GoPro, marka, której nazwa przez lata była niemal synonimem kamery sportowej, zmienia właściciela. Firma zawarła umowę połączenia ze Starman Optical, a dotychczasowi akcjonariusze otrzymają łącznie 285 mln dolarów. Jeszcze kilkanaście lat temu GoPro wyceniano na miliardy. Dziś transakcja ma przede wszystkim uratować firmę przed finansową katastrofą. Dla motocyklistów to szczególnie ciekawa historia – trudno znaleźć drugą markę kamer, która wywarła tak duży wpływ na sposób, w jaki zaczęliśmy nagrywać nasze jazdy.
Od symbolu kamer sportowych do problemów finansowych
GoPro powstało w 2002 roku, a prawdziwa eksplozja popularności marki nastąpiła wraz z rozwojem niewielkich kamer HERO. Motocykliści, rowerzyści, narciarze, surferzy i cała branża sportów ekstremalnych dostała sprzęt, który można było przypiąć do kasku, motocykla czy klatki piersiowej i nagrywać ujęcia wcześniej wymagające znacznie bardziej skomplikowanego sprzętu. W 2014 roku GoPro weszło na giełdę. Akcje kosztowały początkowo 24 dolary, by w szczytowym momencie dojść do około 98 dolarów. Kapitalizacja spółki sięgnęła wówczas około 12 miliardów dolarów. Później zaczęła się jednak długa jazda w dół. Kurs akcji od historycznego maksimum stracił około 99 proc. wartości, a przychody firmy dramatycznie zmalały. W drugim kwartale 2026 roku były o ponad 80 proc. niższe niż w najlepszym kwartale w historii GoPro.
Chińska konkurencja zrobiła swoje
Przyczyn problemów było kilka. Smartfony zaczęły oferować coraz lepszą jakość nagrań, a na rynku kamer sportowych pojawiła się bardzo mocna konkurencja, przede wszystkim ze strony chińskich producentów. DJI i Insta360 przestały gonić GoPro, a w wielu obszarach zaczęły wyznaczać tempo rozwoju całego segmentu. GoPro nie zniknęło z rynku i nadal miało ogromną rozpoznawalność, ale sama marka przestała wystarczać. Sprzedaż malała, rosły straty, a sytuacja finansowa stawała się coraz trudniejsza. W pierwszym kwartale 2026 roku firma wykazała aż 81 mln dolarów straty netto. W czerwcu pojawiło się już formalne ostrzeżenie dotyczące zdolności firmy do dalszego funkcjonowania. Natomiast w lipcu założyciel i dyrektor generalny GoPro Nick Woodman pożyczył własnej spółce 20 mln dolarów. Zadłużenie GoPro przed zawarciem obecnej umowy wynosi około 92 mln dolarów.
GoPro łączy się ze Starman Optical
Ratunkiem ma być zawarta 1 września 2026 roku umowa ze Starman Optical – amerykańską firmą działającą w branży optycznej i fotonicznej. Dotychczasowi akcjonariusze GoPro mają otrzymać łącznie 285 mln dolarów, czyli 1,14 dolara za akcję, a jednocześnie zachować około 10 proc. udziałów w połączonej spółce. Około 92 mln dolarów zadłużenia GoPro ma zostać w całości spłacone w momencie zamknięcia transakcji. Fuzja została już zaakceptowana przez zarządy obu firm, ale wymaga jeszcze m.in. zgody akcjonariuszy GoPro oraz odpowiednich organów regulacyjnych. Jej finalizacja planowana jest przed końcem 2026 roku. Co ciekawe, GoPro nie zniknie z giełdy.
Kamery GoPro również nie znikną
Dla nas najważniejsza jest jednak inna informacja: to nie jest koniec kamer GoPro. Firma deklaruje, że po połączeniu nadal będzie rozwijać i obsługiwać swoje produkty konsumenckie, a także platformę chmurową i usługi abonamentowe. Nowy właściciel chce wykorzystać technologię, doświadczenie oraz ogromne portfolio własności intelektualnej GoPro, obejmujące ponad 2500 amerykańskich patentów związanych m.in. z optyką i przetwarzaniem obrazu. Jednocześnie GoPro ma wejść na zupełnie nowe rynki. Technologie obu firm mają być rozwijane z myślą o centrach danych AI, sektorze przemysłowym, robotyce, lotnictwie, administracji oraz przemyśle obronnym. Starman zamierza również przenosić część produkcji strategicznych komponentów optycznych do Stanów Zjednoczonych.
Koniec pewnej epoki? Jeszcze nie
Historia GoPro jest świetnym przykładem tego, jak szybko może zmienić się rynek elektroniki. Firma, która kilkanaście lat temu właściwie stworzyła masowy rynek kamer sportowych i była wyceniana na około 12 miliardów dolarów, znalazła się w sytuacji, w której jej przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Dla motocyklistów ma to dodatkowy wymiar. Przez lata określenie „GoPro” funkcjonowało właściwie jak nazwa całej kategorii produktów. Kamera na kasku? GoPro. Kamera na gmolu? GoPro. Nagranie z toru, enduro czy wyprawy? Bardzo często właśnie GoPro. Dziś konkurencja jest znacznie większa, a pozycja amerykańskiej marki zdecydowanie słabsza niż dekadę temu. Nie oznacza to jednak jej końca. Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana, GoPro dostanie przede wszystkim to, czego ostatnio bardzo potrzebowało – znacznie zdrowszy bilans i właściciela, który chce nadal rozwijać markę.
Być może więc nie oglądamy śmierci GoPro, a początek jego drugiego życia.
