Motocyklowy świat kocha mity. Dakar, doładowanie, flat track, prawdziwe lekkie ADV, GS-killer. Marketing potrafi zbudować historię, która sprzedaje emocje lepiej niż katalogowe dane i najpiękniejszy design. Problem zaczyna się wtedy, gdy legenda zaczyna żyć własnym życiem – a oczekiwania rosną szybciej niż realne możliwości maszyny. Oto pięć motocykli, których hype był – moim zdaniem – większy niż realna potrzeba 80% użytkowników. To nie jest ranking złych motocykli, to konfrontacja marketingu z rzeczywistością.
Jako motocyklista jeżdżący od ćwierć wieku, od dwóch dekad pracujący w branży i od nastu lat spełniający się jako motocyklowy dziennikarz, mam objechanych około 500 różnych modeli motocykli. Jestem blisko motocyklowego marketingu, który zderzam z codzienną rzeczywistością i w sumie jest to moja praca. Dlatego też pozwoliłem sobie na popełnienie takiego artykułu, który nie ma na celu obrazić posiadaczy poniższych sprzętów, ani wyśmiać ich producentów, a raczej skonfrontować papkę medialną z realnymi potrzebami kupujących. Zatem lecimy…
1. Honda Africa Twin – duch Dakaru w wersji komfort+

Marketingowy mit: powrót surowego, terenowego wojownika z rajdowym DNA, królowa jest tylko jedna…
Rzeczywistość? Dzisiejsza Honda Africa Twin to motocykl duży, ciężki, wygodny, napakowany niezbyt ergonomicznie sterowaną elektroniką, dostępny z DCT, trybami jazdy i całym pakietem systemów wsparcia. To nie jest już ascetyczna maszyna dla purystów, tylko nowoczesny, zaawansowany turystyk z ambicjami terenowymi.
Tak, potrafi zjechać z asfaltu. Tak, jest stabilna i przewidywalna. Ale masa, gabaryty i cena sprawiają, że w realnym świecie 90% egzemplarzy nigdy nie zobaczy piachu głębszego niż bieżnik opony 90/10.
Do tego problemy z jakością, całki po parkingowych przewrotkach (wyginająca się kołyska ramy), niedomalowane ramy, psująca się elektronika. Ale problem leży też w narracji. Marketing sprzedaje Dakar. Rynek kupuje wygodnego turystyka. Dysonans jest oczywisty. To nie jest motocykl offroadowy, wiem to nazbyt dobrze ciągle podnosząc z ziemi Afrykę Kamila na naszych wyjazdach…
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
2. Indian FTR – instagramowy flattrackowiec

Marketingowy mit: Flattrackowy sportowiec niemal prosto z toru na ulicę.
Wygląd? Dziesięć na dziesięć. Zdjęcia? Obłędne. Hasło „flat track na ulicy”? Chwytliwe. Ale gdy kurz marketingowy opada, Indian FTR okazuje się motocyklem, który bardziej sprzedaje styl niż funkcję. Pozycja nie każdemu pasuje. Zasięg jest przeciętny. Ani to rasowy sport, ani turystyk, ani klasyczny naked. To nie do końca mocny – jak na dzisiejsze czasy – muscle bike. Ciężki, niesterowny, zwalisty, potrzebujący mocnej, męskiej ręki. To motocykl, który kupuje się sercem – a raczej obrazem – niż rozsądkiem. Jest piękny to fakt, ale niewiele poza tym.
Nie ma w nim niczego ze sporta, niczego z flattracka – i zrozumiał to też producent, który po kilku latach wypuścił wersję na szosowych oponach i kołach 17 cali idąc już w stronę nakeda, a nie flattrackowego niby nimbu.
Nie ma w tym wszystkim niczego złego. Ale hype wokół „ulicznego flattrackera” był zdecydowanie większy niż jego jakakolwiek przydatność do czegokolwiek więcej niż piękna fota na insta. Taki instagramowy sportowiec, który nie przechodzi testu filtra rzeczywistości…
3. Yamaha Ténéré 700 – święta krowa ADV

