Temat drogowych barier ochronnych, które ratują kierowców samochodów, a dla motocyklistów bywają śmiertelnym zagrożeniem, przewija się od dawna. Głównie w mediach motocyklowych, bo ogół społeczeństwa nie uważa tego za jakiś straszny problem. W końcu motocykl to nie pełnoprawny środek transportu, tylko niebezpieczne hobby. Dlaczego cały kraj ma się do niego dokładać, w dodatku w sporych sumach?
Zdjęcie tytułowe: MEHRSi
Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, lubię wszelkie sekcje komentarzy. Po odsianiu ewidentnej pisaniny botów czasem znajdę tam coś wartościowego i frapującego na tyle, żeby odnieść się do tego w felietonie czy filmie. Niestety znacznie częściej trafiam na wpisy pulsujące takim absurdem, że muszą być dziełem ludzkiego umysłu, który wysłał do dłoni sygnał „piszcie”, a po drodze nie zadziałał żaden bezpiecznik. Bo podobno tylko prawdziwie ludzka głupota jest nieskończenie głęboka.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Bariery – chronią tych, co za nadwoziem
Ale może od początku: bariery energochłonne. Czy to z blachy, czy w formie stalowych linek, większośc z tego typu instalacji zamontowanych na polskich drogach zostało zaprojektowanych pod kątem zmniejszania skutków uderzenia w nie samochodem. Chronią tych, których dodatkowo chroni nadwozie pojazdu. Przewrócony i sunący po asfalcie motocyklista często trafia w nieosłoniętą, dolną część słupków, kończąc fatalnie. A jeżeli wpadnie na barierę linową, może zostać dodatkowo pocięty. Nie powierzchniowo, a na kawałki. To nie jest śmieszne i to nie jest zabawa. Osobiście staram się trzymać od tych ustrojstw możliwie z daleka.

Akurat ten temat przypomniał mi się, kiedy przeczytałem newsa o wypadku, który na początku października wydarzył się na trasie S3. Zginął w nim 52-letni motocyklista podróżujący z żoną Harleyem. Według relacji policji, stracił panowanie nad motocyklem i uderzył w bariery. Oczywiście nie znam pełnego przebiegu zdarzenia ani mechanizmu powstania śmiertelnych obrażeń. Wyobrażam sobie jednak, że facet w średnim wieku (przepraszam urażonych), mający na plecaku własną żonę i jadący dostojnym cruiserem raczej nie szalał. Wydarzyło się coś złego, a infrastruktura drogowa mu nie pomogła.
Można inaczej, ale to kosztuje
Można oczywiście przebudować istniejące już bariery energochłonne pod kątem bezpieczeństwa motocyklistów. Elementy tzw. MPS (Motorcyclist Protection System) są oferowane przez kilku dużych producentów. W przypadku barier tłoczonych mają one formę dodatkowego dodatkowego, szerokiego pasa blachy zamontowanego pod główną prowadnicą bariery, tuż nad ziemią. Zasłania on słupki od strony jezdni i wypełnia dużą część prześwitu pod standardową barierą. Dodatkowo jest to montowane sprężyście, a nie na sztywno. Kiedy motocyklista uderzy ciałem w taką konstrukcję, ma znacznie większą szansę przeżycia – gwarancji nie ma nigdy. Stosowane są również tzw. bariery rolkowe, czyli nakładki z krążków z tworzywa.

Problem polega na tym, że taka przebudowa jest pracochłonna, a przede wszystkim bardzo droga. Koszt dołożenia dolnych zabezpieczeń do już istniejących barier może wynosić nawet ponad pół miliona zł za kilometr, kiedy bariery są po obu stronach jezdni. Nawet zakładając, że takie konstrukcje będą powstawały wyłącznie na odcinkach szczególnie uczęszczanych przez motocyklistów i niebezpiecznych dla nich, są to astronomiczne kwoty. Robią się natomiast wyraźnie niższe, kiedy takie zabezpieczenie jest przewidziane już w czasie budowy lub przebudowy drogi, a nie dokładane później.
Czy zasługujemy na takie „przywileje”?
Tutaj nieuchronnie pojawia się pytanie, czy wobec tego warto to robić. Z mojego punktu widzenia, jako motocyklisty, oczywiście warto. Duże i małe organizacje motocyklowe (np. europejska FEMA czy niemiecka MEHRSi) prowadzą różnego rodzaju akcje mające skłonić zarządców dróg do powszechnego montowania systemów MPS.

