TurystykaRelacje z wyjazdówGrecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy!

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

-

I znów jesteśmy, po trzech latach przerwy, po raz kolejny na naszych wspaniałych motocyklach, kolejne, pięknie nawinięte kilometry! Ale do rzeczy…

Autor tekstu: Wojciech Czapla, autorzy zdjęć: Wojciech Czapla, Paweł Szymanek 

Nasza wspólna, ostatnia wyprawa po Włoszech, miała miejsce w czerwcu 2018 roku i była opublikowana na jednym z portali motocyklowych. Grecja była zaplanowana na wiosnę 2020 ze względu na to, że na dalsze wycieczki jeździmy co dwa lata. Niestety Covid-19 pokrzyżował nam plany i dopiero 1,5 roku później zdecydowaliśmy pojechać. Będę tym razem opisywał naszą piątą już mega moto wycieczkę- Objechać Grecję! Ekipa prawie się nie zmienia, przyjaźń nas łączy ogromna i tak po kolei…

Tomek&Mila na nowiutkiej Hayabusie, Szymon tym razem na S1000XR, Grześ BMW R 1150 RS, Mały (całkiem świeży motomaniak, ale daje rade) na S1000XR i ja (Czapla) dosiadający Kawasaki H2SX.

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

Dla Grzesia podróż zaczęła się jak zwykle dwa dni wcześniej, ponieważ mieszka w Irlandii i musiał rozpocząć od promu, żeby następnego dnia dojechał do Tomka i Mili w Hagen ( Niemcy).Tomek natomiast zbyt późno zdecydował się na zmianę opon w swojej paro miesięcznej Hayabusie z nalotem 5000 km i okazało się że niemieccy fachowcy podczas zakładania przedniej opony, pokrzywili tarcze hamulcowe.2ego września Suzuki mu obiecało że tarcze będą do południa następnego dnia. Wyobrażacie sobie takie ciśnienie? Wszystko spakowane, gotowe do wyjazdu ,a tutaj myśli czy w ogóle wyjazd wypali. Masakra. Na szczęście jak Niemiec obiecał tak zrobił. O godzinie 13ej Suzuki Mili i Tomka było gotowe do drogi.

My zaś w trójkę, 3 września o godzinie 7 rano spotkaliśmy się na stacji BP w Kołobrzegu i ruszyliśmy szybkim tempem przez Niemcy do Pensjonatu Maria Bruck w Austrii. Ten hotelik położony jest parę kilometrów od wjazdu na Grossglockner i prowadzi go Polak. Polecamy miejscówkę szczególnie motocyklistom. Dojechaliśmy na miejsce o 19.30, a dwie godziny później byli już Mila, Tomasz i Grzegorz. Wieczór skończyliśmy w lokalnym barze popijając Stroha 80.

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

Drugiego dnia od rana już wszyscy razem, głowy trochę ciężkie ale o godzinie 9ej zaraz po śniadaniu udało się wyruszyć dalej. Celem był Camp Ostro w Kraljevicy (HR) odległy o 410 km. Droga nie była daleka, więc koniecznym było po raz kolejny wjechać na szczyt Grossglockner. Tamtejsze widoki czarują za każdym razem, a kręte drogi dają mnóstwo adrenaliny. Pogoda była piękna, ciepła całe 25 st. C. Po paru postojach na punktach widokowych pojechaliśmy dalej lokalnymi drogami bez autostrad w kierunku granicy ze Słowenią. Przejechaliśmy bez kontroli i kolejek oraz następnie, krętymi drogami w kierunku Chorwacji. Tylko na ostatnie kilometry Słowenia zaprosiła nas na autostradę za którą zapłaciliśmy winietą 7,50 euro/ tydzień. Nasze tempo na drogach wielopasmowych wahało się w rejonie 150 kmh. Granica Słoweńsko-Chorwacka to już inna para kaloszy. Kolejka ponad 5 km i cieszyło, że mogliśmy przeciskać się bokiem. Chorwaci sprawdzili dowód osobisty i pocisnęliśmy autostradą do naszego miejsca docelowego. Na camping wjechaliśmy o 19:30.Namioty rozstawialiśmy już po ciemku, ale to nie przeszkodziło, żeby jeszcze po kolacji i przed snem, wykąpać się w ciepłej wodzie Adriatyku. Spać nie udało się zbyt wcześnie, bo nad brzegiem morza stał sobie bar. Śliwowice polano, a na dodatek poznaliśmy sympatycznych Słoweńców, którzy uraczyli nas jakimś ich lokalnym Pelinkovcem.

