“Po tankowaniu do pełna masz prawo do pomocy psychologa” – taki zabawny mem zobaczyłem dziś rano zaraz po powrocie z trasy. Może i byłoby to zabawne gdybym po drodze nie widział cen paliw na stacjach, a tak to zaczynam się zastanawiać czy dawki antydepresantów, które przyjmuję nie są zbyt małe. Bo siedzę przecież w fotelu zamiast w siodle i jedyne co robię to przekładam wypady motocyklowe na później bo zrobiło się tak, że zawsze są ważniejsze wydatki.
Czy grozi mi, że zostanę niedzielnym kierowcą bo motocykl będę wyprowadzał na drogę od święta? Czy może wróci mi wiara i będę turlał się do Częstochowy na otwarcie sezonu modlić się o obniżenie ceny benzyny?
Tarcze srarcze
Jakiś czas temu rząd ogłosił kolejną tak zwaną tarczę antykryzysową, którą miał w jakiś tam sposób z czystego powietrza wyczarować pieniążki i obniżyć dramatycznie rosnące ceny paliw. Jasne, kiedy litr benzyny można było kupić za niewiele ponad sześć złotych a nie około siedmiu zrobiło mi się nieco lżej na serduszku. Niestety przyszła majówka, ludzie zaczęli wyjeżdżać na działki, a to pociągnęło za sobą tradycyjne windowanie cen paliw. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w miniony poniedziałek zawitałem (samochodem) na stację i zobaczyłem 7,33 za litr Pb 95… horror powrócił. Aż strach podjechać pod instrybutor.
Oczywiście nie mam zamiaru analizować działań rządowych, a jedynie ustosunkować się do rzeczywistości i targających mną emocji. A rzeczywistość jest taka, że wkrótce zaczniemy płacić dwa razy więcej za paliwo niż rok czy dwa lata temu… w dalszą przeszłość wolę nie zerkać, bo mogę się rozpłakać nad klawiaturą…
Zrobiłem sobie prezent
Zrobiłem sobie prezent i wybrałem się motocyklem na spotkanie biznesowe do Krakowa. Chodziło o to by się przewietrzyć, być mobilnym, pobyć trochę ze swoim rumakiem. Było cudownie. Całe szczęście firma stawiała zakwaterowanie i jedzenie, bo inaczej konsumowałbym w Krakowie zupki chińskie i spał pod tarpem gdzieś na polu.
Wiem, wiem – brzmi dramatycznie. Nie chodzi mi o patetyczne biadolenie tylko ponownie o cholerną rzeczywistość. Bo ceny paliw to nie wszystko – żyjemy w czasach kiedy inflacja jest dwucyfrowa, co oznacza że kompletnie wszystko jest droższe, z jakiegoś powodu sposobem na spowolnienie tego procesu jest podniesienie stóp procentowych kredytów… no biorąc pod uwagę, że każdy lub prawie każdy ma dziś kredyt, mówimy o kolejnym wzroście kosztów. Ostatecznie muszę splunąć w kierunku zmian podatkowych nie mających związku z żadnym ładem, które w tak cudowny sposób dojechały klasę średnią – znaczy również mnie. No pewnie są ludzie, którzy zarabiają mniej, a jeżdżą na moto – no fajnie, nie znam liczb ale strzelam, że tego typu pojazdami poruszają się w dużej części jeżeli nie w większości przedstawiciele klasy średniej właśnie. Konkluzja – wszystko jest drogie, a jakimś cudem zarabiamy mniej…
![Czy grozi nam, że zostaniemy niedzielnymi kierowcami? [felieton]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2022/05/Zrzut-ekranu-2022-05-18-o-11.11.08-640x385.png)
Gdzie by tu się bujnąć…
Można jeździć dookoła komina, do Jadowa na lody czy co tam kto ma w swojej okolicy. Można, ale fajnie byłoby ruszyć w góry czy na Mazury. No ale jak się okazuje dalsze wypady zrobiły się nagle sporym wydatkiem. Wydatkiem tak dużym (a piszę to z własnej perspektywy), że durny wypad pod namiot muszę planować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Renesans zlotów motocyklowych może mieć miejsce właśnie w tym roku. Oczywiście jest mnóstwo amatorów tego typu rozrywki, ja osobiście uwielbiam festiwal Rock Blues & Motocykle organizowany na początku lipca w Łagowie. Okazuje się, że z jakiegoś powodu zacząłem z sentymentem patrzyć na owe wydarzenia. Pojechać gdzieś niezbyt daleko, po czym siedzieć przez dwa dni i patrzeć na ludzi, na maszyny i słuchać muzyki. Wypad jak każdy inny, lecz też mała przygoda motocyklowa z niekoniecznie dużymi wydatkami.
