Suzuki GSR750 nie jest motocyklem pomyślanym do turystyki. Jego żywioł to przestrzeń miasta i boczne drogi w jego pobliżu. A jednak odnalazłem w tym motocyklu ducha podróżnika i przyjaciela zarazem.

Zdjęcia do testu: Marcelina Woźnicka

GSR? Jak to wygląda w ogóle? To były moje pierwsze myśli, kiedy usłyszałem propozycję testu tego motocykla od Suzuki. Pamiętam limitowaną wersję SERT sprzedawaną tylko we Francji, ale poza tym nie spotkałem się nigdy bliżej z tym modelem.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Postanowiłem nie zrażać się nieznajomością modelu i zaryzykować jego test pod kątem motocyklowej turystyki. Oczami wyobraźni widziałem kwaśne miny fanów streetfighterów, którzy na samą myśl o doposażeniu Geezera w tankbag czy sakwy odwracają się z obrzydzeniem.

Oko w oko

GSR750A (51)
Zawadiacki, ale nie agresywny
Testowy GSR750A wyposażony jest w kilka przyjemnych akcesoriów firmy Barracuda – kierunkowskazy LED, przednią „szybę” wielkości dłoni, manetki i parę pomniejszych drobiazgów. Jednak tym, co wzbudza mój największy entuzjazm jest rachityczny na pierwszy rzut oka wydech. Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegam piękny napis „Akrapovic, GP Series”. TaDam! Będzie buczeć!

GSR750A (10)
Ten Akrap rządził na drodze
Motocykl wygląda naprawdę fajnie. Każdy element jest starannie dopracowany, widać, że projektanci zadbali o detale. Kształt sugeruje nieposkromioną dzikość – to taki szalony typ z imprezy, który jest fajny i zabawny, ale wiesz, że może spuścić łomot trzem karkom jeśli będzie trzeba. Najmniej spodobał mi się nieco siermiężny wahacz, ale przyznaję, że nie wygląda źle. Po prostu mógłby wyglądać bardziej zadziornie.

Może coś bardziej Adventure? Sprawdź nasz test Hondy NC700X.

Przed testem obawiałem się, że GSR będzie podobny do Yamahy FZ8, którą jeździłem w zeszłym roku – oba motocykle należą do tej samej klasy i mają podobną pojemność silnika. Pamiętam, że FZ8 rozczarowała mnie – prowadząc czułem się jakbym siedział na taborecie, a silnik wył wniebogłosy już przy 6000 obr/min.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Moje obawy się nie potwierdzają. Geezer zapewnia wygodną, nieco pochyloną pozycję nawet mnie – 182 cm i niemal 100 kg wagi odnajdują się tutaj bez problemów. Nie mam poczucia, że podróżuję na psie i na szczęście tak nie wyglądam.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!