Ostatni w sezonie 2026 odcinek Motocyklowej Polski na Weekend zaprowadził nas do województwa podlaskiego. Tym razem ruszyliśmy na trzech turystycznych maszynach: nowym Benelli TRK 902 Xplore, Benelli TRK 702X oraz QJMotor SRT 900 SX. Wraz z lokalnym przewodnikiem Łukaszem szukaliśmy motocyklowej esencji tego regionu. I znaleźliśmy, choć pogoda nie była przychylna naszym planom. Całą trasę zapisaliśmy i tradycyjnie udostępniamy ją w formacie GPX.
Nazwa województwa podlaskiego jest nieco myląca. W jego obecnych granicach znajdziemy nie tylko historyczne Podlasie, ale również fragment Mazowsza, Suwalszczyznę oraz ziemie związane dawniej z Grodzieńszczyzną. To region bardzo różnorodny krajobrazowo i kulturowo, a przy tym wciąż znacznie spokojniejszy niż najpopularniejsze turystycznie części naszego kraju.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
O co chodzi w Motocyklowej Polsce na Weekend? To proste – szukamy wśród naszych widzów i czytelników lokalnych przewodników, którzy oprowadzą nas po swoim województwie. Nie muszą wyciągać własnych maszyn. Dostają motocykl testowy od miejscowego dealera marki, która objęła patronat nad danym odcinkiem cyklu i regionem. Wspólnie szukamy ciekawych dróg, atrakcji i knajp, które rzadko pojawiają się w przewodnikach, za to dobrze znają je miejscowi motocykliści.
Podlaskie z Łukaszem
Po województwie podlaskim podróżowaliśmy w dniach 28-30 sierpnia. Naszym przewodnikiem został Łukasz z Białegostoku, jeżdżący na co dzień sportowym Suzuki GSX-R1000R. Przesiadka na maszynę testową była więc dla niego sporym szokiem, zarówno pod względem osiągów, jak i pozycji kierowcy oraz stylu jazdy.

Naszym partnerem w woj. podlaskim został bowiem importer motocykli Benelli oraz QJMotor, a dyspozycji otrzymaliśmy trzy modele klasy adventure: pachnącego nowością, premierowego Benelli TRK 902 Xplore, znanego już od kilku lat Benelli TRK 702X oraz dużego i wygodnego turystyka QJMotor SRT 900 SX. Łukasz odebrał swój motocykl w salonie QuadON w Białymstoku (dealer QJMotor), tam też spotkaliśmy się z nim w piątkowe popołudnie, by przekazać nagrody i oficjalnie rozpocząć weekend.
Nasz przewodnik otrzymał również na cały weekend kask Schuberth C5 ANC z systemem aktywnej redukcji hałasu. Dodatkowo zarzuciliśmy go prezentami od pozostałych partnerów tegorocznej akcji: Silkolene, Gmoto, Vini, B13, Helikon-Tex, LS2 oraz Muc-Off.
Pobierz trasę!
Jak zawsze, całą przejechaną trasę zapisaliśmy w formacie GPX. Możecie ją pobrać z poniższego linku i wrzucić do swojej aplikacji nawigacyjnej. Dla czytelności podzieliliśmy ją na trzy pliki.
WOJEWÓDZTWO PODLASKIE 2026 – PLIKI GPX DO POBRANIA
Piątek na wysokim poziomie
Każdy z nas miał jeszcze w piątek wiele obowiązków, dlatego spotkaliśmy się w salonie QuadOn późno, tuż przed jego zamknięciem. A w zasadzie na miejscu pojawiłem się tylko ja, Konrad. Dawid, zasypany robotą, miał dojechać dopiero na nocleg. Słońce już powoli zachodziło, nie mieliśmy więc czasu na zbyt wiele atrakcji tego dnia.

