By zobaczyć coś ciekawego nie zawsze trzeba jechać na drugi koniec świata. Pewnego jesiennego poranka ruszyłem w podróż bocznymi drogami po Wielkopolsce. Jednego dnia przejechałem 300 kilometrów przepięknymi widokowo bocznymi drogami. W wielu miejscach poczułem powiew historii. 

Tekst i zdjęcia: Jarosław Spychała

Wyjeżdżam z zatłoczonego Poznania drogą nr 5 na Wrocław. Po wjechaniu do Komornik odbijam w lewo z zatłoczonej trasy Poznań – Wrocław do cichego, spokojnego i uroczego Wielkopolskiego Parku Narodowego. Droga asfaltowa zamienia się w betonową i tak oto znajduję się na słynnej „Grajzerówce”, wijącej się przez 10 kilometrów środkiem Parku.

Grajzerówka
Drogę wybudowali z płyt betonowych w 1940 roku Niemcy siłami jeńców francuskich. Dla wielu z nich stanowi ponoć miejsce ostatniego spoczynku. Wzięła nazwę od nazwiska Artura Greisera – szefa Wartegau, czyli Kraju Warty, jak hitlerowcy ochrzcili Wielkopolskę.

Droga jest wąska: ma szerokość samochodu, więc mijanki są nieuniknione. Niektórzy kierowcy uważają, że motocyklista ma po prostu im ustąpić. Boczne drogi biegnące w las są kuszące, lepiej tam jednak nie wjeżdżać. To obszar Parku Narodowego i raz, że wstyd byłby jeździć po nim motocyklem, dwa – straż leśna czuwa, a trzy – w parku spotkać można sporo rowerzystów.

Grajzerówka – poniemiecka droga wybudowana w czasie II Wojny Światowej, wiedzie przez sam środek Wielkopolskiego Parku Narodowego

Po sześciu kilometrach zjeżdżam na przydrożny parking i szeroką ścieżką przez las idę rzucić okiem na Jezioro Góreckie, będące ścisłym rezerwatem przyrody. Na środku jeziora znajduje się wyspa, a na niej ruiny zameczku, który należał do Klaudyny Potockiej. Historia to warta sama w sobie jest książki. Zamek tak naprawdę od czasu jego wybudowania istniał tylko ok. 20 lat, gdyż został zniszczony ostrzałem armatnim przez Prusaków w Czasie Wiosny Ludów. Ruiny przy dobrej pogodzie widać z brzegu jeziora (najlepiej przez lornetkę), ale na samą wyspę nie można latem dotrzeć, gdyż jezioro jest rezerwatem ścisłym. Dalej lecę przez Mosinę na Czempiń i tam skręcam na Jerkę w wąziutką drogę, która prowadzi przez chyba jeden z najładniejszych odcinków dróg Wielkopolski. Szlak wije się poprzez typowy dla tego obszaru krajobraz pól, czyli do Krajobrazowego Parku Narodowego im. generała Chłapowskiego. Oferuje miejscami fatalną jakość nawierzchni, ale za to przepiękne widoki. Wiedzie przez Gorzyce, Turew do Jerki, gdzie skręcam na Śrem. Po drodze zatrzymuję się na chwilę w Turwi, gdzie znajduje się duży i ładnie utrzymany pałac z XIX wieku.

Pałac w Turwi
Stanowił on własność Dezyderego Chłapowskiego, znanego napoleońskiego oficera i generała z powstania listopadowego. Bywał w nim nawet Napoleon i Adam Mickiewicz. Obecnie w Pałacu mieści się Stacja Badawcza PAN w Poznaniu.

I tak jadąc sobie od Śremu w kierunku Kórnika skręcam za nim w lewo w drogę dziesiątej kategorii odśnieżania, która prowadzi wprost do Rogalina. Przez 20 kilometrów cieszę się jazdą po wielu łagodnych, zrobionych chyba z myślą o motocyklistach łukach. W Rogalinie, prawdziwej perle Wielkopolski, zatrzymuję się na dłuższą chwilę. Pałac w Rogalinie wybudowany przez ród Raczyńskich na przełomie XVIII i XIX wieku należy do najpiękniejszych tego zabytków w Polsce. Do wojny pozostawał rezydencją rodziny Raczyńskich, a bywał tam m.in. Henryk Sienkiewicz. Po wkroczeniu Niemców w budynku urządzono szkołę junkrów. Pałac został doszczętnie zdewastowany. Rozkradziono dosłownie wszystko. Po wojnie Muzeum Narodowe w Poznaniu rozpoczęło odbudowę kompleksu, która de facto zakończyła się po 50 latach. Urządzono też galerię malarstwa – można zobaczyć m.in. obrazy Gierymskiego, Moneta, Matejki czy Malczewskiego. Ciekawa jest też powozownia oraz duży ogród.

Pałac w Rogalinie wita kuta bramą i szerokim podjazdem.

Idąc właśnie w jego stronę i kierując się strzałkami człapię do Dębów Rogalińskich, czyli znanych wszystkim z lekcji historii Lecha , Czecha i Rusa – ten ostatni ma w obwodzie prawie 9 metrów. Poniżej parku widać rozległe łąki rogalińskie ciągnące się przez kilkanaście kilometrów. W kompleksie znajduje się również ogromne Mauzoleum Raczyńskich , gdzie pochowany został Edward Raczyński, prezydent RP na uchodźctwie.

Dalej lecę drogą nr 431 na Kórnik. Celem jest Zamek Kórnicki i Arboretum. Po drodze mijam grupę turystek – sądząc po karnacji skóry, z Bałkanów, które ustawione równym szeregiem wzdłuż lasu zachęcająco machają w kierunku przejeżdżających samochodów. Zapewne wycieczka autostopowiczek z Rumunii.

Po chwili, która trwa 12 km parkuję pod charakterystycznym zamkiem w Kórniku. Swój obecny neogotycki wygląd zawdzięcza on Tytusowi Działyńskiemu, który w XIX wieku gruntownie przebudował cały kompleks. Mało kto wie, że wzniesiony on jest na fundamentach średniowiecznego zamku rycerskiego z XIV wieku. Pod koniec XIX wieku posiadłość przejął Władysław Zamoyski, podróżnik i obieżyświat. Zamek Kórnicki zawdzięcza mu rozległą kolekcję eksponatów, przywożonych z wielu kontynentów. Są nawet bumerangi australijskie i maski afrykańskich wojowników. Kolekcja jest naprawdę imponująca. Są też listy i pamiętniki pisane w czasie rozlicznych podróży.

Pola i płaskie przestrzenie po horyzont królują widokowo w Wielkopolsce

W czasie drugiej wojny światowej Niemcy urządzili w zamku magazyny skradzionych dzieł sztuki. Było tego tak dużo, że nadszarpnięte zostały aż stropy budynku. Kiedy zamek był wyzwalany znaleziono w nim mnóstwo zniszczonych bądź uszkodzonych dzieł, których okupanci nie zdążyli wywieść. Natomiast bohaterska Armia Czerwona oczywiście dała radę i część dzieł sztuki wyjechała na wschód, znikając w mrokach Mordoru, czyli w otchłani sowieckiego imperium. Nie uchroniła zamku nawet Biała Dama.

Biała Dama
Zamieszkuje Zamek od 1790 roku. Słynna Teofila z Działyńskich po dwóch nieudanych związkach małżeńskich postanowiła żyć w zamku sama i poświęcić się rozwojowi okolicy. Budowała wiele, a z drugiej strony cieszyła się sławą dość swobodnie prowadzącej się (jak na ówczesne czasy) kobiety. Oskarżano ją np. o romanse z lokalnym proboszczem katolickim, jak również z pastorem luterańskim. Po jej śmierci dzięki portretowi wiszącemu w zamku, na którym ubrana jest w białą suknię powstała legenda, która głosi , że krótko przed północą Biała Dama schodzi z obrazu i spaceruje po zamku, a nawet po okolicznym parku. W weekendy widywana jest przez stałych klientów pobliskiego sklepu nocnego również na ulicach miasta.

Obecnie w Zamku mieści się muzeum, zawierające wiele cennych eksponatów. Jest nawet kolekcja zbroi rycerskich z pancerzami husarii na czele. Zamek otoczony jest fosą i przepięknym parkiem. Rośnie w nim kilka tysięcy gatunków drzew i krzewów z całego świata. I tak po szybkim obiadku składającym się z lokalnej pyszności, czyli pizzy z blaszanej budki uroczo wkomponowanej w panoramę zamku, jadę zobaczyć kolejną ciekawostkę, a mianowicie Wyspę Edwarda, która znajduje się w Zaniemyślu, 11 km dalej na południe od Kórnika.

Na Wyspę Edwarda można się dostać tylko promem

Na wyspę można dostać się promem, co już samo w sobie jest przygodą. Wyspa nosi nazwę od imienia Edwarda Raczyńskiego, który w latach 1815-45 był zarządcą wyspy. Zasłynął dwiema rzeczami: tym, że ufundował Poznaniowi wodociągi i Bibliotekę Raczyńskich oraz tym, że popełnił na wyspie samobójstwo strzelając sobie w głowę. Powód tego spektakularnego wyczynu nie jest znany.

A potem przychodzi mi do głowy, żeby przeskoczyć 50 kilometrów z Zaniemyśla drogą, wiodącą przez pola i łąki, a przecinającą wszelkie drogi krajowe czy gminne do Skansenu Miniatur w Pobiedziskach. To prawdziwa wielkopolska perełka. Zgromadzono w skansenie sto miniatur budowli z Wielkopolski. Wszystkie wykonane są w tej samej skali, mianowicie: 1:20. Spacerując ma się wrażenie przebywania w krainie Guliwera. Mamy tu między innymi Pałac w Rogalinie, Bibliotekę Raczyńskich, ruiny zamku w Wenecji (tej naszej, nie włoskiej), Biskupin, Katedrę w Gnieźnie oraz Stary Rynek w Poznaniu.

Guliwer i Biblioteka Raczyńskich – Muzeum Miniatur w Pobiedziskach

Zwiedzanie różnych obiektów postanawiam zakończyć w Gnieźnie. Ale najpierw po drodze wpadam na chwilę do Muzeum Piastów na wyspie Ostrów Lednicki. Dociera się tam również promem. Na wyspie znajdują się liczne zabytki archeologiczne oraz makieta grodu z X wieku. Są też dwa mosty i prawdopodobnie płyty nagrobne synów Bolesława Chrobrego. Historia grodu była burzliwa. Został on spalony co najmniej dwukrotnie. Dla miłośników historii stanowić może naprawdę niezłą gratkę.

Po Ostrowie Lednickim dojeżdżam do Gniezna , gdzie na chwilę zatrzymuję się w Katedrze Gnieźnieńskiej. Do obejrzenia są tam słynne Drzwi Gnieźnieńskie i grobowiec Świętego Wojciecha. Warto też pamiętać , że w Katedrze koronowano pięciu królów polskich, a w czasie okupacji Niemcy urządzili tam salę koncertową.

Wieczorny powrót do Poznania odbywa się już drogami bocznymi. Najpierw drogą numer 197 w kierunku Sławna – przez 35 km super widoki i sporo krętych zakrętów skrajem Puszczy Zielonki aż do Rejowca. Za Rejowcem skręcam na drogę numer 196 wiodącą w kierunku Murowanej Gośliny. Też fajna, otoczona koronami przydrożnych drzew. To coraz rzadziej spotykany widok, ponieważ wszelkie przydrożne drzewa są w trakcie remontów dróg wycinane. Przejeżdżam przez Murowaną Goślinę w kierunku na Poznań i przez Biedrusko docieram do Poznania.

1 KOMENTARZ

  1. Ciekawy wpis krajo i wielkopolsko poznawczy. Zabrakło mi tyko mapki z tą Twoją trasą. Przypadkowo znalazłem go teraz, po szukaniu wiadomości o powstałym mostku na Wyspę Edwarda.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.