Trzeciego dnia zaplanowaliśmy dojechać do Dubrovnika, to ok 550 km. Wstać udało się w miarę wcześnie, bo o 7:30,ale zanim spakowaliśmy sprzęty i zjedliśmy śniadanie w lokalnym sklepie spożywczym, zrobiła się 10:30.Trzeba było też przejść się po okolicy za dnia, żeby zobaczyć w ogóle gdzie nocowaliśmy. Ruszyliśmy drogą wzdłuż wybrzeża. Super widoki, po prawej ciągły widok Adriatyku. Na ulicy bardzo duży ruch w tym prawie połowa to kampery i przyczepy kampingowe. Musieliśmy się często przeciskać podążając do przodu. Tempo jak na tak zatłoczoną drogę było i tak fajne i czerpaliśmy wiele radości z pokonywania ostrych winkli. Wszyscy byliśmy zaopatrzeni w intercomy, więc też ułatwiało to np. wyprzedzanie, jeśli ktoś z nas musiał zostać w tyle, do tego śmiechu co nie miara, bo często któryś z nas sypał dziwnymi tekstami. Po ok. 50km odbiliśmy na autostradę aby zwiększyć tempo. Na wczesny obiad i trochę odpoczynku zjechaliśmy nad zatokę pomiędzy Trogirem a Splitem. Bardzo udany postój przy samej plaży w nadmorskim miasteczku. Nie obyło się bez kąpieli, relaxu i pysznego jedzenia. Jedni postawili na owoce morza, drudzy z kolei na cevapcici.

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

Zeszło całe 3 godzinki. Dalej na autostradę i na przejście graniczne z Bośnią i Hercegowiną w Klek. Tutaj autostrada już się skończyła, ale jechało się bardzo żwawo. Na granicy bez kontroli, jechać dalej. W Neum przekroczyliśmy ponownie granicę i wjechaliśmy do Chorwacji. Na granicy tylko pytanie gdzie jedziemy i okazać paszport covidowy. Drogą nr 8 jechaliśmy dalej podziwiając piękne widoki, po lewej góry, po prawej morze. O 19:30 dopadł nas zmrok. Zatrzymaliśmy się ,aby zarezerwować z booking.com jakieś lokum. Szymon wspomniał o kończącym się łańcuchu który zaczął mocno hałasować i było widać okiem, że żywot dla niego się skończył. Moto do perfekcji przygotowane, a jednak taki szczegół umknął przed wyjazdem. Spodziewał się, że Grecję jeszcze przejedzie. Pod apartament położony na wysokim wzgórzu nieopodal centrum Dubrovnika podjechaliśmy o 20:15.Miejscówa rewela, całe piętro nasze plus garaż na motocykle. Właściciel na dzień dobry uraczył nas butelką Rakiji i wspólnie z nim ją skończyliśmy. Na kolację poszliśmy spacerkiem w kierunku starego miasta trzymając w garści butelkę dobrego, lokalnego wina. Starówka w Dubrovniku powala. To stare przepiękne miasto. Niestety nie mogliśmy zabawić długo, choć były chęci, ponieważ w czasach pandemii lokale i kluby zamykane były max o północy. Pozostało nam wrócić do łóżek i dobrze się wyspać.

6-ego września wstaliśmy o 7:30.Mieliśmy dojechać do Ksamilu w Albani 540 km, a jak wyszło to zaraz przeczytacie. Moto spakowane, na odjazd jeszcze parę fotek na parkingu przed pensjonatem. Cudowny widok ze wzgórza na całą panoramę Dubrovnika i na pierwszym planie motocykle, to jest to. 9:30 ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża drogą nr 8 w stronę granicy z Czarnogórą. Na wylocie z miasta zahaczyliśmy market przed którym zjedliśmy śniadanie. Pogoda cały czas dopisywała,25 st. C i więcej to norma. Po krajowych drogach w większości jazda odbywała się w jeansach i lekkich butach lub sandałach. Na granicy w Karasovici byliśmy o 10ej.Straż graniczna chciała zobaczyć dowody rejestracyjne pojazdów oraz szczepienie covid. Dalej kierowaliśmy się w stronę zatoki kotorskiej bardzo ciekawą, krętą trasą. Cały czas te super widoczki. Aby nie objeżdżać całej zatoki, w Kamenari wjechaliśmy na prom i przeprawiliśmy się za 3 euro na drugą stronę basenu kotorskiego. Zyskaliśmy ok. godzinę. Podążaliśmy dalej wzdłuż wybrzeża zbliżając się do granicy z Albanią. Czarnogóra nas pozytywnie zaskoczyła. Spodziewaliśmy się gorszych dróg i nieporządku a jest tam naprawdę zacnie. Popołudniem dotarliśmy na granicę albańską w Murriqan. Tutaj już większe żądania – dowody rejestracyjne, zielona karta i paszporty covidowe plus dowody osobiste. Grzesiu i Szymon zakupili ubezpieczenie 15 euro/moto, bo w Irlandii nie ma opcji zielonej karty a Szymon zapomniał zabrać. Czarnogórę udało im się przejechać bez, a ten kraj też takowej karty wymaga. Stojąc kilkanaście metrów za przejściem granicznym od razu widać różnicę w kulturze.

Na początek w oczy wpadają przepełnione śmietniki, śmieci porozrzucane po rowach i do tego smród. Tak powitała nas Albania. Dalej pojechaliśmy kierując się na Tiranę. Wskoczyliśmy na autostradę, ale tamtejsza jakość dróg nie zachwyca ani trochę. Asfalty mają tak śliskie, że normą było załączanie się ABSu a przy przyspieszaniu systemu kontroli trakcji. Droga aż się świeci, wrażenie jakby jechało się po lodzie. Zero przyjemności z szybkiej jazdy, tym bardziej na ostrych zakrętach. Zanim odbiliśmy na wybrzeże w kierunku Durres (SH1), trafiliśmy na odcinku bez autostrady potężny korek. Godziny szczytu, prawie dwie godziny przeciskania się miedzy samochodami z temperaturą powietrza 33 stC. Mieliśmy dosyć. Na postoju wszyscy stwierdziliśmy, że nie damy rady dojechać do Ksamilu. Odpaliliśmy booking.com i zarezerwowaliśmy Hotel Olive we Wlorze. Nerwy były też przy płaceniu w sklepach czy za posiłki, bo mało gdzie była możliwość zapłacić kartą. Z euro chcieli wydawać lokalną walutę, która nam nie była potrzebna, bo Albanie robiliśmy tylko przejazdem. Chociaż na stacjach benzynowych mieli terminale ale nie na wszystkich działające.