W Polsce zbiórkę podpisów pod petycją „Zmniejszenie ryzyka śmierci motocyklisty przy zderzeniu z barierą energochłonną” prowadzi aktualnie stowarzyszenie Shadow Owners Group Poland. Możecie ją podpisać pod podanym linkiem. Postulaty są rozsądne, organizatorzy domagają się:
- obowiązku montowania dolnych osłon MPS na nowych i modernizowanych drogach, szczególnie w miejscach niebezpiecznych;
- zakazu stosowania barier linowych na odcinkach o podwyższonym ryzyku wypadków motocyklistów;
- zmian wymagań dotyczących badań barier, uwzględniających bezpieczeństwo motocyklistów.
Póki co, zebrano ok. 16 tys. z zakładanych 100 tysięcy. To też pokazuje, że jest to problem raczej wąskiej grupy społeczeństwa i nie ma szerokiego poparcia, choć oczywiście jako motocykliści możemy powoływać się na konstytucję i prawo do równego traktowania, nawet jeśli jesteśmy tylko hałaśliwą mniejszością. Inne „hałaśliwe mniejszości” chyba jakoś sprawniej działają na rzecz własnego interesu.

Dlaczego ktoś ma dopłacać do mojego hobby?
I tutaj wracam do sekcji „złotych komentarzy”. Ktoś w jednej z dyskusji na ten temat zapytał, dlaczego społeczeństwo ma się dokładać do czyjegoś hobby. Z jednej strony mocno się najeżyłem, bo przecież robię więcej kilometrów motocyklem niż samochodem i jest to mój codzienny środek transportu, choć nie całoroczny.

Z drugiej, już po ochłonięciu i zastanowieniu się, musiałem przyznać, że z punktu widzenia statystycznego Polaka to może tak wyglądać. Jak hobby. Polak widzi motocyklistę od czasu do czasu, jeśli czyta o nim w prasie ogólnej, to zazwyczaj w kontekście wypadków, nielegalnych wyścigów czy rekordowych mandatów. Przy obiedzie z rodziną mówi o nim per „ten wariat“. Generalnie nie do końca rozumie tę działalność, ale też, umówmy się, nie musi. Mnie na przykład też średnio interesują problemy myśliwych, strzelców, piłkarzy czy hodowców alpak. A to również popularne w naszym kraju zajawki.
Motocykli nie ma wszędzie
Pisałem już kiedyś o tym, że „patrz w lusterka, motocykle są wszędzie” to jedno z najgłupszych haseł, jakie wypluło z siebie nasze środowisko. No nie, to samochody są wszędzie, chyba że moja wada wzroku jest większa niż sądziliśmy ja i mój okulista.

Zresztą, liczby nie kłamią. W Polsce jest zarejestrowanych ponad 24 mln aut osobowych, ok. 1,6 mln motocykli i 1,4 mln motorowerów. W dodatku jednoślady jeżdżą tylko przez kilka miesięcy w roku, a ich użytkownicy najczęściej poruszają się także samochodami. Luźno analizując dane z raportu Generalny Pomiar Ruchu z 2025 roku (do pobrania tutaj) można wyliczyć, że w zależności od pory roku i rodzaju drogi, na jeden przejeżdżający danym odcinkiem motocykl przypada od kilkudziesięciu do ponad 200 aut. To oczywiście dane uśrednione dla całego kraju, a nie regionów szczególnie popularnych wśród motocyklistów, ale dają pewien obraz. Polska, chociażby ze względu na klimat, nigdy nie będzie krajem powszechnego motocyklizmu, choć sprzedaż jednośladów stale rośnie.
„Trzeba było jechać wolniej”
Powyższy cytat to kolejna stała perła z komentarzy. No tak, skoro już doszło do wypadku, to pewnie trzeba było. Ale też mógł się trafić mało widoczny piach czy plama oleju. A nawet jeśli był to błąd motocyklisty (a więc kierowcy), a raczej skutek jego błędnej decyzji, to przecież jako ludzkość stworzyliśmy już wiele systemów zmniejszających skutki błędów kierowców. Mamy poduszki powietrzne, precyzyjnie wyliczone strefy zgniotu, elektronikę czy wreszcie całkiem skutecznie działające bariery – jeżeli są przemyślane, a przede wszystkim, jeżeli ktoś miał wolę ich postawienia również z myślą o tej małej grupie „wariatów na motorynkach”.

Ten felieton nie będzie miał wyraźnego podsumowania, wniosków czy apeli. Nie jestem zbytnim optymistą w temacie nagłego zainteresowania władz (w tym zarządców dróg) smutnym losem motocyklistów. Nowych dróg stale przybywa, a wraz z nimi barier linowych i innych wynalazków z branży krajalniczej. Podobnie też nie mam nadziei na jakąś zmianę w kwestii legalnej jazdy po szlakach leśnych. Niechęć społeczeństwa jest odczuwalna wyraźnie, podobnie jak działalność grupek offroadowców, którzy i tak będą mieli przepisy gdzieś, nawet jeśli zostałyby złagodzone, bo generalnie „braaaap!” i wyje…ne. Lasy są państwowe, to należą do wszystkich i można w nich robić, co nam się podoba, bo to nasze, nie?
Także, proszę koleżeństwa, na motocyklu na drodze publicznej zawsze ostrożnie, na własny rachunek i z poczuciem odpowiedzialności. No bo co tu więcej. Można apelować…
Motocyklisto, wszyscy mają cię w dupie! I to jest bardzo dobra wiadomość! [Felieton]
