To było największe zaskoczenie naszego testu porównawczego – 9 recept na turystyczne enduro! Trzeba zaznaczyć, że trzecie miejsce to jednak miejsce na podium, a w przypadku tego motocykla, radość z zajętej pozycji przyćmiła nawet zwycięzcę, który wdrapał się po złoto mimowolnie i trochę od niechcenia.
Materiał zrealizowano podczas wielkiego testu porównawczego maszyn adventure: 9 recept na turystyczne enduro. Sponsorem tytularnym tego wydarzenia była marka Rebelhorn oraz sieć Dobrych Sklepów Motocyklowych.

Kawasaki Versys 1000 A.D. 2020 stanął na pudle obok takich sław jak BMW R 1250 GS i Ducati Mulistrada 950 S pokonując resztę szlachetnych i doświadczonych konkurentów segmentu adventure. Jak do tego doszło i czym Kawasaki zasłużyło sobie na swoją lokatę?
Najpierw cię ignorują

Kiedy zgłosiliśmy się do importera marki Kawasaki, by dostarczył nam motocykl do testu 9 recept na turystyczne enduro i poprosiliśmy o Versysa 1000, spotkaliśmy się z lekkim sprzeciwem. – Jako to Versys 1000 w teście ADV? Przecież to motocykl szosowy, przygotowany do komfortowego podróżowania po asfalcie – usłyszeliśmy od przedstawiciela firmy. Wyjaśniliśmy więc, że w gamie swoich motocykli, Kawasaki prezentuje model Versys 1000 w kategorii Adventure Tourer, chcemy w takim razie sprawdzić, ile w nim jest z Adventure, a ile z Tourer. Przystali na to, chociaż w oczach przedstawicieli marki widzieliśmy lekką dezaprobatę poruszania się Versysem w terenie. Myślę, że każdy zrozumie ból Versysa, gdy usłyszał, że nawet matka w niego nie wierzy…
Potem śmieją się z ciebie

Gdy odbieraliśmy motocykle od innych dealerów, większość z lekkim uśmiechem na ustach przyjmowała fakt, że w szranki z ich topowym ADV ma stanąć szosowa przecież tysiączka od Kawy. Pamiętali oni zapewne jeszcze czasy, w których motocykl lampą przypominającą grzyb atomowy odstraszał w salonach potencjalnych nabywców, a gdyby się trafił jakiś odważniejszy to i tak zwiałby po przejażdżce. Te chwile jednak Versys ma już lata za sobą, a niewielu wie jak wygląda i jeździ obecny od roku 2019 na rynku, nowy model.

Najnowszy ADV z Minato nawiązuje stylistyką do sprzętu MY 2015, który nieco przeszedł bez echa, chociaż aspirował już całkiem wyraźnie do grona podróżników z zacięciem szutrowym. Obecna wersja jest stylistycznie agresywniejsza i bardziej nowoczesna od poprzednika. Wysoko umiejscowiona, podwójna lampa przednia w technice LED, szeroka czasza oraz wysoka szyba przypominają głowę smoka, zwłaszcza, gdy motocykl jest w zielonym malowaniu.

Boczne panele wersji SE, z jaką przyszło nam się zmierzyć, kryją w sobie światła do doświetlania zakrętów. Lampy te rozświetlają kolejne segmenty w momencie coraz głębszego pochylenia motocykla ułatwiając nam jazdę w ciemnościach.

Tył motocykla jest obudowany w całości, co w połączeniu z akcesoryjnymi kuframi daje obraz sprzętu ciężkiego i trudnego do opanowania w terenie. A waży 250 kg więc teoretycznie lekko nie będzie. Ale to tylko teoria, nie mająca za wiele wspólnego z rzeczywistością.

Zajęcie pozycji za kierownicą nie przysporzyło mi kłopotu, a gdy się już przysiadłem, odniosłem wrażenie jakbym tu siedział od dawna. Szeroka i wygodna kanapa na wysokości 840 mm, ze sporą ilością miejsca dla pasażera, dobrze wyprofilowany zbiornik paliwa i masywna kierownica dają jeźdźcowi bardzo komfortową pozycję. Plecy kierowcy są odciążone, a nogi ułożone w całkiem naturalnej pozycji.

Nadmiar plastiku, za który krytykują ten motocykl zwolennicy bardziej ascetycznych modeli segmentu adventure, dla mnie stał się zaletą. Podczas testu naszej dziewiątki, gdy przesiadłem się z innego motocykla, na Versysie poczułem się taki obudowany i bezpieczny. Zrobiło mi się wręcz przytulnie. Dużą zaletą tego motocykla jest to, że nie trzeba się go uczyć, a każdy kto siada za jego sterami, pasuje doń idealnie.

Faktem jest, że podczas przewrotki na szutrze, czy piasku, w tym sprzęcie uszkodzimy sporo więcej elementów niż w typowo dakarowych maszynach, ale coś za coś, z tym trzeba się liczyć. Centralny widok po zajęciu pozycji przez kierującego zajmuje kolorowy wyświetlacz TFT.

Istnieje, poprzez aplikację Kawasaki, możliwość sparowania go z naszym smartfonem. Po lewej stronie analogowy obrotomierz, a po prawej nowoczesny ekran. Na wyświetlaczu, oprócz standardowych funkcji, możemy zasięgnąć informacji odnośnie trybu, w jakim obecnie motocykl będzie się poruszał. Mamy aż cztery do wyboru SPORT, DROGA lub DESZCZ oraz istnieje też możliwość konfiguracji indywidualnej poprzez ostatni tryb, KIEROWCA. W trybie tym korzystamy z ustawień półaktywnego, elektronicznie sterowanego zawieszenia (KECS) dostosowującego się w czasie rzeczywistym do drogi oraz do warunków jazdy, zapewniając bardzo dobre tłumienie zawieszenia.

Większość testujących zwróciła uwagę, że Versys jest bardzo komfortowy nawet w lekkim terenie, ale nie jest miękki oraz nie pływa podczas jazdy. To właśnie główna zaleta tego systemu. Z ukrytych wspomagaczy mamy jeszcze trzystopniową kontrolę trakcji (KTRC), ABS działający również w pochyle (KIBS) oraz kontrolę skręcania( KCMF).
Później z tobą walczą
