_WARTO PRZECZYTAĆJest 2026, wszyscy mają wszystko. Ogarnij się, nikt ci nie zazdrości

Jest 2026, wszyscy mają wszystko. Ogarnij się, nikt ci nie zazdrości [felieton]

-

Ludzie, zwłaszcza młodzi (w tym ja), dawniej bywali tak samo niemądrzy jak dzisiaj. Różnica polega na tym, że kiedyś byliśmy niemądrzy prywatnie, ewentualnie w gronie rodziny i kolegów, a dzisiaj widzi i słyszy to cały świat. Do czytania zatęchłych głupot, np. na temat ruchu drogowego czy wyboru motocykla, zdążyłem się już przyzwyczaić i w zasadzie przestałem próbować wchodzić w dyskusje. Natomiast jeden wątek chyba nigdy nie przestanie mnie niezdrowo fascynować – przekonanie o tak wybitnej „zajedwabistości” własnych poczynań, że każda ich krytyka musi być przejawem zazdrości czy zawiści. 

Latanie bokiem po ulicy, wheelie w gęstym ruchu, wyprzedzanie na trzeciego i na przejściach dla pieszych, wyprute wydechy, palenie gumy, przepychanki na autostradach… długo by wymieniać. Zachowania w tym stylu to znakomite paliwo dla internetowych nawalanek. Jedni chcieliby totalnej samowoli, a najchętniej jeszcze kar dla „zamulaczy” utrudniających realizowanie Świętej Pasji Polaka, inni za driftowanie po rondzie byliby zdolni przyklepać obcięcie członków. I nie chodzi o członków klubu wędkarskiego.

Drift snieg policja 1
Fot. KPP łask

Temperatura sporu rośnie, wypowiedzi są coraz bardziej bezpośrednie i pozbawione hamulców, często chamskie. Wjeżdżają jakieś własne domowe analizy, uniwersalne recepty zaczynające się od „a ja to bym…”, nie może również zabraknąć prawa do piłowania gruza jako rozwinięcia idei wielkich powstań narodowych i walki o niepodległość. Generalnie grubo jest, idzie samo gęste.

Dygresja: wiele z argumentów i opinii padających w takich dyskusjach rzeczywiście jest na poziomie zaprzeczania istnieniu grawitacji i innych podstawowych praw fizyki. Byłoby to może szokujące, gdyby nie fakt, że internetowe social media dają obecnie dużą swobodę w głoszeniu nawet najdurniejszych poglądów i przyciągania tłumów równie niekompetentnych przytakiwaczy „którym też się tak zawsze wydawało”. Dlatego wiele naukowych oczywistości jest dzisiaj brutalnie – przez zakrzyczenie – degradowanych z faktu do jednej z teorii. Koniec dygresji.

Cios ostateczny

Ja w swojej naiwności wierzę jeszcze w coś takiego jak umiar i rozsądek. Opisane zjawiska luźnego podejścia do przepisów nie zawsze muszą, ale zawsze mogą być realnie niebezpieczne. Od dziecięcia mnie uczyli, że lepiej przewidywać niż reanimować, że czasem od tego co zrobisz ważniejsze jest to, od czego się powstrzymasz (to akurat bardzo przydaje się na motocyklu). Ale zostawmy merytoryczne zapasy w kisielu, bo oto wchodzi gwiazda wieczoru, zjawisko z pogranicza amatorskiej psychologii i ezoteryki: urojona zazdrość. W zasadzie bardziej precyzyjnie byłoby użyć terminu „zawiść”, ale zostańmy już przy zazdrości, bo właśnie to słowo często tryska z komentarzy jak niegęsty wynik spotkania śliwek, mleka i kiszonych ogórków w nocnym klubie „Żołądek”.

Jest 2026, wszyscy mają wszystko. Ogarnij się, nikt ci nie zazdrości [felieton]
Fot. Lucas Gallone / Unsplash

„A bo ty na pewno zazdrościsz”, „jeżdżą jak te pały i zazdroszczą”, „zazdroszczą, a potem piszą”, „sami nie mogą, to się przyp…”. W nieco innym kontekście wątek zazdrości/zawiści pojawia się też w rozmowach o konkretnych motocyklach, gdzie czasem dochodzi jeszcze argument ostateczny – „bo cię nie stać”. Na szczęście już rzadko, bo postawa Wiesława Wojnara z „Wesela” Smarzowskiego coraz powszechniej wzbudza zdrowe poczucie obciachu w naszej motocyklowej populacji.

Zmiany w czasach dobrobytu

Dlaczego akurat to subiectum wyciągnięte prosto z rectum tak mnie porusza? Bo dla mnie jest dużo bardziej śmieszno-straszne niż głoszenie, że 120 km/h na osiedlowej ulicy jest prędkością bezpieczną. Nie jest objawem odporności na wiedzę, którą jakoś można zrozumieć, ale czegoś głębszego. Tej specyficznej mentalności jeszcze z ery walki o podstawowe zasoby, której źródła sięgają znacznie głębiej niż czasów komuny. Kiedy mniej wychudzona krowa należąca do sąsiada, dwie świnie więcej albo nowy gliniany garnek na płocie budziły autentyczną zawiść i czasem prowadziły do dramatów. Robiąc długi skok na linii czasu do lat powojennych, oszałamiającą karierę w tym temacie zrobił samochód. Stał się celem samym w sobie, domyślnym pierwszym wydatkiem, gdy ktoś zarobił poważniejsze pieniądze. Ludzie potrafili latami ciułać na niezłe auto, które potem stało pod rozpadającym się domem na zagraconym podwórku. Dobry samochód musi, po prostu musi przyciągać stada zazdrośników, to reguła wryta w polskie serca. 