Jadąc autostradami i nie tylko trzeba wspomnieć jeszcze o jednym… Nie spodziewasz się kiedy, mając na budziku czasem i 180 kmh, wybiegających psów, które zabite leżą pomiędzy pasami ruchu, jadących pod prąd bez oświetlenia pasem pseudo awaryjnym skuterowców ,a już maxem były matki z dziećmi przeskakujące barierki rozdzielające pasy autostrad. Przeprawa przez to państwo naprawdę była męcząca. Odbiliśmy sobie za to po przyjeździe do hotelu ok. 20ej.Tego dnia Szymon miał 43 urodziny! Na prezent dostał od nas voucher z Louisa, bo na gabaryty miejsca nie było. Motocykle stały bezpiecznie zaparkowane w podziemnym garażu, a hotel przyjmował pierwszych gości zaraz po otwarciu. Poszliśmy 15 min spacerkiem na główną promenadę, gdzie wzdłuż wybrzeża ciągnęły się sklepy i restauracje wśród wysokich palm. Była uroczysta kolacja, szisza bar i dużo mohito. Po ciężkim dniu ale znów ciekawym spać poszliśmy o 2ej.

Dzień 5 – dojechać przez Ksamil do Akraty na pole campingowe 550 km. Zjedliśmy śniadanie wliczone w cenę noclegu(22 euro/os) i chętnie o godz. 10. ruszyliśmy przed siebie mając w perspektywie opuszczenie tego zaniedbanego kraju i wjazdu do Grecji. Pojechaliśmy wzdłuż wybrzeża nie wpychając się na autostradę. Był to dobry wybór bo trasa SH8 przyniosła nam niezapomniane widoki. Jechaliśmy troszkę wolniej ze względu na śliską nawierzchnię. Na postojach zrobiliśmy mnóstwo fajnych zdjęć a przy okazji zrywaliśmy prosto z drzewa świeże figi i dostępne winogrona. Mały był mistrzem w karmieniu nas świeżymi owocami. Wskoczył zawsze gdzieś przez rów i przynosił całe garście słodkich przekąsek. O 13 zajechaliśmy na najpiękniejszą plażę Albani w Ksamil. Hm,taka krąży opinia, rzeczywiście plaża, widoki, wysepki, lazurowa woda zachwycają, ale dlaczego wokół znów tyle śmieci i smród. Po prostu Albania. Po kąpieli i leżakowaniu zjedliśmy obiad. Przy płaceniu oczywiście problemy, kartą nie było szans, a do tego kelner próbował nas ostro naciągnąć. Kłamał w żywe oczy, aż w końcu wymiękł, ale nie przeprosił. Generalnie Albańczycy to mili nie są. O 16 ruszyliśmy na granicę w Mavromati, po drodze przeprawiając się barką na linie przez kanał w Parku Narodowym Butrint.

Po stronie albańskiej bez przeszkód, kolejki też dużej nie było. U strażników Greckich był godzinny stop. Zapomnieliśmy wypełnić formularza PLF online. Paszporty covidowe i dokumenty nie wystarczyły. Nie było problemu z połączeniem WiFi, ale niektórzy niecierpliwi zapłacili korzystając z sieci albańskiej za parę minut internetu po ok. 200 zł do rachunku. Szczęśliwi, będąc już w kraju docelowym ruszyliśmy dalej drogą lokalną, troszkę dziurawą aby dostać się do autostrady nr 5. Grecy nastawiali dużo płatnych bramek, ale za to jakość nawierzchni była o niebo lepsza od strony albańskiej i mogliśmy szybciej pedałować. O 19:30 zrobiło się ciemno a z powodu przestawienia czasu o godzinę do przodu na Camping Akrata Beach dotarliśmy o godzinie 23ej.Właściciele campingu przyjęli nas bez problemu. Kazali nam się rozbić blisko plaży, ale Mały i ja zdecydowaliśmy napompować tylko materace i w śpiworach spać na kamienistej plaży. Zanim do tego doszło, zjedliśmy dobrą kolację. Nie mogło zabraknąć sosu tzatziki i greckiej sałatki oraz lokalnego wina. Było zabawnie do tego stopnia, że i właściciel zasiadł do nas i obalił butelkę whisky. Odnośnie łańcucha w Szymonowej XRce to było coraz to gorzej i decyzja zapadła, że na pewno w Atenach zmienia na nowy.