Marketingowy mit: Pierwszy prawdziwy adventure do wszystkiego – wystarczająco lekki w teren, wystarczająco mocny na ulicę.
Oj tu będzie ogień, bo społeczność T7 jest lojalna, a wręcz fanatyczna… Zacznę więc tak: Yamaha Ténéré 700 to bardzo dobry motocykl jest. Prosty, relatywnie lekki jak na tę klasę, z bezawaryjną jednostką CP2. Problem w tym, że internet zrobił z niego mesjasza segmentu. W nowszych rocznikach zawieszenie KYB jest już sensowne, to fakt, ale wcześniejsze zawiasy zwykłej Tenerki, czy wersji Rally, były mniej niż wystarczające. Bez ingerencji speca od zawieszeń, a najlepiej wymiany wkładów, sprężyn i całego tylnego amora, była to co najwyżej bulwarówka, a nie pełnoprawna terenówka. Ale użytkownikom to wystarczało, przecież nie skaczą, więc nie dobija… No i ten silnik – choć elastyczny i przyjemny – jest wyraźnie zduszony normami emisji spalin a jego moc jest marketingowo zawyżona. Na hamowni seryjne egzemplarze, na seryjnym układzie wydechowym pokazują na hamowni okolice 70 KM. To nie jest najlepszy sprzęt na dzisiejsze czasy do podróży we dwoje, z bagażem, po autostradzie. A na końcu ten kuriozalnie mały, 16-litrowy bak, który zmusza naszego przyjaciela Sebastiana, jako jedynego z nas, do wożenia na wyprawy kanistra. I… ten kanister zawsze się w końcu przydaje.
Na końcu zaś mamy ceny używek, które przez hype społecznościowy potrafią być oderwane od realiów. Po doposażeniu w lepsze zawieszenie, osłony, akcesoria – robi się budżet, za który można już patrzeć wyżej. Fakt, Tenere to świetny motocykl, ale nie jest zbawieniem świata ADV, a swoją popularność zawdzięcza japońskiej bezawaryjności. Ot i tyle.
4. Harley-Davidson Pan America 1250 – GS-killer, który nikomu nie zrobił krzywdy

Marketingowy mit: Motocykl zbudowany po analizie największych konkurentów segmentu dużych adv jako ostateczna broń przeciwko nim. GS-Multi-Africa-Tiger-killer.
Wejście Harley-Davidson Pan America 1250 do segmentu ADV było jednym z najgłośniejszych wydarzeń ostatnich lat. Narracja była prosta: Ameryka wjeżdża do Europy i robi to po swojemu. Motocykl jest technicznie ciekawy, dynamiczny, nowoczesny, mocny. Ale pierwsze roczniki miały problemy wieku dziecięcego, a sprzedaż nie wywróciła rynku do góry nogami.
Sprzęt jest ociężały w terenie wręcz nie nadaje się za bardzo do pokonywania bezdroży. Obsługa elektroniki nie jest intuicyjna, a jego największym plusem jest eksplozywnie oddający moc silnik V2 – Revolution Max generujący 150 KM.
Pan America nie jest zła. Jest po prostu „kolejną opcją” w bardzo mocnym segmencie. Marketing obiecywał rewolucję. Rzeczywistość przyniosła kolejną alternatywę.
5. Kawasaki Ninja H2 SX– technologia dla plakatu

Marketingowy mit: Kawasaki H2 SX czyli ostateczna integracja najwyższych standardów technologii, osiągów i komfortu jazdy. Motocykl wyposażony w najlepszą technologię, która staje się naturalnym przedłużeniem nas samych i daje nam wolność.
Mam wrażenie graniczące z pewnością, że europejskiemu motocykliście 200-konny motocykl, kuszący do odkręcania manety ćwierkaniem kompresora prędzej wolność zabierze, niż ją da… Są motocykle, które istnieją głównie po to, żeby pokazać możliwości inżynierów. Kawasaki Ninja H2 SX jest jednym z nich. I w sumie można powiedzieć, że to tyle. To taka Bimota nie tylko z silnikiem, ale i z nadwoziem Kawasaki. Inżynieryjny cud techniki, cacko, wspaniały sprzęt świetnie jeżdżący, jeszcze lepiej wyglądający, zdecydowanie drogi. Motocykl, którego potencjału na drodze po prostu nie da się wykorzystać. To platynowy Rolex Cosmograph, którego boisz się nosić nawet od święta z obawy przed utratą. Świetny, wspaniały, cudowny, bezsensowny w naszych smutnych realiach.
Do tego częsty serwis silnika z kompresorem, który – co tu dużo mówić – jest konstrukcją wysiloną, skomplikowaną i potrzebującą dobrej opieki. Na pewno nie jest to maszyna do tłuczenia nie wiadomo jakiej liczby kilometrów bez wielkiego wnikania w serwis. To maszyna, która świetnie wygląda w folderze, a w codziennym życiu jest raczej pożądaną ciekawostką. Hype? Ogromny. Użyteczność dla przeciętnego motocyklisty? Niska.
ps. Kawasaki H2 SX w naszym porównaniu turystyków zajęło drugie miejsce, bo mimo tego wszystkiego to jest motocykl, który każdy by chciał mieć…
Marketing sprzedaje marzenia. My je weryfikujemy…
Każdy z powyższych motocykli ma rzeszę zadowolonych właścicieli i swoje realne zalety. Ten tekst nie podważa ich jakości. Podważa skalę marketingowej legendy. Bo czasem największym problemem motocykla nie jest jego konstrukcja, tylko oczekiwania, które wokół niego zbudowano. Na końcu pytanie do was:
Który z tych modeli jest – waszym zdaniem – najbardziej przereklamowany? A może dorzucilibyście do listy coś jeszcze?

Panie Redaktorze. Może to zbyt odważna sugestia na Polski rynku, też są fanatycy jak Tenere, ale dorzucił bym V4 S. Też w kategorii marketing na 10 realia na ;) W sumie to również niewielka różnica z HD przy czym marketing mają lepszy i „towar idzie” :)