Książki, podręczniki czy papierowe „service manuale” zdecydowanie odeszły już do lamusa. W dobie Internetu szukanie jakichkolwiek informacji ograniczamy do wpisania odpowiedniej frazy w jedną z wyszukiwarek lub… do umieszczenia postu na jednym z motocyklowych forów lub grup facebookowych. Robiąc to niestety narażamy się na…

Dawno, dawno temu z każdym problemem z motocyklem biegliśmy do wioskowego, czy osiedlowego znachora, który wśród całej lokalnej ludności uchodził co najmniej za motoryzacyjnego guru. Jego wiedza opierała się przede wszystkim na praktyce, co było dość wiarygodne. Krótka instrukcja – młotek, przecinak, dziesiątka i każda wueska, mz-tka czy stara “japonia” znowu jeździła. Jakiś czas temu postanowiłem włożyć przysłowiowy kij w mrowisko, a właściwie to nie w mrowisko, a w forum i facebookową grupę. O ile na forum danej marki faktycznie uzyskałem przydatne informacje, a zalogowani tam użytkownicy wykazali się przynajmniej podstawowymi umiejętnościami i wiedzą na temat naprawy motocykli, to tworząc post na fejsie poczułem się jak Franek Dolas, który zupełnie niechcący rozpętał II wojnę światową…

Nie chciałem zadawać mocno wyszukanego pytania i sprawdzać stan wiedzy teoretycznej jej użytkowników, chciałem jednak zrobić sensację i poruszyć tą grupą. Błahostka, średnica rury przed tłumikiem, ale uwaga, do chińskiego Akrapovica! Klikam enter, poszło w świat i już po kilku sekundach w powiadomieniach wyskakują mi śmiejące się emotikony. Strzał w dziesiątkę! Pozostało mi już tylko czekać, a i czekanie nie trwało długo. Warto podkreślić, że nie pytałem o opinię na temat tego tłumika, a o średnicę rury. 3..2..1 ruszamy. Wieśniak! Pierwszy komentarz, nie bardzo mnie zaskoczył, bo liczyłem, że internetowy alfa i omega wysili się na napisanie czegoś więcej, niż bezpodstawne wyzwisko. Odpowiadam i podsycam „dyskusję”. Wtem wlatują kolejne komentarze. „Wieś tańczy i śpiewa”, „Janusz kupił motocykl”, „Kolego nie rób siary i kup oryginalnego akrapa”, „współczuje Twojemu motorowi”. No już nieco lepiej. Skoro odpowiedzi na moje pytanie nie dostanę, to postanowiłem podpytać skąd taka zła opinia wśród motocyklowej braci. Tutaj już połowa nie odpowiedziała, a druga połowa zna temat, szkoda, że z opowieści kolegi znajomego ze strony stryja od strony ojca. Nikt z komentujących nie miał do czynienia z tym produktem, ale zabolał ich fakt, że przesyłka będzie zamówiona od skośnookich przyjaciół.

Nie sądziłem, że na jednej z większych grup facebookowych mój post zostanie tak odebrany. Dlaczego? Bo każdy post napisany tam, to prywatna fotka z podpisem „bracia motocyklowi LWG, szacunek dla wszystkich” lub fotki roznegliżowanych kobiet w towarzystwie motocykla. Każda z takich publikacji ma pozytywny odbiór, mnóstwo „łapek w górę” i duży odzew ze strony reszty użytkowników, a to dlatego, że cel tych grup jest jeden – fotka z „podróży” jakieś 50 km od domu i piękny podpis „LWG”. Poszukiwanie rzeczowych informacji kompletnie nie ma tam sensu, bo po pierwsze primo motocykliści z wiedzą czy bagażem doświadczeń, nie muszą sobie podbijać ego w Internecie, a po drugie primo po rzetelne informacje trzeba sięgać do korzeni, czyli do praktyki.

A co do chińskich gadżetów, to z nimi jest jak z disco polo, nikt nie słucha, każdy je zna, a duża część ma niektóre nagrania przypadkowo w komórce, czy na kompie. Akcesoriów z Chin też nikt nie poleca, ale w motocyklu mają je założone. Wiem, bo ci, którzy najgłośniej krzyczeli, chwilę przed moim postem wstawili zdjęcia swoich motków, oczywiście z podpisem „szacunek motocyklowa brać, LWG!”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.