Historia, którą dziś przedstawimy, wydarzyła się ponad 20 lat temu na marokańskiej pustyni. Wycieczka w dziki teren starym Citroenem okazała się dla francuskiego turysty walką o przetrwanie. Życie uratowała mu smykałka do mechaniki i własnoręcznie zbudowany motocykl.
W 1993 roku 43 letni wówczas francuski elektryk Emile Leray postanowił wybrać się na samochodową wycieczkę po marokańskiej pustyni. Wyruszył z miasta Tan Ta starym Citroenem 2CV i skierował się w kompletną dzicz. Niestety w ciężkim terenie, daleko od ludzkich siedzib rozbił auto i stanął przed ponurą wizją zakończenia żywota na rozgrzanych piaskach.

Na całe szczęście silnik auta pozostał sprawny, więc posłużył jako napęd prowizorycznego motocykla, który pomysłowy Francuz z mozołem budował przez 12 kolejnych dni. Użył do tego wyłącznie części pozyskanych z rozbitego samochodu, m.in. ramy i tylnego zderzaka. Jednoślad wyglądający jak żywcem wyjęty z filmu Mad Max okazał się sprawnym środkiem pustynnego transportu i pozwolił pechowemu podróżnikowi dotrzeć do najbliższej wioski, gdzie uratował go patrol policji. Emile Leray do dziś żyje we Francji, a pomysłowa maszyna stoi w jego garażu jako pamiątka niezwykłej przygody.

Dziwne żeby takie coś zbudować jest potrzebne trochę narzędzi w postaci kluczy młotka itd;
Myślę że świadomy kierowca takiego pojazdu, jak Citroen 2CV, zawsze ma na pokładzie klucze i młotek :)