Były piekielnie ostre motocykle, był pas lotniska, była świętokrzyska trasa i przepyszny grill. Tak w dużym skrócie wyglądała Polska premiera 3 generacji Suzuki Hayabusy. I ja tam byłem, więc wam wszystko opowiem.
Suzuki, przede wszystkim ogromne podziękowania za zaproszenie i ogromną namiastkę normalności. Ale to mały pikuś przy tym, jak dobrym motocyklem okazała się nowa Hayabusa. Cieszył mnie fakt, że mogliśmy przetestować ten motocykl w bardzo różnych warunkach, dlatego testy rozpoczęły się na lotnisku nieopodal Kielc. Wyobraźcie sobie, że macie do dyspozycji pas startowy o długości nieco ponad 700m, a na jego początku stojącą najnowszą Hayabusę. Czy mogło być lepiej? Zdecydowanie nie.

Cieszy fakt, że wróciła nowa odsłona. Czy na pewno nowa? Dla wielu z was jest to mocno kontrowersyjny temat, ale osobiście twierdzę, że w dobrym, kultowym wydaniu mamy napakowany do granic możliwości nowinkami technologicznymi oraz elektroniką motocykl. Ale dobra, dobra. Na test Hajki przyjdzie czas i wszystkiego się o niej dowiecie.

Przywitani briefingiem zapoznajemy się nieco z Hayabusą na 2021 rok. Ale widząc film prezentujący jej możliwości oraz dane techniczne na papierze, widzę jak Brzoza siedzący obok mnie tupie nogami. Na nic były wtedy jakiekolwiek rozmowy, bo w najbliższej perspektywie czekało na nas zarezerwowane lotnisko nieopodal Kielc i najnowsza generacja Suzuki Hayabusy. Postanowiliśmy nie czekać na Shuttle Bus i prywatnym transportem udaliśmy się w wyznaczone miejsce, którego nie sposób było nie zauważyć chyba nawet z drugiego końca miasta. Powiewające na wietrze banery Suzuki, grająca muzyka i zapach grilla zwiastował świetny dzień.

Korzystając z chwili wolnego czasu przed jazdami, bacznie przyglądamy się innym uczestnikom premiery i zamieniamy kilka słów z Krzysztofem Miruciem oraz Damianem Janikowskim. Widząc buzujące w nich emocje i czując zapach palonej gumy w powietrzu wiemy, że Hayabusa zdecydowanie będzie piekielnie mocnym motocyklem. W końcu przyszła na nas pora i mogliśmy ustawić się na początku pasa startowego. Pierwszy rusza Brzoza i po pokonanym slalomie prosi wieżę o zgodę na start. Ale się tutaj dzieje! – komentuje mocno podjarany i zdyszany. Kręcone do granicy obrotomierza motocykle i dźwięk przepinanych biegów za pomocą Quickshiftera zwiastował jedno – ogromna moc i wolny pas startowy zachęcał wszystkich do bicia rekordów prędkości. W końcu przyszła moja kolej i w zasięgu wzroku pozostaje tylko długość pasa oraz czekająca z flagą hostessa. Teraz znowu wiem i czuję, dlaczego pokochałem Hayabusę. Stało się to bez spoglądania na prędkościomierz. Nawet nie było kiedy…

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na trasę wycieczkową, która niestety przez remonty była częściowo słaba. Koparki, światła, piach i dziury towarzyszyły nam przez kilka kilometrów, ale po dojechaniu do punktu widokowego, w końcu mieliśmy okazję sprawdzić nową Hayabusę na fantastycznych i jakże okazałych drogach województwa świętokrzyskiego. Podróżując z nieco szybszą prędkością w przepięknych okolicznościach utwierdzam się po raz kolejny, że fakt sprzedaży mojej prywatnej Hajki był nietrafiony.

Muszę się wam szczerze przyznać, że to była naprawdę udana premiera, którą skradł fenomenalny motocykl. I o to w tym chodziło. Niebawem na naszym kanale na YouTube ukaże się film z tego wydarzenia, a i w niedalekiej przyszłości do naszej redakcji zawita nowa Hajka na testy. Wyczekujcie koniecznie!