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

Następnego dnia mnie z małym Pawłem obudził silny wiatr i szum morza. Była 8:30 rano i gdy otworzyliśmy oczy Szymon zażywał już morskiej kąpieli w wysokich falach. Pogoda tego dnia można powiedzieć, że się troszkę pogorszyła. Było poniżej 20 stC,a słońce zakryły chmury. Planowo mieliśmy zostać w tym miejscu dwie noce, ale wszyscy zgodnie postanowiliśmy jechać do Aten-stolicy i największego miasta Grecji. Z campingu wyjeżdżały kampery jeden za drugim. Zjedliśmy dobre śniadanie, wskoczyliśmy na autostradę i po 150 kilometrach o godz 13ej zajechaliśmy pod Hotel Katerina w Atenach. Po drodze mijaliśmy kanał koryncki. Przejeżdżając przez to wielkie miasto mieliśmy trochę wrażenie jak byśmy byli w Neapolu. Ogromny ruch, korki i zasada kto pierwszy ten lepszy. Peryferia tego miasta raczej nie zachwycają. Hotel prawie że w centrum dysponował strzeżonym parkingiem z czego byliśmy bardzo zadowoleni. Szymon znalazł w necie sklep moto i umówił się na zmianę łańcucha na następny dzień. Na obiad poszliśmy do lokalnej restauracji i dalej na spacer w kierunku placu centralnego zwanego Syntagma gdzie stoi budynek parlamentu. Tam czekała na nas dodatkowa atrakcja,9ego września rozpoczynał się rajd WRC Akropolu. Na placu prezentowane były rajdowe auta i kończono budowę trybun, ponieważ na następny dzień właśnie z tego miejsca zaczynał się rajd ,a jego pierwszym odcinkiem był City Stage.Do hotelu wróciliśmy już o 19.30,zmęczeni do tego stopnia że Grześ, Mila i ja spać poszliśmy godzinę później. Tomek, Szymon i Mały natomiast postanowili jeszcze zobaczyć Akropol nocą. Wrócili z fajnymi zdjęciami po północy.
Siódmy dzień naszego wyjazdu przeznaczyliśmy na dalsze zwiedzanie Aten. Pogoda była idealna, bo w dalszym ciągu brakowało słońca i było tylko 24 st. C. Szymon wskoczył o 9ej na XRkę i pojechał zmienić łańcuch. Szczęśliwy wrócił o 11ej i wspólnie ruszyliśmy na Akropol. Idąc zwróciliśmy uwagę na bezdomne psy i koty błąkające się po ulicach, lub leżące w zacienionych miejscach. Na terenach zielonych i na wzgórzach normalką jest napotkać żółwia. Niefajnym widokiem są żebrzące matki z dziećmi lub bezdomni którzy już z dala cuchną.

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

Wejście na Akropol (156 m n.p.m.) wymaga pewnego wysiłku, bo prowadzi do niego stromo pochylona ścieżka. Wejście na starożytne atrakcje kosztowały nas 30euro/osoba. Szczegóły tego miejsca można znaleźć na portalach internetowych i nie będę się o nim rozpisywał. Na pewno warto było zwiedzić, choć większe wrażenie zrobił na nas Rzym, gdy odwiedzaliśmy go w 2018.O godzinie 18-ej startował rajd WRC. Ciężko było się dopchać aby cokolwiek zobaczyć, ale parę zdjęć udało się zrobić i nagrać wspaniały dźwięk tych szybkich aut. Wróciliśmy do hotelu ok. 19:30 i tym razem Małemu i mi było mało dnia, więc postanowiliśmy wsiąść na motocykle i pojechać do odległego o 15 km Pireusu zobaczyć tamtejsze wybrzeże. Port w Pireusie jest trzecim co do wielkości przy Morzu Śródziemnym. Wracając do Aten wjechaliśmy na najwyższy szczyt stolicy Grecji o nazwie Lycabettus (277 m n.p.m.)Na samym topie tego wzgórza stoi piękny, mały kościółek a widok rozpościera się na Akropol, Świątynie Zeusa i Stadion Panathenaiczny. Był drobny problem z drogą powrotną do hotelu, ponieważ nasze gps-y traciły zasięg przez wysokie zabudowania na wąskich uliczkach miasta. Na parking hotelowy udało się wrócić o 22:30 i grzecznie bez fisiowania poszliśmy spać.

