Jeżdżąc po Polsce Benelli Imperiale spotkałem się z wieloma pozytywnymi reakcjami. Motocykl po prostu się podoba. Klasyczne kształty, czarny lakier, szprychowane koła przyciągają wzrok. Wszystko zmieniłoby się, gdyby z daleka widać było liczbę koni mechanicznych napędzającego go silnika…
Nastroje zmieniają się, gdy odpowiadam na pytania równie klasyczne, co Imperiale – Panie, a ile to pójdzie? A ile ma koni?
– Pójdzie torchę ponad 120 kilometrów na godzinę, a koni ma 20.
– Eeeee, lypa.
Bo przecież motocykl, nawet służący do kilku przejazdów w roku, musi mieć koni grubo ponad sto. A co dopiero maszyna turystyczna…

Od ilu koni zaczyna się prawdziwa motocyklowa przygoda?

Motocykle, takie jak Imperiale, czy coraz popularniejsze 125-tki, czy 300-tki w wersjach adventure udowadniają, że wystarczy kilkanaście koni, aby czerpać radość ze zwiedzania, z poznawania zakątków kraju, czy nawet Europy. Jasne, że te maszyny nie sprawdzą się, gdy będziemy chcieli szybko dotrzeć do Barcelony czy na Nordkapp. Jeżeli jednak myślimy o podróżach motocyklowych nie w kategoriach przemieszczania się z punktu A do punktu B, jeżeli naszym celem jest kontemplacja otoczenia, to te motocykle w zupełności wystarczą.
       
Podróż z prędkością 80 – 110 kilometrów na godzinę zapewnia sprawne przemieszczanie się, pozwalając na pokonywanie dziennie nawet setek kilometrów. A przy tym nie tracimy mijanych pejzaży. Nasze wrażenia nie ograniczają się do tego, co przed nami, do stacji benzynowych, do mijanych samochodów, do drogowskazów, itp.

Świat poza autostradą

Oczywiście pchanie się 125-tka, 250-tką, czy niewysiloną 400-tką na autostradę to zły pomysł. Z miejsca stajemy się bowiem zawalidrogami. Jednak wielu z nas, nawet mając ciężkie, potężne motocykle omija drogi szybkiego ruchu, bo są one po prostu nudne. Zwykłe drogi powiatowe i gminne nierzadko mają nawierzchnię dobrej jakości, obfitują w zakręty i piękne widoki. Istny raj dla motocyklistów. W takim przypadku liczba koni jest sprawą drugorzędną, bo i tak warunki drogowe, oraz różnego rodzaju ograniczenia, nie pozwalają na odkręcenie manetki.

Łączy nas pasja

Dlatego uważam, że liczba koni mechanicznych, czy grzane kanapy i wymyślne systemy nie sprawiają, że stajemy się wybitnymi podróżnikami. Nie jestem jednak zagorzałym fanatykiem wyłącznie małych pojemności. Po prostu uważam, że sam motocykl to nie wszystko. Najważniejsza jest pasja. Czy ktoś, kogo nie stać na KTM-a, czy Triumpha jest skazany na kręcenie się wokół komina, wyjazd do biedry i z powrotem? Internet pełen jest niesamowitych relacji o śmiałkach, którzy na 125-tkach, czy wręcz motorowerach zjeżdżają świat. To te relacje oglądam z wypiekami na twarzy i to one bardziej rozpalają moją wyobraźnię, niż przejechanie Afryki na GS-ach czy KTM ADV 1290 (choć jest to duży wyczyn, któremu towarzyszy ogrom wrażeń i tym wszystkim, którzy tego dokonali: chapeau bas!).

2 KOMENTARZE

  1. Dokładnie. To u Was przeczytałem o tym jak w latach 60tych na skuterze Osa zacny gość pojechał w Europę.
    Nie potrzebował BMW,żeby zdobyć się na odwagę ruszyć w trasę i przeżyć przygodę życia. Miód!!!.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.