Weź się pan uspokój
… można by powiedzieć. Przestań biadolić będzie lepiej, stuknij się w czerep. Mógłbym… Mógłbym do tego podchodzić nieco spokojniej, mniej się frustrować, poszukać maści na ból dupy. Mógłbym, gdyby to nie był trzeci rok z rzędu kiedy coś jest bardzo nie tak. Każdy chce normalności albo przynajmniej takiego stanu rzeczy, w którym będzie swobodnie mógł być nienormalny. Ja też tego chcę i myślę, że ty też.
Czemu o tym piszę? Bo z pewnością jest grono osób które jest stać na paliwo, na wyjazdy lub zwyczajnie mają stalowe nerwy. Jest też cała masa ludu, której serce się kraje kiedy przychodzi do częstszego patrzenia na motocykl niż jeżdżenia nim.
Cóż można rzec? Jestem z wami, wirtualnie poklepuję was po ramieniu. Osoby, które nie czują tej frustracji również pozdrawiam i piszę, że zazdroszczę. Wszystkim innym życzę żeby sytuacja prędko się odmieniła, a my byśmy nie musieli wkrótce patrzeć ze zgrozą na ceny paliw powyżej ośmiu złotych albo i więcej…

Nadszedł czas na klasę 250-300. Pali to po 4litry na 100….
bo to chyba taka ogólna tendencja. Rząd wprowadza tarczę po której paliwo i tak drożeje , ale ponoć bez niej zdrożało by bardziej. Mój pracodawca (korporacja) wprowadził podwyżki inflacyjne pensji po której zarabiam mniej o stówkę niż przed. Obstawiam że uwalili premię. Motocyklem jeżdżę tylko do pracy a dalsze wyjazdy na razie odłożyłem. Trudno.
Cóż. Na szczęście do pracy mam na tyle blisko że śmigam rowerem choć nie zawsze pogoda na to pozwala. Kiedy na podwórku zalegał jeszcze śnieg planowałem z moim kompanem od jazd ( jeździmy razem już od 7lat) planowaliśmy wspólne wyjazdy po Polsce nikt z nas nie spodziewał się że będzie aż tak drogo. Wycieczka że Świnoujścia w Bieszczady to ponad dziewięćset kilometrów czyli w przeliczeniu na mojego Burgmana 4 tankowania po minimum 70-80 zł. Robi się już mało przyjemnie bo na miejscu też pewnie coś pojeżdżę, doliczyć trzeba noclegi gdzieś w namiocie ale to też ostatnio podrożało i to znacznie . Zamiast 3-4 dalszych wyjazdów pewnie będzie tylko jeden i to jeszcze jak idą mi się odłożyć trochę pieniedzy. Zaczynam się zastanawiać nad sprzedażą mojego AN650 i kupnem czegoś co mniej pali ale z moim kręgosłupem nie mam żadnej alternatywy a nikt nie da mi motocykla na 400km żeby sprawdzić czy po jeździe będę mógł wogole chodzić. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach najpierw covid i zamykanie wszystkiego, wojna na Ukrainie a z najnowszych wieści Małpia Ospa. Trzymajmy się ciepło , może jeszcze będzie normalnie