_SLIDERSam byś odpuścił. W grupie odkręcasz. Dlaczego?

Sam byś odpuścił. W grupie odkręcasz. Dlaczego? [Słowo na niedzielę, felieton]

-

Dwie grupki znajomych od pojeżdżawki startują tego samego ranka, tą samą drogą, w tę samą pogodę. Jedna wraca wieczorem w komplecie, zmęczona i szczęśliwa, a przez drugie pół wieczora przeżywa te same winkle po raz trzeci. Druga ekipka zbiera się o brzasku na parkingu przed szpitalem, w niepełnym składzie i nikt nie opowiada nic – wszyscy tylko patrzą spod byka po sobie. Różnica nie leżała w motocyklach. Nie leżała nawet w umiejętnościach — bo w obu paczkach byli i ci bardziej i mniej doświadczeni. Różnica siedziała w czymś, czego żaden z tych ludzi nie widział, choć miał to ze sobą przez cały dzień.

Każdy, kto ma doświadczenie jazdy w grupie, przeczuwa, że coś się z nim wtedy dzieje. Że jadąc w grupie podejmuje decyzje, których solo pewnie by nie podjął. Wyprzedza tam, gdzie jadąc samemu by odpuścił. Dokłada tam, gdzie sam by zwolnił. Wraca do domu i myśli: „po kiego ja to zrobiłem?”. Nie znajduje jednak dobrej odpowiedzi, więc mówi sobie „poniosło mnie” i zamyka temat. A powinien go otworzyć, przede wszystkim przed sobą samym, bo „poniosło mnie” to nie wyjaśnienie. To nazwa zjawiska, które psychologia rozpracowała tak ze sześćdziesiąt lat temu — i które mówi o jeździe w grupie więcej, niż mówią wszystkie poradniki o technice.

Między stadem, a ciszą – czyli o tym, że jadąc w grupie każdy zakręt pokonujesz samotnie [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

Ryzykowna decyzja grupowa

Tak jak kilka rzeczy, z których dziś korzystamy i ta opisywana dziś, zaczęła się od pomyłki. W 1961 roku pewien student zarządzania w MIT, James Stoner, chciał udowodnić rzecz oczywistą (wg. jego założenia): że grupy podejmują ostrożniejsze decyzje niż pojedynczy ludzie. Brzmi rozsądnie — komitet, narada, burza mózgów, ktoś w końcu powie „hola, hola… bez przesady”. Stoner był tego schematu tak pewny, że uznawał to wręcz za truizm, którego nikt nie potrzebował weryfikować. Zbadał więc, jak ludzie decydują w pojedynkę, a jak w grupie. I wyszło mu… dokładnie na odwrót. Grupy nie tonowały. Grupy podkręcały. Podejmowały decyzje śmielsze niż średnia z decyzji członków grupy sprzed narady. I nie oszukujmy się, są sytuacje, kiedy mechanizm ten naprawdę się przydaje. Stoner nazwał to „przesunięciem ku ryzyku” — risky shift — i tym jednym odkryciem uruchomił lawinę badań nad tym zjawiskiem.

Pół prawdy…

Lista badań, na jakie natrafiłem, liczyła kilkanaście pozycji, a gdybym szukał dalej, to pewnie znalazłbym kolejne. Ważniejsze jest jednak nie to, ile tych badań przeprowadzono, ale ich efekt. Ten zaś potwierdził wskazane wyżej zjawisko na ludziach w różnym wieku, różnych zawodach, a nawet zamieszkujących w różnych krajach. I tu pewnie powinienem skończyć tę tyradę: grupa równa się większe ryzyko, koniec. Tyle że to nieprawda — a przynajmniej nie cała prawda, i akurat ta połowa, którą się pomija, jest dla nas motocyklistów najbardziej interesująca i ważna za razem.

Grupa wzmacnia to, czym jest od początku

Bo jakiś czas po opisanych wyżej badaniach inny badacz, Frode (nie FRODO) Nordhøy, pokazał coś, co zepsuło ładną tezę Stonera, a mianowicie że grupa potrafi przesunąć decyzję również ku ostrożności. Nazwano to „przesunięciem ku ostrożności”, cautious shift, i przez lata wyglądało to jak sprzeczność, aż ktoś wreszcie zobaczył wzór. Grupa nie ciągnie zawsze w stronę ryzyka albo ostrożności. Grupa ciągnie w tę stronę, czym już nasiąkła na starcie. Wzmacnia nastawienie, które było w niej dominujące, zanim którykolwiek członek grupy odpalił silnik. To zjawisko dostało własną, precyzyjniejszą nazwę: polaryzacja grupowa. Dyskusja, wspólna jazda, samo bycie razem — to wszystko działa jak wzmacniacz. A wzmacniacz nie ma własnego zdania, on tylko wzmacnia ten sygnał, który dostał na wejściu.

Nastawienie jest najważniejsze

Wrócimy zatem na asfalt, bo tu robi się niewygodnie. Jeśli dołączasz do paczki, w której tłem jest „jedziemy na luzie, nikt nikomu nic nie musi udowadniać” — ta paczka wyciągnie
z ciebie więcej rozsądku, niż miałbyś solo. Będziesz jechał uważniej, spokojniej, mądrzej, bo grupa wzmocni to nastawienie. Ale kiedy zaczynasz jazdę z grupą, w której tłem jest „lecimy pełnym piecem” — nawet jeśli nikt tego nie powie na głos, nawet jeśli wszyscy się uśmiechają na parkingu — ta sama „maszyneria” zadziała w drugą stronę. Wzmocni brawurę, którą przywieźliście i odda ci ją z nawiązką. Nie dlatego, że jesteś słaby. Dlatego, że tak działa grupa — każda, zawsze, także ta, która uważa się za rozsądną.

„Dzień Świra”, czyli drobne rytuały przed odpaleniem [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

To nie twoja wina?

I to jest moment, w którym powinienem sprzedać ci proste rozgrzeszenie: „to nie twoja wina, to mechanizm, to grupa spowodowała, że cię poniosło”. Nie sprzedam. Bo z tego samego badania, które zdejmuje z ciebie część winy, wynika coś jeszcze. Nikt cię nie przypisał losowo do paczki odkręcających manetę bez opamiętania. Wybrałeś ją. Zobaczyłeś jak jeżdżą i dołączyłeś. Mechanizm jest ślepy — ale ty nie musisz taki być.

Dlatego pytanie „czy w grupie jeżdżę ostrzej” jest źle postawione. Właściwe brzmi: z kim postanowiłem jeździć — i czy naprawdę nie wiedziałem, w którą stronę ta ekipka mnie wzmocni. Wiedziałeś. To widać już po pierwszym wspólnym tankowaniu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