_SLIDERTam, gdzie rosną pocztówki. Szwajcarska przygoda z Harley-Davidson Experience Ride

Tam, gdzie rosną pocztówki. Szwajcarska przygoda z Harley-Davidson Experience Ride

-

Windą do nieba

Następny poranek spędzam na dosuszaniu ubrań i butów hotelową suszarką do włosów. Partyzantka, ale skuteczna. Wskakujemy na motocykle i po krótkiej podróży docieramy do Alpnachstadt, gdzie na szczyt góry Pilatus zabiera nas najbardziej stroma kolej zębata na świecie. Przy nachyleniach stoku sięgających 49% mamy wrażenie jazdy windą, a to wciąż zwykły wagonik na torach. Co więcej, w praktycznie niezmienionej technologii skutecznie działa od XIX wieku, prawdziwy cud inżynierii. Sam szczyt niestety tonął w chmurach i był ostro smagany wiatrem, więc poza smacznym obiadem w znajdującym się tam hotelu nie przywieźliśmy szczególnych wspomnień. Na dole przywitał nas Martin, kolejny motocyklowy przedstawiciel miejscowej turystyki, który poprowadził nas w kierunku głównej atrakcji wyjazdu – przełęczy Św. Gotarda.

Przełęcz św. Gotarda, Szwajcaria
Przełęcz św. Gotarda, Szwajcaria

Podjazd na przełęcz od strony Andermattu okazał się być w remoncie, więc spędziliśmy trochę czasu w korkach na mijankach, ale towarzyszące im okoliczności przyrody były nieco przyjemniejsze niż w trakcie porannego szczytu w Warszawie. Sama przełęcz przywitała nas porywistym wiatrem i zacinającym deszczem, przy mocno zimowej temperaturze. Zostaliśmy zaproszeni do odwiedzenia znajdującej się tam wykutej w skale twierdzy, która dopiero niedawno została ujawniona i udostępniona turystom. Zawiera koszary i stanowiska artyleryjskie. Widok ogromnej budowli, doskonale umiejscowionej i przemyślanej daje pewną odpowiedź na pytanie, dlaczego od dawna nikt nie pali się do wojaczki ze Szwajcarami.

Przełęcz św. Gotarda, Szwajcaria
Przełęcz św. Gotarda, Szwajcaria

Jak zapewniał nasz przewodnik, zresztą były żołnierz, podobnych budowli jest w kraju na pęczki, a każda dolina może być w każdej chwili ostrzeliwana z wielu kierunków. Szwajcarskie Alpy są wręcz nafaszerowane instalacjami militarnymi, a przy niemal każdej drodze można dostrzec mniej lub bardziej zamaskowane wejście do podziemnego schronu, magazynu lub hangaru. Jak mawiają miejscowi, Szwajcaria nie ma armii, Szwajcaria jest armią. I nie są to nizinne „zielone ludziki”, a raczej pochowane w skałach tolkienowskie krasnoludy. Lepiej z nimi nie zadzierać.

Tuuuuuuuuuunel

Zjeżdżamy z przełęczy słynną Tremolą, czyli przepiękną krętą trasą ułożoną z kostki brukowej. Na nocleg do Andermatt postanawiamy wrócić słynnym tunelem św. Gotarda, którego niedawno oddana do użytku kolejowa odnoga ma ponad 50 km długości. Tunel drogowy ma niby „tylko” 17 km, ale i tak robi wrażenie na zdrowym człowieku. Jego przytłaczające wrażenie potęguje panująca tam piekielna temperatura grubo ponad 30 stopni, która ubranym odpowiednio na lodowatą przełęcz motocyklistom wydaje się jeszcze wyższa. Jesteśmy blisko włoskiego regionu Szwajcarii, więc na kolacji w miejscowej knajpce postanawiamy w końcu odpocząć od sera i pałaszujemy znakomite spaghetti.

