. Niestety w przypadku baterii o większej pojemności, stosowanych w rowerach, motocyklach i autach z napędem elektrycznym, zadziwiająco często dochodzi do ich samozapłonu. 

Ustawa zabraniająca greenwashingu. Producenci pojazdów elektrycznych mogą mieć problem

Na własne ryzyko

Producenci ogniw i specjaliści z branży uspokajają, że w przypadku prawidłowo używanej i ładowanej baterii ryzyko pożaru jest minimalne. Rzeczywistość pokazuje jednak co innego. Pojazdy z napędem elektrycznym, od hulajnóg po auta, regularnie płoną. Co więcej, ze względu na specyficzną, „samonapędzającą się” naturę tych pożarów, są one bardzo trudne do ugaszenia. Pozostaje w zasadzie tylko odizolowanie płonącej baterii od otoczenia i pozwolenie na jej samoczynne wypalenie się. Będąc uczciwym należy zaznaczyć, że pojazdy spalinowe, w tym pozornie nowe i sprawne, również od czasu do czasu płoną. Skutki tych pożarów są jednak znacznie mniej dokuczliwe.

Falstart rewolucji w motoryzacji? Statek przewożący auta elektryczne wciąż płonie

Wbrew zachętom i zaleceniom władz, wielu właścicieli budynków i innych obiektów zakazuje wjazdu pojazdom elektrycznym, mimo że ze względu na miejscową bezemisyjność wydają się one stworzone do poruszania się na terenie zamkniętych obiektów. Niedawno głośna była sprawa „strefy wolnej od EV i LPG” na parkingu podziemnym stołecznego kompleksu basenów Warszawianka, ustanowiona zresztą na wniosek Państwowej Straży Pożarnej. Inny przykład – norweski armator zakazał wjazdu elektrykom na pokłady swoich promów. Nietrudno się domyślić, że widząc spustoszenie, jakie jedno płonące auto wywołało na statku Fremantle Highway, takich zakazów może być znacznie więcej.

Może czas przyznać, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na pełne przejście na napęd elektryczny? Że ustalony przez unijne władze termin zakazu sprzedaży nowych aut spalinowych jest niemożliwy do utrzymania? Mamy poważny problem i nie jest nim sam napęd – jeśli technologia baterii nie ruszy do przodu, będziemy mogli jeździć pojazdami EV tylko w otwartej przestrzeni i z ciągłą świadomością ryzyka pożaru. To jednak mało zachęcające. 

Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

17 KOMENTARZE

  1. Clickbitowy artykuł, przecież paliwo w spalinowych samochodach na tym statku też się pali, tak samo jak tworzywa sztuczne z których wykonane są samochody. “Artykuł” jest tendencyjny oraz nierzetelny.

    • “Przeoczyłeś” drobny szczegół, że elektryk zapalić się może “sam z siebie” na postoju, co zresztą jest podane w artykule jako najbardziej prawdopodobna przyczyna pożaru.

    • Co Ty piep….sz? Paliwo się pali ale trzeba je najpierw zapalić, a akumulator zapala się sam z siebie i ugaszenie spaliniarza to trochę piany i po krzyku. A elektryk? Gaszenie kilka godzin i topienie w basenach gaśniczych po czym zostaje problem co z tym dalej i czy nie zapali się na nowo.

      • Co ty pier… sz? “Prawdopodobnie” to jest nadużycie z premedytacją. Nie znają przyczyny ale pewnie elektryk.
        Poczytaj co w Norwegii, Belgii tam są przedstawiane rzetelne dane (nie klick-bajty) ile i jakie auta płoną najczęściej.

  2. Pojazdy elektryczne to mzonka. I emitują wbrew pozorom o wiele więcej zanieczyszczeń niż spalinowe, a ich budowa wcale nie jest taka prosta.Przewozone auta mają zazwyczaj prawie puste zbiorniki paliwa właśnie ze względu na bezpieczeństwo transportu. Pomijam też krzywdy moralne jakie ponoszą narody gdzie wydobywany przez dzieci jest min. kobalt…
    A odsuwanie tzw “komina” to żadna ekologia bo ten komin i tak dymi tylko gdzie indziej i bardziej…pozostaje jeszcze kwestia paliw i tu należałoby zadać pytanie ile tak naprawdę jest benzyny w benzynie i oleju napędowego w oleju napędowym plus oszustwo z malopojemnosciowymi silnikami o wielostopniowym doładowaniu…ale to już wypadałoby się znać i mieć pojęcie w temacie żeby pisać artykuły i komentarze.

