Władze Londynu wdrażają kolejny program mający na celu poprawę bezpieczeństwa motocyklistów na ulicach brytyjskiej stolicy. Mimo znacznego spadku liczby śmiertelnych ofiar wypadków w ostatnich latach, jest ona wciąż wysoka.

Inicjatywy londyńskiego biura ds. transportu poprawiające poziom bezpieczeństwa motocyklistów odniosły w ostatnich latach spory sukces. Od 2000 roku liczba ofiar śmiertelnych wśród kierowców jednośladów zmalała o połowę. Plan przewidziany na najbliższe lata zakłada zredukowanie tej liczby o kolejne 40%.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Aktualny program zawiera aż 26 różnorodnych kampanii. Podstawą będzie znaczące zwiększenie budżetu przeznaczanego na poprawę bezpieczeństwa na drogach. Planowane są liczne przebudowy istniejącej infrastruktury drogowej, które mają ułatwić życie motocyklistów. Odbędzie się też kilka intensywnych akcji edukacyjnych, mających zmienić sposób myślenia kierowców aut i ukierunkować je na bezpieczne współdzielenie jezdni z jednośladami.

Pełna wersja programu nazwanego Motorcycle Safety Action Plan dostępna jest tutaj. Władze Londynu mocno wspierają motocyklistów widząc w jednośladach praktyczny indywidualny środek lokomocji i lekarstwo na wszechobecne korki. Chociaż sama specyfika naszych pojazdów wyklucza zerową ilość ofiar, akcje takie jak londyńska mogą zredukować ją do akceptowalnego poziomu. Czekamy na podobne inicjatywy władz polskich miast.

1 KOMENTARZ

  1. Nie lubię bezproduktywnego sarkazmu, ale chciało by się powiedzieć, że możemy im wysłać specjalistów od “poprawiania bezpieczeństwa motocyklistów”, to znaczy ludzi, którzy tutaj co roku na wiosnę zapowiadają pogromy bikerów.

    Mimo statystyk mówiących jak wół, że ponad 75% wypadków motocyklowych jest spowodowanych przez kierowców samochodów, to jednak samorządy i policja uparcie chcą ścigać za nie kierowców motocykli. Przekonanie o tym, że to my jesteśmy wszystkiemu winni jest tak silne, że wierzy w nie nawet wielu motocyklistów.

    Głównie jednak chodzi o to, że jesteśmy jako środowisko łatwą ofiarą dla nagonki. Motocykle są głośniejsze, mają agresywniejszy wygląd, bardziej rzucają się w oczy, a kierwcy to częściej niż w autach (stosunkowo) młodzi mężczyźni. No i mamy winnego. Idiota. Dawca. Szaleniec…

    No i tu jest sedno problemu – w Polsce nie istnieje żadne, powtarzam – ŻADNE lobby motocyklowe. Nikt nas nie broni, nikt o nas nie walczy. Mimo, że w sejmie jest co najmniej kilkunastu motocyklistów, a w korytarzach władzy pewnie dziesiątki.
    Wydawało by się, że mamy swoją reprezentację, ale tu się można tylko roześmiać. Istnieje środowiska typu Kongres, ale są infantylne i żałosne. To obciach kiedy duża struktura zrzeszająca dorosłych (?) facetów po czterdziestce, zamiast walczyć o środowisko, tłucze się o kolory kamizelek.

    Zazdroszczę anglikom. Trzeźwego oglądu, racjonalnych działań i przede wszystkim reprezentacji, która rozumie jak i o co walczyć. Bo za takimi akcjami zawsze ktoś stoi, dlatego warto, żeby stało za nimi środowisko, a nie sezonowi wrogowie motocyklizmu.
    Z poważaniem. J.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here