O zasadzie ograniczonego zaufania uczymy się praktycznie od przedszkola. Ma ona konkretne brzmienie i przesłanie, które niestety jest często mylnie interpretowane lub traktowane jak hasło-alibi do zrzucania odpowiedzialności i obwiniania ofiar wypadków drogowych. Wbrew temu, co się niektórym wydaje, duże znaczenie mają obydwa człony zwrotu „ograniczone zaufanie”. Bez tego mielibyśmy albo paraliż ruchu drogowego, albo totalny chaos.
Co ciekawe, określenia „zasada ograniczonego zaufania” nie ma i nigdy nie było w ustawie Prawo o ruchu drogowym. Pojawia się ono w orzecznictwie sądowym i różnego rodzaju publikacjach, odnosząc się bezpośrednio do artykułu 4 ustawy. Jego pełne brzmienie to:
Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Bojowe nastawienie
Tymczasem w wielu wypowiedziach (jeśli nie większości) zasada ograniczonego zaufania jest traktowana jak cep, którym można machać na oślep. Wynika to z niezrozumienia intencji jej twórców i własnych, domyślnych interpretacji, często wynikających z potrzeby znalezienia wytłumaczenia dla pewnych działań.
Nierzadko spotykamy się z wykładnią tej zasady jako całkowitym brakiem zaufania do kogokolwiek na drodze. Brylują w tym zwłaszcza motocykliści ze swoim „jeżdżę tak, jakby wszyscy chcieli mnie zabić”. Osobiście nie znoszę tego sloganu, bo powoduje jakieś takie wstępne nastroszenie się, chęć walki z całym światem albo chociaż z tymi, których spotkamy na drodze. My albo oni, ten asfalt jest za mały na nas dwóch.

Szczególnie przykre, a czasem wręcz podłe jest wycieranie sobie gęby zasadą ograniczonego zaufania po jakimś zdarzeniu drogowym, np. ciężkim wypadku. Bo przecież „tamci” jej nie zastosowali, a to, że prawdziwy sprawca jechał w sposób nie tyle naruszający jakiekolwiek normy, co po prostu je miażdżący, nie ma większego znaczenia. Ograniczone zaufanie = brak zaufania, a za skutki płacisz sam.
Zresztą, gdyby konsekwentnie stosować ten całkowity brak zaufania, mielibyśmy do czynienia z paraliżem ruchu drogowego. Musielibyśmy w każdej sekundzie zakładać najgorsze scenariusze.
Ograniczone zaufanie a szczególna ostrożność
W ustawie po sąsiedzku, w punkcie 3, funkcjonuje zapis o zachowaniu ostrożności i szczególnej ostrożności.
Art. 3. 1. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga – szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.

Ta „szczególna ostrożność” często jest podpinana pod zasadę ograniczonego zaufania, a wręcz mieszana z nią na jedną masę. Tymczasem dotyczy ona konkretnych miejsc i sytuacji, a nie wyjściowej postawy za kierownicą. Domyślnie mamy działać spokojnie, a nie paranoicznie.
Działa to również w drugą stronę – okoliczności, takie jak podejrzane zachowanie innych uczestników ruchu, mają szybko przenieść nas z trybu ograniczonego zaufania do szczególnej ostrożności. Jeżeli będziemy uczestnikami wypadku, sąd z pewnością sprawdzi, czy taka zmiana w naszym zachowaniu rzeczywiście nastąpiła.
Ostrożna współpraca
Jak więc właściwie interpretować artykuł 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym? Kiedy znamy już jego brzmienie i wiemy, że słynna, choć wielokrotnie wyżęta jak mokry ręcznik „zasada ograniczonego zaufania” to właśnie ten przepis, jest już dużo łatwiej.
Ustawodawca wskazuje, że niezbędna jest ścisła współpraca (nie rywalizacja!) uczestników ruchu drogowego. Jej celem jest po prostu bezpieczne dotarcie do celu wszystkich zainteresowanych. Mamy MIEĆ ZAUFANIE (choć ograniczone), że inni znają przepisy i się do nich stosują, „chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania”.

To ostatnie zdanie studzi zapędy tych, którzy chcieliby z kolei zbyt entuzjastycznie traktować ten przepis i jeździć na totalnego pewniaka, bo przecież wszyscy perfekcyjnie zastosują się do obowiązujących reguł. Otóż nie – mamy zawsze obserwować realne sygnały świadczące o tym, że dany pieszy, rowerzysta lub kierowca może zachować się nieprawidłowo. Zbliża się do przejścia lub skrzyżowania zbyt szybko, mimo że nie ma pierwszeństwa, wyjeżdża z posesji „na długość maski”, włączył lewy kierunek, choć tor i sposób jazdy wyraźnie sugerują, że skręci w prawo, dziecko biegnące przy samej jezdni, rowerzysta zjeżdżający na środek itp. Nie masz immunitetu, musisz na bieżąco reagować.
Wygodne alibi
System drogowy w Polsce i innych krajach to przede wszystkim system transportowy, a nie pole do realizowania pasji motorsportowej, o czym wielu z nas nie chce pamiętać. Ogromna większość kierowców, których spotykasz na drodze, jedzie z punktu A do B w jakimś celu, a nie dla przyjemności. Chcą i mają prawo, by dotrzeć tam bezpiecznie. Stosując zasadę ograniczonego zaufania zgodnie z jej sensem i np. widząc małe światełko w oddali, mają prawo przyjmować, że to pojazd, który zbliża się z mniej więcej przepisową prędkością, a nie jednośladowy bolid pędzący trzy razy szybciej, niż można na tym odcinku.
![wypadek policja motocykl Zasada ograniczonego zaufania na drodze: prawdopodobnie źle ją rozumiesz. Jak naprawdę brzmi i jak ją stosować? [porady, motocykl]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/06/wypadek-policja-motocykl.jpg)
Jeśli więc następnym razem będziesz wymachiwał zasadą ograniczonego zaufania w wersji z Instytutu Chłopskiego Rozumu, chociażby w celu obrony motocyklisty, który co prawda jechał dużo za szybko, ale „ktoś mu wyjechał”, zastanów się jeszcze raz. I może zacznij mieć ograniczone zaufanie do siebie samego, zanim zrobisz komuś krzywdę.
Jeszcze raz: ograniczone, ALE JEDNAK zaufanie, a nie totalny brak zaufania. Tak to działa.
Kiedyś to wcale nie było. Żyjemy w najlepszych dla motocyklistów czasach w Polsce [felieton]