Na ósmy dzień mieliśmy dojechać do Meteorów,360 km. Te formacje skalne są jedną z najpiękniejszych na świecie. Najwyższe mają ponad 500 m wysokości i posiadają na wierzchołkach 6 aktywnych klasztorów prawosławnych. Wszystkie otwarte są do zwiedzania. Coś niesamowitego. O 8ej zjedliśmy śniadanie i pożegnaliśmy recepcję hotelu. W ogromnym korku zbliżaliśmy się do autostrady. Chyba wszyscy byliśmy szczęśliwi że opuszczamy Ateny. Piękne, starożytne budowle nie zrekompensowały nam zaniedbanego miasta. To nie taka Grecja o której myśleliśmy. Wyspy to zapewne inna bajka, ale stały ląd nas naprawdę zaskoczył. Trochę szybko ekspresówką, trochę wolniej krajowymi ,ale super krętymi drogami dojechaliśmy na Camping Kastraki o godzinie 13ej.Fajna miejscówka tuż pod ogromną skałą wznoszącą się do nieba. Na wstępie decyzja,10euro osoba namiot, czy 12 euro osoba przyczepa kampingowa? Wiadomo, wybraliśmy 3 przyczepy i znów ominęło nas rozstawianie namiotów. Po wyjeździe z Aten nawet pogoda się poprawiła i słońce grzało 30 st. C. Kampingowy basen się bardzo przydał i spędziliśmy na nim od razu z 2 godzinki. Dnia mieliśmy jeszcze sporo, więc wakacyjnie w krótkich spodenkach pojechaliśmy zdobywać szczyty nie zdobyte. Wspinaliśmy się między skałami serpentynami o idealnej nawierzchni. Nie zliczę ile razy zatrzymywaliśmy się na punktach widokowych. To miejsce zachwyca. Na kolację zjechaliśmy do miasteczka i motocykle ustawiliśmy tuż obok restauracji. Sprzęty wzbudziły dość duże zainteresowanie przechodniów, ale też lokalnych motocyklistów. Jedliśmy souvlaki czyli szaszłyk z wieprzowiny. Na campingu był dalszy relax na basenie z butelkami wina, a skończyło się w lokalnych barach i powrotem do przyczep pieszo pod stromą górę, bo o 1 w nocy taxi były już niedostępne.

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

Mamy 11 września. Zacząć należy od tego, bo wcześniej nie wspomniałem, że Grzesiu właściwie od wjazdu do Albanii myślał o zwiedzeniu Włoch. Po tym co zobaczył w Grecji tylko przypieczętowało jego decyzję. W 2018 nie mógł pojechać z nami na Italię i teraz była dla niego super okazja. My w planach mieliśmy dalszą jazdę po Bałkanach poprzez Sarajevo ,kończąc na Balatonie a te rejony po prostu mu się nie podobały. Zjedliśmy wspólne śniadanie i Grześ ruszył samotnie do Igoumenitsy aby wsiąść na prom do Bari .Zwiedził Rzym, Bolonię oraz Wenecję. My za to ruszyliśmy przed południem do miejsca docelowego jakim był Camping Tavern w Korinos ( 230 km).Drogę zaczęliśmy jadąc znowu przez piękne Meteory kierując się na górę bogów – Olimp. Jest on najwyższym masywem górskim Grecji i jego top sięga 2918 m n.p.m. Już po 100 km ciekawej drogi wspinaliśmy się serpentynami na wierzchołek, ale bardzo trzeba było uważać na tzw. krowie placki.

Na drodze prowadzącej na szczyt byliśmy sami,ale co chwila z za zakrętu wyłaniało się stado krów, lub owiec. Chodziły sobie po drodze jak by były u siebie, heh. Na końcu drogi jest parking i dalej szlaban przy którym stał uzbrojony wojskowy. Spotkaliśmy też ekipę pozytywnie zakręconych, którzy puszczali się w dół na deskorolkach. Oczywiście zjeżdżając musieliśmy ich wyprzedzić, ale tempo mieli zacne. Po raz kolejny podziwialiśmy wspaniałe widoki i cieszyliśmy się że ten punkt wycieczki zaliczyliśmy. Minusem jedynie było brak jakiegokolwiek sklepiku czy baru. Pojechaliśmy dalej zjeżdżając w stronę wybrzeża troszkę nierówną ale ciekawą drogą, aby na ostatnie 25 km przelotu załapać się na autostradę. Parę kilometrów przed bramkami zamieniliśmy się z Tomkiem motocyklami. Przejąłem Milę na Hayabusie. Nie miałem okazji wcześniej dosiadać ich nowego zakupu więc musiało to nastąpić. Bez wariacji, ale tempem i 200 km/h mocno załadowane moto sunęło jak po szynach. Gdy zajechaliśmy na camping pierwsze co, Tomek spytał czy jego Żona tak całą drogę za nim zgarbiona jedzie? Miał okazję zobaczyć że dziewczyna nie ma lekko, szczególnie przy większych prędkościach. Szacun dla niej ogromny ,tym bardziej, że nie marudziła. Camping był zapełniony na maxa, ale właściciel – też motocyklista – znalazł dla nas ostatnie miejsca pod namioty. Miejscówka była fajna ,bo tuż nad brzegiem morza z szeroką plaża. Na miejscu była dobra restauracja, obok sklep z lokalnymi dobrociami. Znalazł się czas i na plażowanie i kąpiel w Morzu Egejskim. Mały tym razem sam spał na plaży, a reszta w namiotach była o 23ej.

