Narzekacie na kary za nielegalne parkowanie w Polsce? Uwierzcie, że u nas w tym temacie to zaledwie przedszkole. Przepisy w niektórych miastach na świecie bywają absurdalne, a w dodatku egzekwowane z pełną bezwzględnością. Np. w Lantanie na Florydzie nie wolno wjechać żadnym z kół na trawnik, nawet na własnej posesji. Kary są astronomiczne, o czym przekonała się niedawno jedna z mieszkanek tej miejscowości.
Sprawa dotyczyła parkowania samochodu w taki sposób, że jego koła częściowo znajdowały się na trawniku, podczas gdy lokalny kodeks miejski w Lantanie dopuszcza parkowanie wyłącznie na utwardzonej nawierzchni. Władze miasta uznały to za naruszenie przepisów porządkowych, mimo że chodziło o teren prywatny. Za każdy dzień naliczały 250 dolarów kary, czyli ok. 1000 zł dziennie. W skali roku dało to ponad 91 tys. dolarów, a więc około 365 tys. zł. Z czasem miasto doliczyło również inne naruszenia związane z utrzymaniem posesji, takie jak stan nawierzchni czy elementów ogrodzenia. Każde z nich było karane osobno. Łączna kwota grzywien urosła do około 165 tys. dolarów, co daje około 660 tys. zł.
Bez odwołania
Właścicielka domu próbowała walczyć z miastem w sądzie. Jej sprawą zajęła się również organizacja Institute for Justice, która argumentowała, że codziennie nakładane kary są rażąco nieproporcjonalne do przewinienia. Spór trafił na poziom stanowy, jednak miejscowy Sąd Najwyższy (Florida Supreme Court) odmówił nawet samego rozpatrzenia skargi. Ta decyzja oznacza pozostawienie w mocy wszystkich naliczonych grzywien i definitywne zamknięcie drogi prawnej.
Mój trawnik, moja sprawa? Niekoniecznie
A jak wygląda sytuacja prawna w Polsce? Zakaz parkowania na trawnikach na terenach publicznych jest oczywistością, choć taką samą oczywistością jest jego nagminne łamanie. Natomiast nie wszyscy wiedzą, że na prywatnych posesjach również nie ma w tej sprawie pełnej dowolności. Jeśli miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego lub decyzja o warunkach zabudowy wskazują obowiązek zachowania określonej powierzchni biologicznie czynnej, parkowanie samochodu na trawniku może być uznane za jej niszczenie. Nie chodzi tu o jednorazowe wjechanie autem, lecz o regularne użytkowanie trawnika jako miejsca postojowego.

Urząd może wtedy stwierdzić, że doszło do zmiany sposobu użytkowania terenu bez wymaganych zgód. Co ważne, nie ma w Polsce automatycznych kar naliczanych „za dzień parkowania”, jak w opisywanym przypadku z USA. Konsekwencji możemy się spodziewać dopiero po kontroli i formalnym postępowaniu. W praktyce dochodzi do nich bardzo rzadko, zazwyczaj na skutek złozonej skargi, np. przez sąsiada zatroskanego o stan zieleni na naszym podwórku.
