Z pewnością ważna jest także rozsądna ocena grupy, w jakiej jeździmy. Trzeba wiedzieć jakim ogumieniem dysponują inni członkowie grupy, jakie mają doświadczenie. Zwłaszcza ta ostatnia informacja może okazać się kluczowa – statystyki policyjne mówią, że najbezpieczniej jeżdżącą grupą motocyklistów są ci ze stażem co najmniej pięcioletnim. Najczęściej w wypadkach uczestniczą motocykliści jeżdżący trzeci sezon.
R.B.: Skąd taka prawidłowość?
P.L.: Wyjaśnienie jest bardzo proste – po ostrożnym przejeżdżeniu dwóch sezonów bez kraksy, motocyklista nabiera złudnej pewności i to go pogrąża.
Recepta na nieszczęście jest znana: to zbyt duża pewność siebie, chęć rywalizacji i brak koordynacji tych cech z własnymi umiejętnościami i specyfiką sprzętu, na jakim się poruszamy. Mówiąc o specyfice mam na myśli cechy takie jak geometria, rodzaj opon, i przede wszystkim przeznaczenie motocykla. A to producent wyraźnie określa – to co możliwe jest na motocyklu enduro, może okazać się niewykonalne na sprzęcie uniwersalnym.
W dzisiejszym świecie reklam, które pokazują i obiecują bzdury, my instruktorzy jesteśmy z jednej strony rozbawieni, z drugiej przerażeni. Widzimy na przykład młodego chłopaka, który pokonuje zakręt schodząc głęboko na kolano. Motocykl nie jest wprawdzie zbyt mocno pochylony, ale najważniejsze, że ze slidera lecą iskry! Ktoś z większym doświadczeniem w siodle nawet ciężkim turystykiem jest w stanie złożyć się znacznie głębiej, mimo, że kolana trzyma przy zbiorniku.
Jeżeli dla kogoś celem jazdy na motocyklu jest przycieranie sliderami o asfalt, niech jedzie na tor i tam ćwiczy takie ewolucje. Tor oferuje znacznie wyższy poziom bezpieczeństwa, bardziej przyczepny asfalt. Z pewnościę będzie to lepsze rozwiązanie niż ćwiczenie sportowej jazdy na drodze publicznej – na przykład na zakopiance w okolicach Chabówki. To miejsce pochłonęło już wiele ofiar.
R.B.: W jednej z prac konkursowych pojawił się termin fiksacja. Czy mógłbyś go wyjaśnić?
Można się zafiksować na dwa sposoby. Pierwszy to dać się wciągnąć w ryzykowną jazdę ze ścigantami – oni jadą bardzo szybko, my próbujemy za nimi nadążyć, ale brakuje nam umiejętności lub odwagi, często też motocykl, którym się poruszamy jest zupełnie z innego świata. Jazda na granicy własnych możliwości to proszenie się o katastrofę.
Druga fiksacja to ta na przeszkodzie – na czymś co nagle zobaczymy. Na przykład: wjeżdżam zbyt szybko w zakręt i nagle orientuję się, ze mam zły tor i mogę uderzyć w barierkę. Wtedy, zamiast się ratować, pochylić maszynę jeszcze bardziej używając przeciwskrętu i patrzeć tam, gdzie mam jeszcze szansę przejechać, koncentruję się na barierce, krawężniku lub na innej przeszkodzie, w którą w efekcie wjeżdżam. Powie wam to każdy doświadczony motocyklista – jedziesz tam, gdzie patrzysz.
Pokonanie fiksacji jest możliwe, ale wymaga doświadczenia i stałych ćwiczeń. My mówimy o tym już podczas szkoleń. Chcemy, aby każdy, kto ukończy nasz kurs był świadom tych zagrożeń i mógł je w porę zidentyfikować. Uczmy się na błędach, najlepiej cudzych – im więcej o takich sprawach dowiemy się podczas szkoleń, tym mniejsza szansa, że popełnimy je sami.


Szkoda, że Pan Piotr Lenczowski na codzien do swoich „madrosci” sie nie stosuje …