Kolejnego dnia pobudka 7 rano, śniadanie przy pobliskim sklepie i o 8:30 ruszyliśmy w stronę Czarnogóry. Z rana temperatura 18 st. C, ale w południe dobiło jak co dzień 30+.Pierwsze kilometry pojechaliśmy autostradą kierując się na granicę Niki w Macedonii. Przydało się szybsze tempo bo dziś do zrobienia mieliśmy trochę ponad 600 km.Na przejściu granicznym strażnicy chcieli zobaczyć nasze zielone karty i paszporty covidowe. Dalej drogą E-65 przez Ochrydę, zatrzymaliśmy się na wczesny obiad w miasteczku Struga przy samym jeziorze ochrydzkim o powierzchni 358 km2. Spotkaliśmy tam grupę lokalnych motocyklistów na nowiutkich sportach. Zawrócili do nas specjalnie żeby się przywitać i obejrzeć moto. Mały zajarał się BMW M1000RR kolesia do tego stopnia, że się przymierzył i pograł na odcięciu. Krótko po nich zajechał na parking motocyklista na Intruderze 1800 i chciał nas zaprosić do swojego baru na browar ale niestety musieliśmy odmówić, bo czas nas gonił. Bardzo miłe gesty od tamtejszych motomaniaków. Po przerwie ruszyliśmy na granicę z Albanią w Kjafasan. Tutaj do kontroli ponownie paszport covidowy i dokumenty motocykla. Następnie super krętą i szeroką drogą SH3 jechaliśmy w kierunku Tirany. Znów Albania i znowu wiadomo co. W skrócie śmietnik i śliskie asfalty. Rejon Tirany masakra, na obwodnicy miasta korki, żar z nieba, przejazd przez stolicę zajął z dwie godziny.

Na odcinku z Tirany do Szkodry jechaliśmy tą samą trasą, którą zmierzaliśmy jadąc do Grecji. Tym razem była mniej obciążona, lecz ruch był spory. Na drogach widać dużo luksusowych, czarnych aut często bez tablic rejestracyjnych. Podobno w górzystym terenie Albanii rządzą kartele. Od Szkodry szybki strzał i znaleźliśmy się na granicy z Czarnogórą w Bozaj. Pokazaliśmy dokumenty motocykli i dowody osobiste po czym pojechaliśmy przez Podgoricę na camping ‘’The Camp’’ w Rijeka Crnjevica. Dojazd do wioski dał nam niezapomniane widoki, bo dzięki gps ,prowadził bardzo wąską dróżką wśród gór z widokiem na największe jezioro na Półwyspie Bałkańskim – Jezioro Szkoderskie. 2/3 jeziora leży w Czarnogórze, natomiast 1/3 należy do Albanii. Na camping wjechaliśmy o godzinie 18., na którym przywitało nas przesympatyczne małżeństwo, które było właścicielem terenu. Miejsce położone tuż przy samej odnodze Jeziora Szkoderskiego. Główną atrakcją tego miejsca są rejsy po rozlewiskach tego dużego jeziora. Szef campingu rozlał z nami butelkę rakiji ,a że posiadał fajną łódź motorową umówiliśmy się na rejs z samego rana. Naprzeciw pola namiotowego stał dom w którym była restauracja, niby lokal już zamknięty ze względu na mały ruch, ale nasz nowy Kolega załatwił, że kuchnię odpalili i przyrządzili nam wspaniałe jedzenie. Uśmiechnięci poszliśmy spać o 23ej.

13 września to już 11. dzień naszej podróży. Zaczęliśmy go wsiadając o 7:30 na motorówkę, po czym ruszyliśmy na 1,5 godzinny rejs po rzece Crnjevicy i rozlewiskach jeziora Szkoderskiego.60 koni mechanicznych na rufie robiło swoje i udało się nam zobaczyć przepiękną naturę tego urokliwego rejonu. Po powrocie właściciel campu podwiózł nam śniadanie z pobliskiego sklepu i o godzinie 11:30 udało nam się wyruszyć. Szkoda było odjeżdżać bo klimat tego miejsca był superancki. Przed nami 240 km krętych dróg aby dojechać do Mostaru. Pojechaliśmy przez Park Narodowy Lovcen, aby dostać się do Kotoru. Trasa była niesamowita, wijąca się między wysokimi górami z widokiem na zatokę kotorską, a o liczbie serpentyn nie trzeba pisać. Zakrętów jak na Stelvio. W Kotorze nad samą zatoką zjedliśmy obiad i stwierdziliśmy że będzie trzeba kiedyś tutaj wrócić. Dalej drogą P11 dotarliśmy na granicę z Bośnią i Hercegowiną w Vracenovici. Tutaj dość spora kolejka i straciliśmy całą godzinę. Okazaliśmy zielone karty, paszporty covidowe i jechaliśmy ponownie. Drogi BiH już nie takie fajne, bo bardziej nierówne i jak na nasze motocykle trochę męczące.

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

Na drodze M17.3 niedaleko Mostaru zatrzymali nas policjanci pełniący służbę w cieniu pod drzewkiem. Wyglądało jakby do końca nie wiedzieli czy zatrzymać, ale jednak jeden z trzech wyskoczył na ulicę z lizakiem. Pierwsze co nam oznajmili to że za szybko jechaliśmy. Ograniczenia prędkości nie było, oni nie mieli radaru, do tego droga była w takim stanie ,że prowadziłem prędkością ok. 80 km/h. Policjant mi mówi-jedyny mówiący po angielsku- że tu jest ograniczenie 30 kmh. Heh. Ja zacząłem swoje, że chyba żarty sobie robi z nas, to się spytał czy sprzedam mu kamerę przymocowaną do mojego kasku… Chyba pomyślał że go nagrywam i zmienił podejście. Ostatecznie nas puścili, ale ciśnienia trochę było. Robiło się późno więc po raz kolejny booking.com i podjechaliśmy pod hotel w centrum Mostaru o godzinie 18ej.To piękne stare miasto dzieli rzeka Naretw i połączone jest wysokim na 29 metrów mostem z 1566 roku. Most słynie z mistrzostw świata Red Bull Cliff Diving. Po starówce spacerowaliśmy do późna, na kolację jedliśmy lokalne cevapi, a skończyliśmy w szisza barze gdzie polewali dobre drinki.