    • Dodatek biokomponentów do diesla spowodował wzrost zapotrzebowania na oleje roślinne w Europie. Zapotrzebowanie to zaspokajane jest obecnie olejem palmowym, pod uprawę palm wypala się lasy deszczowe… Efekt “ekologiczny” jest ujemny. Ilość problemów natury technicznej generowana przez biokomponenty i wpływające na trwałość silników to oddzielny temat. Oczywiście w UE nie ma nikogo kto by odważył się zakwestionować kierunek w którym zmierzamy. Czyli jak kiedyś ” stoimy nad przepaścią… I robimy wielki krok na przód”

  3. W końcu ktoś napisał prawdę o elektrykach. Pewnie wszyscy zwolennicy elektryków staną murem za swoimi cackami, ale prawda jest taka jak w tym artykule. Dodatkowo jest też problem utylizacji zużytych lub uszkodzonych baterii oraz uszkodzonych samochodów elektrycznych, których każdy boi się dotknac, naprawić w obawie o stan baterii. No i prąd do ich ładowania też nie bierze się z nikąd – zwłaszcza w pl.

  4. Moim zdaniem samochody elektryczne wymrą tak szybko jak przed 2 wojną światową… (Tak, elektryki już były). Wydobycie kobaltu w Afryce to śmierć dzieci, transport rudy do chin kontenerowcami nic z ekologią nie ma wspólnego podobnie jak procesy uzyskiwania kobaltu. Potem akumulator trafia do EU a durny człowiek się cieszy, że jest eko… I teraz ciekawostka – jak EU przejdzie w 100% na EV i energia będzie pochodzić z utopiijnych farm wiatrowych (mało ekologicznych – ale to inny temat) i paneli słonecznych to zredukujemy globalną emisję CO2 o…. 3%%. Tak 3 promile!!!
    Może wodór… Ale też nie wypalił w latach 90tych.

  5. Co za bzdura .Nikt jeszcze nie stwierdził że pożar na statku spowodował samochód elektryczny , a biorąc pod uwagę informacje czołowych instytucji ubezpieczeniowych to liczba płonących samochodów elektrycznych jest porównywalna lub mniejszą od samochodów spalinowych.

  6. Statystycznie spalinowe palą się częściej! Po co zakłamywać rzeczywistość!? To straż pożarna nie nadąża z technologią gaszenia baterii i to ich problem. Że zasięg za mały!? Kolejna bzdura! Co najwyżej za mało stacji ładowania bo UDT działa jak służba zdrowia.

    • tak .I statystycznie też znacznie łatwiej i częściej udaje się je ugasić i nawet przywrócić do użytku. W przypadku elektryka każdy pożar to koniec auta i często budynku w którym garażował.

    • Zahipnotyzowani elektrobzdurami ludzie powtarzają jak mantrę dane statystyczne, o pożarach aut elektrycznych i spalinowych. Jeśli ktoś jest odporny na manipulacje i potrafi uruchomić myślenie, to zauważy kluczowy aspekt stanowiący o niemożności opierania się na tych gołych danych statystycznych.
      Auta spalinowe poruszające się po drogach są zarówno prawie nowe jaki i mające po lat kilkadziesiąt. Są w bardzo dobrym stanie i doprawdy złym. Auta spalinowe, który się zapalają, to w zasadzie zawsze te stare i w złym stanie. Auta elektryczne które się zapalają, ze swej natury są zawsze prawie nowe lub czasem całkiem nowe! Niestety dla elektrofanów, jest na to bardzo proste, techniczne uzasadnienie – akumulatory litowo-jonowe nie znoszą wstrząsów, które to właśnie są destrukcyjne dla nich i mogą prowadzić do reakcji generujących samozapłon. Właśnie dlatego, aut elektrycznych nawet po niewielkiej kolizji w zasadzie nie naprawia się i w “słynnej Norwegii” zapełniają już z wolna szroty!

  7. Statystyka to tylko liczby bo wiadomo że jest wiele więcej spalinowych niż elektrycznych problemem jest na obecną chwilę brak technologi oczywiście skutecznej gaszenia akumulatorów tak dużej mocy

  8. Spekulacje. Oficjalny komunikat mówił jedynie, że “ogień pojawił się w pobliżu jednego z aut”. Wszelkie “prawdopodobnie” z artykułu nie są niczym uzasadnione.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY