Złośliwi twierdzili, że w województwie łódzkim nie ma niczego ciekawego. Pod zapowiedzią naszej wycieczki w ten rejon Polski aż trzęsło się od komentarzy, z których wynikało, że po prostu marnujemy czas. Dlatego potrzebowaliśmy konkretnego przewodnika, który obali ten mit, a przy okazji nie będzie bał się pogody, bo zapowiadano ochłodzenie, burze i ulewy. Zgłosił się odważny – Maciek, który strzepnął kurz z barków swojej kurtki i powiedział: „Potrzymajcie mi piwo…”. Okazało się, że nie mieliśmy na to czasu, bo tyle atrakcji zaplanował.
O co chodzi w Motocyklowej Polsce na Weekend? To proste – szukamy wśród naszych widzów i czytelników lokalnych przewodników, którzy oprowadzą nas po swoim województwie. Nie muszą wyciągać własnych maszyn. Dostają motocykl testowy od miejscowego dealera marki, która objęła patronat nad danym odcinkiem cyklu i regionem. Wspólnie szukamy ciekawych dróg, atrakcji i knajp, które rzadko pojawiają się w przewodnikach i internetowych „polecajkach”, za to dobrze znają je miejscowi motocykliści.
Byliśmy już do tej pory w dziewięciu województwach, dziesiątym jest łódzkie!
Zaczynamy w Łodzi
Naszą weekendową przygodę zaczęliśmy jak zwykle od wizyty u regionalnego dealera marki, która pożyczyła nam swoje motocykle na ten wyjazd. Łódzkie Moto-Moto, dealer Suzuki, otworzył przed nami swoje drzwi, by użyczyć V-Stroma 800 naszemu przewodnikowi oraz zaprezentować swoje wnętrze. My na miejsce dojechaliśmy swoimi motocyklami, czyli GSX-S1000GX oraz tegoroczną, gorącą jeszcze nowością – SV-7GX, którą wspomógł nas podwarszawski dealer marki, Suzuki Monsterbike Łomianki. Dziękujemy serdecznie.
Na początku, jak zwykle, nastąpiła wymiana gadżetów. Maciek dostał od nas Schubertha E2 z interkomem Cardo SC Edge na cały wyjazd oraz prezenty od partnerów tegorocznej akcji Motocyklowa Polska na Weekend: Silkolene, Gmoto, Vini, B13, Helikon-Tex, LS2 oraz Muc-Off.

Uzbrojony w gadżety Maciek zdecydował: zaczniemy od jedzenia. Udaliśmy się do knajpy PitStop Burger, która mieści się przy al. Jana Pawła II, naprzeciwko parkingu Pasażu Łódzkiego. To bardzo wyjątkowe miejsce dla wszystkich, którzy mają benzynę we krwi, gdyż właśnie tam odbywały się cotygodniowe, czwartkowe spoty miłośników motocykli, ale i samochodów. Choć to już zarzucona tradycja, podczas konsumpcji pysznego burgera widzieliśmy ogrom przejeżdżających motocykli oraz sporo tuningowanych, sportowych samochodów. Śmiem twierdzić, że to miejsce nadal żyje, a potwierdza to huk silników na sportowych wydechach.

Z tego jakże głośnego i ruchliwego miejsca, niejako dla równowagi, pojechaliśmy w zieleń. Górka Widokowa Rogi to miejsce, z którego rozciąga się zielona panorama Łodzi. Może i widać budynki, w tym oddalone wieżowce metropolii, ale zaskoczyła nas ilość zieleni – nie tylko wokół nas, ale także tej miejskiej i podmiejskiej. Fajne miejsce, żeby złapać dobrą perspektywę.
Pogoda mówi: macie pół dnia
Wyluzowani, uspokojeni i pełni nadziei na nadchodzący dzień udaliśmy się do hotelu. Zanocowaliśmy w trzygwiazdkowym Kolumna Park w podłódzkiej miejscowości Przygoń. Świetny hotel w dobrej cenie, super wyposażony, czysty i godny polecenia. Minus? Śniadania – zwykły bufet bez jakichś udziwnień – za 90 zł od osoby. Podziękowaliśmy za tę atrakcję. Będziemy od rana żywić się „na mieście”.
Następnego dnia budzimy się w innej rzeczywistości. Ochładza się o kilkanaście stopni, niebo pokrywają chmury, jest mokro, a prognozy straszą ulewnym deszczem po południu. Mamy zatem pół dnia, bo zwiedzanie i pokazywanie wam fajnych miejsc w strugach deszczu po prostu nie ma sensu. Musimy też zweryfikować trasę i niestety ją skrócić. Zatem – na Jeziorsko!
Stare młyny, dożynki i skarpa nad Wartą

Zanim to jednak nastąpiło, odwiedziliśmy bardzo ciekawe, historyczne miejsce – miejscowość Talar i Osadę Dwa Młyny z młynem z XVI wieku, położonym nad potokiem między rozległymi, malowniczymi stawami. Klimat jest niepowtarzalny. 
Na miejscu jest muzeum z możliwością zwiedzania tego historycznego obiektu, restauracja, pamiątki oraz piękna okoliczna przyroda. Spokój, cisza – idealne miejsce na przerwę lub spokojny start dalszej wycieczki.

Następnie zahaczyliśmy o miejscowość Buczek, w której mieszka nasz przewodnik, aby zobaczyć gospodarstwo powstałe tradycyjnymi metodami i z tradycyjnych materiałów. Dom i zabudowania gospodarskie z bala, ściany bielone wapnem, dachy kryte strzechą – tak już się po prostu nie buduje. A inwestycja ta powstała zaledwie kilka lat temu. Właścicielowi gratulujemy pomysłu i po staropolsku życzymy mu, aby „Grom w dąb bił, a twe obejście omijał”.

Jest czas dożynek, więc co chwila mijaliśmy wioski ozdobione dożynkowymi kukłami. Baloty słomy przybierają różne formy – czy to zwierząt gospodarskich, czy ludzi. Naszą uwagę przykuła jednak dożynkowa inscenizacja z Sędziejowic, przedstawiająca, a jakże, motocyklistę! Kukła motocyklisty siedziała na sprzęcie stylizowanym na turystyczne BMW. Szacun za kreatywność!

Następnie nasz przewodnik pokazał nam piękny widok na dolinę Warty ze skarpy w miejscowości Strońsko. Celebracja widoku została zaburzona przez niemiłego pana, który próbował nas wygonić z miejscówki, strasząc zgłoszeniem na policję i informując, że znajdujemy się na ziemi kościelnej i nie powinniśmy tutaj wjeżdżać motocyklami. Materiał nagraliśmy, porobiliśmy zdjęcia, a nawet puściliśmy drona i zawinęliśmy się stamtąd. Czekamy obiecane na mandaty i wezwanie na policję. A dla was porada – motocykle zostawiajcie przy ulicy, na parkingu. Fota motka na tle Warty grozi kłótnią.
Przejeżdżaliśmy obok bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku, w której stacjonują nasze F-16, ale z wiadomych przyczyn ani nie wyjmowaliśmy kamery, ani nie robiliśmy zdjęć. Warto natomiast pojeździć bocznymi drogami w jej okolicach, ponieważ są mało uczęszczane, kręte, a asfalt wystarczająco dobry, by czerpać frajdę z jazdy.
Jeziorsko z góry i z dołu

Z wieży widokowej w Glinnie nie tylko warto, ale nawet trzeba robić zdjęcia i kręcić filmy. Z ponad 17-metrowej konstrukcji roztacza się – na pierwszym planie – piękny widok na dolinę rzeki Warty, która jest rezerwatem dzikich ptaków. W tle widać wiatraki oraz miasto o tej samej nazwie co rzeka. Z kolei na północ od wieży nawet nieuzbrojone oko dostrzeże błyszczącą w słońcu taflę Jeziorska, czyli sztucznego zbiornika zaporowego na Warcie.

Jego budowę rozpoczęto w 1975 roku, a zakończono w 1986. Jest to największy akwen w województwie łódzkim, którego powierzchnia wynosi ponad 42 kilometry kwadratowe. Zbiornik jest tak duży, że jego północno-zachodnia część wlewa się na teren województwa wielkopolskiego. A tak, żebyście już byli w pełni doinformowani: Jeziorsko mieści w sobie aż 202,8 mln m³ wody, jego średnia głębokość wynosi 4,5 metra, a największa – 11 metrów przy samej zaporze.

Nad Jeziorskiem jest też Port Jachtowy w miejscowości Zakrzew. Znajdziemy tam całkiem solidną wakacyjną bazę turystyczną: sezonowe restauracje, pole campingowe, kąpielisko, molo, bazę noclegową etc. W sezonie musi tu być głośno, gwarno i tłoczno, a z głośników na pewno leci polskie disco. Co kto lubi.
Z południa nadciągają burzowe chmury. Deszczowy front zapowiadany na drugą część dnia właśnie się ziszcza. Pozostaje nam uciekać do hotelu – dziś już nic nie nagramy, a lać ma do rana.
Tak też się dzieje i w strugach deszczu udajemy się do hotelu, w którym przy sobocie odbywają się trzy wesela jednocześnie. Fabryka małżeństw – oby szczęśliwych.
Łoś z Dłutowskiego Lasu

Kolejny dzień wita nas słońcem! Jest pięknie, ciepło i turystycznie! Maciek podjeżdża swoim V-Stromem pod nasz hotel i stąd ruszamy do naszej pierwszej dzisiejszej atrakcji – Łosia z Dłutowskiego Lasu. Tak, tego wielkiego, ryczącego – czyli polskiego przedwojennego bombowca PZL.37 Łoś.
4 września 1939 roku z lotniska w Kucinach koło Aleksandrowa Łódzkiego wystartowały trzy bombowce PZL.37 Łoś z 212. Eskadry Bombowej, których zadaniem było zaatakowanie niemieckich kolumn zmotoryzowanych w rejonie Wielunia. Wkrótce po starcie polska formacja została przechwycona przez osiem Messerschmittów Bf 109D. Łoś o numerze 72.16, dowodzony przez ppor. obs. Kazimierza Dzika, został ciężko uszkodzony – jego silnik oraz skrzydłowy zbiornik paliwa stanęły w płomieniach. Załoga zrzuciła bomby, a dwóch lotników szczęśliwie opuściło płonącą maszynę na spadochronach. Pilot Feliks Mazak zdołał jeszcze posadzić samolot w młodym lesie w pobliżu Dłutówka. On i Dzik również przeżyli, a Mazak został wyciągnięty z wraku przez miejscowych chłopców.
Dwa pozostałe Łosie z tej formacji zostały zestrzelone, a większość ich załóg zginęła. W 2009 roku dokładnie w miejscu, w którym zatrzymał się 72.16, ustawiono jego pełnowymiarową makietę, odtwarzając nawet położenie maszyny po przymusowym lądowaniu. Cześć pamięci bohaterom września…
Góry usypane przez człowieka

Każdy z nas kojarzy Górę Kamieńsk jako sztuczny nasyp powstały z urobku kopalni Bełchatów. Spokojnie, tam też zajrzymy, ale najpierw Góra Szczerców. To bliźniaczy masyw nasypowy, wznoszący się nawet 200 metrów ponad otaczającą okolicę. Powstał ze zwałów ziemi wydobytych z odkrywki na terenie tzw. Pola Szczerców. W przyszłości góra ma zostać zaadaptowana pod tereny rekreacyjne i sportowe. Zdjęcia zupełnie nie oddają jej ogromu. W końcu jej powierzchnia to aż 11,5 km²! Robi wrażenie, prawda?

Ale największe wrażenie robi oczywiście odkrywka bełchatowska, roztaczająca się hen po horyzont w okolicy Elektrowni Bełchatów. Ta dziura w ziemi jest po prostu ogromna! I… jest pomysł, a raczej już ściśle określony plan, jak ją wykorzystać.
Najgłębsze jezioro w Polsce powstanie pod Bełchatowem
Do około 2070 roku ma zostać zakończony proces formowania i zalewania terenu pod najgłębsze w Polsce jezioro. Po połączeniu odkrywki Pola Bełchatów – tej, z której urobku powstała Góra Kamieńsk – i Pola Szczerców – tego od Góry Szczerców – zbiornik ma mieścić aż 3 kilometry sześcienne wody!
Średnia głębokość akwenu będzie wynosiła około 80 metrów, a największa głębia około 170 metrów. Lustro wody ma mieć ponad 40 kilometrów kwadratowych, czyli mniej więcej 1/3 powierzchni największego jeziora w Polsce – Śniardw. Co ciekawe, działki przyszłej linii brzegowej już są wykupione i niezliczone ilości rąk są zacierane w oczekiwaniu na przyszłe zyski.
Niestety jest duże prawdopodobieństwo, że nie dożyję kąpieli w tym jeziorze. Szkoda. Będę próbował dotrwać.
Góra Kamieńsk i widok, którego nie ma
To jeszcze nie koniec naszych kopalnianych przygód, bo musieliśmy przecież wspiąć się na wielokrotnie już w tym tekście wspominaną Górę Kamieńsk. Na jej szczyt prowadzi całkiem ciekawa, kręta droga, oferująca rollercoasterowe przewyższenia i spadki, choć asfalt jest średniej jakości.
Chciałbym napisać, że wspinaczkę rekompensuje widok z góry, ale nic bardziej mylnego. Punkt widokowy jest tak zarośnięty zielenią, że „widokowy” jest już tylko z nazwy. My mamy drona, więc puszczamy go, by rozejrzeć się po okolicy. Latam między wiatrakami umieszczonymi w lesie na szczycie góry. Widok jest rozległy i monumentalny.
Na Górze Kamieńsk znajduje się też stok narciarski, na który nieraz przyjeżdżałem zimą pojeździć na snowboardzie, gdyż jest to najbliższa Warszawy już w miarę konkretna górka. Każdemu miłośnikowi białego szaleństwa polecam ją na rozjazd przed wyjazdem w prawdziwe góry.
Turkusowe Wapienniki

Były góry, było jezioro – na razie w przyszłości – więc nasz przewodnik Maciek zabiera nas do akwenu już gotowego na kąpiel. Wapienniki pod Sulejowem to zalany dawny kamieniołom wapienia, charakteryzujący się turkusową wodą. Teren jeziora jest prywatny, ale nie przeszkadza to ludziom spędzać nad nim czasu w upalne dni. Tak jest i dziś.
Sprawdzam wodę – jest ciepła i zachęca do kąpieli mimo zakazu. Maciek tłumaczy, że zakaz kąpieli wziął się z próbek wody, które wykazały odczyn zasadowy. Podwyższone pH może drażnić oczy i skórę. Jako że obaj z Maćkiem jesteśmy zaawansowanymi pływakami, stwierdziliśmy, że raz kozie (Brzozie) śmierć, i poszliśmy pływać.
Woda jest piękna, przejrzysta, czysta, pełna ryb, wodorostów i małży. Przepłynęliśmy na drugą stronę jeziora i wróciliśmy. Piękne miejsce. Oczywiście nie ma tu wyznaczonego kąpieliska, są głębie, a ściany wyrobiska w niektórych miejscach są pionowe, więc kąpiel tylko na własną odpowiedzialność. Ja nie żałuję. Będę tu wracać.
Nie obyło się też bez dramy. Gdy już się ubrałem i spakowałem, nie mogłem znaleźć kluczyka do motocykla. Przejrzałem wszystkie kieszenie, schowki, motocykl – nic. Wielokrotnie szukałem też w miejscu, gdzie rozbierałem się przed kąpielą, i nadal nic. Na szczęście lepsze ode mnie oczy ma Dawid, który wypatrzył kluczyk od mojego GX-a w głębokim chaszczu. Ufff. Jedziemy dalej!
Spała – carska i prezydencka
Przejeżdżamy przez Spałę – miejscowość urokliwą, wręcz letniskową. Pełną ludzi, knajpek, a także zaparkowanych wszędzie motocykli. Spała to niewielka, malownicza miejscowość nad Pilicą, otoczona lasami dawnej Puszczy Pilickiej. Jej niezwykła historia rozpoczęła się pod koniec XIX wieku, kiedy car Aleksander III wybrał to miejsce na swoją rezydencję myśliwską.
Po odzyskaniu niepodległości Spała stała się letnią rezydencją prezydentów RP – szczególnie upodobał ją sobie Ignacy Mościcki, za którego czasów była ważnym miejscem spotkań politycznych i słynnych polowań. Dziś miejscowość kojarzona jest zarówno z przedwojenną historią i charakterystycznym pomnikiem żubra, jak i z Centralnym Ośrodkiem Sportu, w którym od dziesięcioleci przygotowują się najlepsi polscy sportowcy. A dla mnie ma ona jakiś wyjątkowy, wakacyjny klimat.
Bunkier w Konewce. Pociąg ukryty pod betonem

Tuż pod Spałą znajduje się jeden z dwóch niesamowitych obiektów historycznych. Bunkier w Konewce to potężny niemiecki schron kolejowy, zbudowany w latach 1940–1941 jako część kompleksu dowodzenia „Anlage Mitte”, przygotowywanego na potrzeby planowanej wojny ze Związkiem Radzieckim.
Żelbetowa konstrukcja ma około 380 metrów długości i była w stanie pomieścić cały pociąg sztabowy, chroniąc go przed bombardowaniem i atakiem chemicznym. Ostatecznie kompleks nie odegrał planowanej roli dowódczej, a pod koniec wojny służył m.in. jako magazyn bomb i amunicji Luftwaffe. Dziś schron jest udostępniony do zwiedzania i pozostaje jednym z najbardziej imponujących obiektów militarnych w okolicach Spały – obok bliźniaczej konstrukcji w oddalonym o kilka kilometrów Jeleniu.
Łódzkie? Jednak jest co oglądać

Tutaj kończymy naszą łódzką przygodę. Myślę, że Maciek udowodnił, że jego województwo, skreślane przez wielu jako nieciekawe, zasługuje na uwagę i motocyklowe odwiedziny. Nasz projekt Motocyklowa Polska na Weekend jest o tyle ciekawy, że wręcz zmusza nas do odkrywania miejsc, o których istnieniu często nawet byśmy nie wiedzieli.
Stąd tak ogromna i pozytywna rola regionalnych przewodników, którzy współtworzą ten projekt. Dzięki, Maciek!
Kilka słów o naszych motocyklach
Aby jeździć, trzeba mieć na czym. A my zdecydowanie mieliśmy! Oto recenzja naszych maszyn:
Suzuki DL 800, czyli szosowy V-Strom
Tegoroczna nowość Suzuki SV-7GX
Suzuki GSX-S1000GX
Pobierz trasę
Przejedź się naszymi śladami – oto link do pobrania naszej 145-kilometrowej trasy