Kolejnego dnia o 9. zjedliśmy hotelowe śniadanie i poszliśmy zobaczyć Mostar za dnia, oraz zakupić drobne pamiątki. Miasto zachwyca tak samo nocą jak i za dnia. Dzisiaj zapadła też bardzo ważna decyzja odnośnie dalszej drogi powrotnej do domu. Oryginalnie mieliśmy wracać przez Sarajevo i następnie Balaton, ale większość z nas była zmęczona bałkańskimi drogami i postanowiliśmy wrócić do pięknej Chorwacji troszkę odpocząć.Za punkt docelowy wybraliśmy Terra Park Phaleris w Novalji odległy o 350 km. O godzinie 11. ruszyliśmy w temperaturze 33stC kierując się do granicy z Chorwacją w Nova Sela. Początkowo krętą drogą, aby po nie długim czasie dostać się na autostradę. Na granicy standardowe pytanie o paszport covidowy, dokumenty pojazdu i gdzie jedziemy? Kilometry po chorwackiej autostradzie szybko znikały, bo pomimo ograniczenia prędkości do 130 km/h, nasze tempo utrzymywało się w przedziale 170-220 kmh. Chorwacka E65 jest doskonale utrzymana a do tego prowadzi przez piękne tereny.

Ostatnie 70 km jechaliśmy drogą wzdłuż wybrzeża aby dostać się mostem Paśki na wyspę Pag ,gdzie położony był nasz wybrany camping. Na recepcji zaoferowano nam zamiast miejsca pod namioty,6 osobowy domek marki Adria. Ze względu na to że był ogromny upał, a w cenie znów nie było dużej różnicy wzięliśmy klimatyzowany lux. Domek pachniał jeszcze nowością i posiadał duży taras na którym zaparkowaliśmy nasze motocykle. Do brzegu Adriatyku mieliśmy 50 metrów i o 17ej zażywaliśmy już morskiej kąpieli, a kolację zjedliśmy w przyjemnej restauracji położonej na terenie pola kampingowego. Wieczór skończyliśmy z butelkami wina przy naszych dwukółkach.

13 dnia odpoczywaliśmy od jazdy ale aktywnie. Do godziny 12ej plażowaliśmy, po czym wsiedliśmy na motury i pojechaliśmy do miasteczka. Tomek z Milą zostali ciesząc się promieniami słońca. Motocykle zostawiliśmy w centrum Novalji na parkingu przy samej promenadzie która ciągnęła się wzdłuż zatoki. Chcieliśmy wynająć motorówkę, żeby popłynąć trochę po ciepłym Adriatyku i zobaczyć kawałek Chorwacji od strony morza.W porcie złapaliśmy kolesia, który skontaktował nas z właścicielem łódki na wynajem. Zaklepaliśmy 60 konną motorówkę na godzinę 14tą.Do tego czasu zrobiliśmy spacer, zjedliśmy obiad, kupiliśmy prowiant na morską wyprawę, a i Mila z Tomkiem zdążyli do nas dojechać. Parę minut po umówionej godzinie siedzieliśmy już w łódeczce, a na kapitana wybraliśmy Małego który na co dzień pracuje w ratownictwie morskim, więc i czuliśmy się bezpiecznie. Czas mieliśmy do godziny 18 i w zupełności to wystarczyło wypalając paliwa za 40 euro. Popłynęliśmy w górę wyspy 20 km w jedną stronę po drodze zahaczając o piękne zatoczki wśród skał i dzikich plaż. Nie zliczę ile razy wyskakiwaliśmy z łódki, żeby się pokąpać. Dno morskie widać było z głębokości nawet 10 metrów. Chorwacja nas urzekła. Motorówkę oddaliśmy na stacji benzynowej, gdzie musieliśmy ją zatankować. Następnie zjedliśmy dobrą kolację i o 19:30 zjawiliśmy się spowrotem na campingu. Trzeba było się wstępnie spakować , bo kolejnego dnia rano startowaliśmy w rejon Salzburga na ostatni nocleg naszego wyjazdu.

Jest czwartek 16 września. Wstaliśmy po 7 i zbieraliśmy się żeby zdążyć na prom do Prizna o godzinie 10.Przeprawa promowa Zigljen-Prizna za 6 euro zaoszczędziła nam jakieś 150 km drogi, a do tego była dla nas w jakimś stopniu atrakcją. Motocyklami wjeżdżaliśmy jako pierwsi razem z wieloma podróżnikami na maszynach. Aut na placu stało tyle, że nie mieli szans załapać się za jednym razem. Po 20 minutach przeprawy, prom dobił do stałego lądu i fajną ,krętą drogą wystartowaliśmy jak na torze wyścigowym. Paru motocyklistów z innej grupy próbowało się nas trzymać, ale długo to nie potrwało. Jechało się cudownie. Na wysokości Kraljevicy wskoczyliśmy na autostradę i znów szybkim tempem dotarliśmy na granicę ze Słowenią w Jelsane. Okazaliśmy covid pass i 1\3 trasy do granicy z Austrią jechaliśmy fajną drogą z wieloma zakrętami, po czym wskoczyliśmy na autostradę. Niebo zaczęło się chmurzyć i widać było daleko z przodu, że deszcz raczej nas nie ominie. W między czasie odezwał się nasz Grzesiu, który skończył podróżowanie po Italii i zdecydował jeszcze się z nami spotkać w przed ostatnim dniu wyjazdu. Kierował się z Wenecji na Austrię. Na słoweńskich stacjach ciężko było z zakupem winiety na motocykl i dopiero na ostatniej przed granicą udało nam się nakleić opłatę za 7,5 euro.

