Motocykle z napędem elektrycznym kojarzą się głównie z zaawansowanymi technicznie, ale dosyć delikatnymi pojazdami, przeznaczonymi do użytku na gładkich asfaltach. Tymczasem wciąż większość świata to rejony, w których użytkowane pojazdy muszą się mierzyć z kiepską jakością dróg albo ich całkowitym brakiem. Jidi to motocykl zaprojektowany w Ghanie, z myślą o eksploatacji trudnych afrykańskich warunkach. Ma wymienne akumulatory i prostą, wytrzymałą konstrukcję.
Nie jest żadną nowością i zaskoczeniem, że Chińczycy bardzo intensywnie działają w Afryce. Chińskie podmioty szeroko współpracują z rządami i firmami z poszczególnych krajów. Dzielą się technologią, budują infrastrukturę… i przy okazji strefę wpływów. Ale to już temat dla polityków, skupmy się na motocyklach.
Jidi – przez Afrykańczyków dla Afrykańczyków
Działająca w Ghanie firma Kofa, zajmująca się produkcją akumulatorów, podjęła współpracę z chińskim wytwórcą pojazdów elektrycznych TAILG. Jej efektem jest motocykl elektryczny Jidi, zaprojektowany w Afryce i zbudowany pod kątem wytrzymałości na trudne warunki eksploatacji.

W przeciwieństwie do wielu innych elektryków, które są często fantazyjnie wystylizowane, tutaj rządzi prostota. Jidi jest wręcz „klockowaty”, oparty na prostej stalowej ramie, którą w razie potrzeby można pospawać na nowo. Motocykl ma także duży prześwit, wytrzymałe zawieszenie, dualowe opony i hamulce z układem CBS. Kanapa jest również bardzo prosta, a w jej tylnej części można dodatkowo umieścić spory kufer-kontener na przewożone towary. Jest to więc pojazd typowo użytkowy.

Ładowanie bez ładowania
Układ napędowy również jest klasyczny, jeśli można już tak mówić w kontekście motocykla elektrycznego. Silnik umieszczony jest centralnie, a tylne koło napędzane łańcuchem. Osiągi jednostki napędowej (3500 W, 45 Nm) odpowiadają mniej więcej klasie 125 cm3, a Jidi jest w stanie rozpędzić się do 85 km/h. Ciekawostką są wymienne baterie Kofa Kore2, zapewniające ok. 100 km zasięgu na jednym ładowaniu. Nie muszą być jednak za każdym razem ładowane przez użytkownika pojazdu, bowiem ghański producent wraz ze swoim chińskim partnerem inwestują w rozwój sieci stacji wymiany baterii. Po rozładowaniu akumulatorów wystarczy podjechać i w kilkadziesiąt sekund wymienić je na pełne.

Motocykl Jidi oczywiście nigdy nie trafi do Europy, natomiast jest przykładem na to, że w innych częściach globu również sporo się dzieje. Tradycyjne motocyklowe potęgi nie są wieczne, jak zresztą wszystko na tym świecie.