Andermatt, Szwajcaria
Andermatt, Szwajcaria

Ostatni dzień wyjazdu rozpoczęliśmy od kolebki szwajcarskiej państwowości. W Altdorfie w kantonie Uri urocza pani przewodnik opowiedziała nam pod pomnikiem Wilhelma Tella burzliwą historię początków tego niezwykłego kraju. Okazuje się, że Niemcy zrobili mocno pod górę nie tylko nam :) Jadąc przepiękną drogą wzdłuż Jeziora Lucerneńskiego docieramy do Brunnen, gdzie zwiedzamy muzeum słynnych szwajcarskich scyzoryków Victorinox i sami mamy okazję pod fachowym okiem specjalisty złożyć jeden z nich. Jemy pożegnalny obiad na tarasie hotelu z oszałamiającym widokiem na góry i jezioro i z żalem ruszamy z powrotem do salonu Harleya oddać motocykle. Tego samego dnia wieczorem jesteśmy już w domu.

Żelazna ekipa

Interlaken, Szwajcaria
Interlaken, Szwajcaria

Kilka słów wypada poświęcić samym motocyklom, którymi mogliśmy podróżować. Electra Glide była naszym okrętem flagowym. Wyposażony w nawigację i pełen zestaw kufrów motocykl upodobała sobie również Adriana, która z pozycji pasażera odbywała pierwszą motocyklową podróż i najwyraźniej złapała bakcyla. Ważące ponad 400 kg monstrum dało się jednak we znaki przy manewrach i zdarzyło mi się je skutecznie położyć przy zawracaniu na stromej drodze. Street Glide jest niby młodszym bratem Electry, ale jest wyraźnie łatwiejszy w prowadzeniu, a jego wielka owiewka była zbawieniem w deszczowe dni. Dostojny Road King z wysoką kierownicą zamykał gamę naszych modeli turystycznych.

Pozostałe trzy motocykle to typowe łobuzy. Na uwagę zasługują zwłaszcza maszyny z serii S, wyposażone w najmocniejsze silniki Harleya, czyli Screamin Eagle Twin Cam 110. Softail Slim S zachwyca surowym charakterem i matowym militarnym malowaniem, które błyskawicznie przykuwa wzrok przechodniów. Z kolei Fat Boy S to typowy osiłek, w dodatku lubiący norweski black metal i uznający wyłącznie czerń. Wymienialiśmy się motocyklami dosyć często, więc miałem okazję poznać różnice między nimi i po raz kolejny byłem w szoku, jak inne od siebie są te maszyny. W charakterze, mocy, prowadzeniu, odczuciu kierowcy… Teraz jeśli znów usłyszę zbiorcze określenie „motocykl typu Harley”, bez wahania będę walił w mordę.

Spacer z widokami

Andermatt, Szwajcaria
Andermatt, Szwajcaria

Cruisery są idealnymi motocyklami na szwajcarskie warunki. Mimo dobrych dróg pełnych zakrętów nie poszalejemy tu na sportach. Miejscowa policja czuwa – choć nie spotkaliśmy wielu patroli, to tolerancja przy przekraczaniu prędkości wynosi 3 km/h, a pierwszy próg mandatowy to ponad 150 zł, potem jest już drastycznie gorzej, z karą aresztu włącznie. Poza tym według mnie szkoda tracić z oczu fantastyczne widoki, jakie oferuje ten kraj, a które zwyczajnie umkną schowanym głęboko za szybą kierowcom.

Szwajcaria jest faktycznie bardzo droga, ale jak zapewniła mnie Adriana przy odrobinie sprytu, kupowania biletów zbiorczych i przeszukiwania promocji nie jest droższa niż inne kraje zachodniej Europy. Samo paliwo jest niewiele droższe niż u nas, więc spokojnie można ruszać motocyklem w zielone doliny. Z pewnością nie będzie to wyprawa typu adventure, raczej relaksacyjny spacer po pięknym parku. Gorąco polecam!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