Tam też dopadł nas deszcz i to była oznaka, że zbliżamy się coraz bliżej domu. Zrobiło się chłodno i trzeba było się cieplej ubrać. Granicę słoweńsko-austriacką przekroczyliśmy Tunelem Karawanki. Warto o nim wspomnieć bo jest długi na 8 km. Opłata 7,6 euro od motocykla. Jechaliśmy dalej autostradą w dużej ulewie i w rejonie Eben na stacji Shell doleciał do nas Grzesiu swoją beemką. Chyba jakbyśmy się umówili to tak idealnie czasowo by się nie zgrało. Właściwie jechał tuż za nami, czekaliśmy może 30 minut. W tym dniu mieliśmy w planie dojechać do herbaciarni na Kehlsteinie i tam w okolicy przenocować, ale ostatnie 250 km w deszczu nas zdecydowanie zniechęciło od jakiegokolwiek zwiedzania i poprzez booking.com wylądowaliśmy w hostelu na obrzeżach Salzburga. Wszyscy byliśmy w jednym pokoju więc pomimo nie sprzyjającej aury było całkiem wesoło. Mokre ciuchy rozwiesiliśmy po całym pokoju i pojechaliśmy taxi na kolację. Będąc w Austrii trzeba było spróbować sznycla i lokalnego browara. Z Małym byliśmy ciekawi jak wygląda rodzinne miasto Mozarta i zdecydowaliśmy pojechać do centrum, kiedy reszta ekipy odpuściła i wróciła do pokoju. Fakt, że zwiedzanie uskutecznialiśmy w deszczu, ale rozgrzewaliśmy się w lokalnych knajpkach i udało się zobaczyć w oddali twierdzę Hohensalzburg, dom rodzinny Mozarta oraz piękne stare miasto. Wróciliśmy o 24 i zmęczeni poszliśmy spać.
Ostatni dzień wyjazdu przypadł na piątek 17 września. O 7:30 rano zjedliśmy śniadanie wliczone w cenę noclegu i trochę smutni wsiedliśmy na motocykle. Na pocieszenie jazdę zaczęliśmy bez deszczu, ale było pochmurnie. Jechaliśmy w stronę granicy z Niemcami ,kierując się ku domowi tempem 160 km/h ze względu na BMW Grzesia, bo jego RS szybciej nie lubiał. Na obwodnicy Norymbergii musieliśmy rozstać się z Milą, Tomkiem i Grzegorzem. Na stacji benzynowej strzeliliśmy wspólną fotę na pożegnanie i dalej wracaliśmy już w dwóch grupkach. Grześ poleciał do Tomka i Mili na nocleg w Hagen, po czym następnego dnia ruszył do Cherbourga, aby 19 września wjechać na prom do Irlandii. 20 września, w poniedziałek, zajechał pod dom w Dundalku z licznikiem który pokazał 7500 km. My zaś już szybszym tempem w okolicach 190 km/h goniliśmy na Kołobrzeg. Ostatnie 30 km zrobiliśmy w deszczu i w tej jesiennej już aurze zajechaliśmy w miejsce naszego startu o godzinie 20:30. Komputer pokładowy pokazał mi 6570 km, 82 godziny w siodle ze średnią prędkością 80 km/h i spalaniem 7,0 l/100 km.

Zaliczyliśmy kolejną super przygodę z naszymi motocyklami. Towarzystwo jak zwykle na medal. MotoGrecja z opóźnieniem, ale zaliczona i planujemy już następny wyjazd w 2023.Oczywiście w między czasie zaliczymy krótsze wyjazdy, przeważnie takie max tygodniowe, ale o nich się nie rozpisuję. W momencie gdy kończę pisać ten dziennik, Szymon jest już na końcówce produkcji filmu z naszego wyjazdu. Materiał z trzech kamer i Koleś ma naprawdę łeb ,żeby to wszystko do kupy poskładać, a filmy z SzymonStudio to klasa lux.

Trasa

Kołobrzeg – Bruck an der Grossglocknerstrasse – Kraljevica – Dubrovnik – Vlora – Akrata -Ateny – Kastraki Meteora -Olimp – Korinos – Rijeka Crnjevica -Mostar – Novalja – Salzburg -Kołobrzeg

Galeria zdjęć

Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić] Grecja motocyklem, czyli wakacyjna podróż przez południe Europy! [ jak dojechać, co zwiedzić]

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

2 KOMENTARZE

  1. Macie gdzieś ślad/mapkę tej trasy? Konkretnie chodzi mi o odcinek od Meteorów do Olimpu. Były tam jakieś odcinki, które byłyby zbyt wymagające dla typowych szosowców?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