Polonez

Przekonanie o tym, że ktoś nam zazdrości naszych pojazdów i drogowych wyczynów to również przykład odporności na realia zmieniającego się świata. Motoryzacja przestała być domyślnym bożkiem młodzieży, pojawiła się cała masa przeróżnych aktywności, dawniej niedostępnych. Kiedyś sprawa była prosta – zdrowi chłopcy interesują się samochodami i powinno im to zostać na dorosłe lata. Skutkiem tego przynajmniej połowa polskiej populacji musi czuć miętę do motoryzacji w różnych postaciach, no nie ma innej opcji. Jeżeli zdrowy facet zapytany o silnik pod maską swojego auta odpowiada „nie wiem, jakaś benzyna, chyba koło 100 koni”, to musi z nim być coś nie tak. Jak można traktować ten święte cztery koła, źródło wolności i męskiej dumy, a także potwierdzenie pozycji w stadzie jak jakiś, nie wiem, mikser czy odkurzacz?

korek

Otóż można, bo w 2026 roku samochody to zwykłe narzędzia, większe AGD. Czasem używane z wygody (mocno wątpliwej w zakorkowanych miastach), czasem z konieczności, głównie na wsiach, bo np. zlikwidowali PKS, a czymś dojechać trzeba. Na drogach dominują totalni średniacy, którzy po prostu muszą. Nasze otoczenie, czy w metropoliach, czy na tzw. prowincji, jest dosłownie zasr…ne autami, a jazda nimi na codziennych, powtarzalnych trasach typu dom-szkoła-praca-sklep-szkoła-dom to źródło przyjemności dla naprawdę wąskiej grupy. Ja od frajdy i przeżyć w trasie mam motocykle, jeśli chodzi o cztery koła, to mam nadzieję, że dożyję upowszechnienia tych autonomicznych. Przynajmniej sobie poczytam w podróży. A póki, co najlepiej jeździ mi się 20-letnim Yarisem, którego kupiłem za grosze jako dodatkowe auto. Miał być używany od czasu do czasu, a tyra non stop. Ktoś mi go obije pod marketem? Proszę bardzo, zresztą ostatnio wjechała we mnie dziewczyna na rowerze, zajęta rozmową. Ktoś przytrze w korku? Zdarza się, uśmiech i do widzenia, a nie dramy na facebooku, szukanie świadków i faktura od blacharza na kilkanaście tysięcy. To jest moja wolność, trochę w stylu włoskim. Wywalone. 

Jeździsz wśród średniaków, nie wśród zawodników. Weź to pod uwagę, jeśli chcesz przeżyć na motocyklu [felieton]

Boksujesz do lustra

Więc zanim napiszesz coś w stylu „leciałem lewym pakę osiemdziesiąt i musiałem wyhamować bo ten zazdrosny <rymuje_się_z_wuj> nie wytrzymał i musiał mi wyjechać”, to miej świadomość, że najprawdopodobniej ten ktoś w ogóle nie zwrócił na ciebie uwagi i znudzony odliczał kilometry do celu. I nikt mu nigdy nie powie, że przegrał jakąś internetową dramę, w której ujawniono jego podły, zazdrosny charakter. On nawet nie będzie wiedział, że brał w niej udział. Za to ty, z potrzeby ulżenia sobie w zniewadze, pokażesz całemu światu swój zwichrowany mental.

Jest 2026, wszyscy mają wszystko. Ogarnij się, nikt ci nie zazdrości [felieton]

Jedyne osoby, które naprawdę ci zazdroszczą (i to też być może), to te o zbliżonej konstrukcji psychicznej, poglądach, zainteresowaniach i marzeniach. A przy okazji z taką samą skłonnością do przerzucania własnych wad na innych. Inaczej mówiąc, ludzie z twojej bańki. Motocykle to tylko jedna z tysięcy baniek, która zresztą sama w sobie ma setki mniejszych banieczek. Wmawianie sobie i innym, że między tymi małymi światami przeskakuje jakaś zazdrość (oczywiście zawsze w kierunku naszego), to dla mnie jakiś ciężki przerost miłości własnej. Jeżeli ktoś pisze, że nie popiera jazdy motocyklem w lesie, bo woli tam ciszę dla siebie i zwierząt, to nie jest jakimś niespełnionym „endurakiem”, tylko naprawdę chce tej ciszy. Jeżeli ktoś zgłasza merola regularnie rozjeżdżającego trawnik, to prawdopodobnie chodzi mu jednak o trawnik, a nie merola. Rób swoje i nie oczekuj, że pół świata marzy, by wskoczyc na twoje miejsce.

Głowa, nie przepisy

Powtarzający się wątek urojonej zazdrości ponownie kieruje mnie do myśli, że patologie i stałe poczucie zagrożenia na polskich drogach nie biorą się z kiepskiego szkolenia kierowców czy niejasnych przepisów. Infrastrukturę też mamy już bardzo dobrą. Główny problem leży w tym, że po prostu nie jesteśmy dobrzy dla siebie nawzajem. Tak zwyczajnie życzliwi. Ja, moje, dla mnie, ja najszybciej, mnie najwięcej, ja mądry, oni głupi… Każdy kurs na prawo jazdy zaczyna się już w dzieciństwie, w tym, czym nasiąkamy. Dopiero na koniec dochodzą do niego jazdy i teoria.

Motocyklisto, wszyscy mają cię w dupie! I to jest bardzo dobra wiadomość! [Felieton]

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