Postanowiliśmy pojechać do Uhowa koło Łap, gdzie stoi metalowa wieża widokowa. Jest najwyższa na Podlasiu, mierzy ok. 44 metrów. Rozciąga się z niej rozległy widok na dolinę Narwi i okoliczne lasy, ścielące się jak wielki, zielony dywan. Byłem w tym miejscu kilka lat temu z moim synem, ale wtedy nie wszedłem na samą górę – pamiętam, że bardzo mocno wiało, a cała konstrukcja odczuwalnie się bujała. Za to młody nie miał żadnych rozterek i dzielnie wdrapał się na taras widokowy.

Tym razem nie miałem wyjścia i wdrapałem się, choć na pewno nie polubię tego typu atrakcji. Za to widok z zadaszonego tarasu na sielską okolicę o zachodzie słońca wynagrodził mój dyskomfort. Piękne miejsce.

Przyjemny jest również dojazd z Białegostoku do Łap drogami nr 678 i 682. Do dyspozycji mamy po dwa pasy w każdą stronę, asfalt jest świeży i równy. Skrzyżowania najczęściej mają formę dużych rond, więc przy niewielkim, wieczornym ruchu, pokonywaliśmy je bardzo sprawnie.
Wróciliśmy do Białegostoku, by zakończyć ten wieczór kolacją w restauracji Maciejówka. Na stół wjechały tradycyjne specjały, takie jak solona słonina, chłodnik z ziemniakami i okrasą czy kartacze z mięsnym nadzieniem. Tam też dołączył do nas wymęczony pracą i drogą Dawid, który bardzo docenił nasz kulinarny wybór.

W drodze do hotelu zahaczyliśmy jeszcze o tzw. Dywizjon, czyli odcinek ulicy Dywizjonu 303 obok białostockiego aeroklubu i lotniska. To popularne miejsce spotkań białostockich fanów motoryzacji, zarówno na dwóch, jak i na czterech kołach. I rzeczywiście, na parkingach po obu stronach ulicy widzieliśmy sporo grupek skupionych wokół mniej lub bardziej „zdłubanych” aut i motocykli.
Sobota pod dyktando pogody
Wiedzieliśmy, że warunki pogodowe w sobotę będą niespecjalnie dobre. Poranek okazał się natomiast łaskawy – choć niezbyt ciepły, to przynajmniej słoneczny. Marzyła nam się trasa wzdłuż wschodniej granicy na północ, w kierunku Suwalszczyzny. W aplikacji pogodowej widzieliśmy jednak wielki front sunący z zachodu w naszym kierunku, więc nie mieliśmy wielkich oczekiwań. Postanowiliśmy, że ile ujedziemy, tyle ujedziemy, a największą ulewę przeczekamy u polskich Tatarów w Kruszynianach.

Wyjechaliśmy z Białegostoku drogą nr 19 w stronę Zabłudowa, w którym skręciliśmy na wschód, w kierunku Michałowa. Dzisiaj wybrałbym jednak wyjazd krajową 65 w stronę białoruskiej granicy, by przed Chmieliskami wbić się w fantastyczną drogę wojewódzką nr 686. Nas niestety ominął spory jej kawałek, ale i tak ten, którym zdążyliśmy przejechać, od Michałowa do Jałówki, dał nam masę przyjemności. Dobry asfalt, dużo szybkich zakrętów i piękne podlaskie widoki. Do zapisania i zapamiętania – DW686.

W Jałówce zatrzymaliśmy się obok ruin kościoła św. Antoniego. To bardzo klimatyczne i fotogeniczne miejsce, które jest również przystankiem na wschodniej trasie TET. Z Jałówki ruszyliśmy na północ, wzdłuż granicy. Dobre asfalty ustąpiły miejsca gorszym, pojawił się również bruk, a na koniec słynne, szerokie podlaskie szutry. W dodatku zaczęło padać, zresztą padało tu również w nocy.
Ubity szuter zmienił się w śliską nawierzchnię pokrytą czymś o konsystencji budyniu. Nie radziły sobie z nim zbyt dobrze nie tylko typowo szosowe opony w moim QJMotor SRT 900 SX, ale też dualowe Pirelli Scorpion STR, fabrycznie montowane na dwóch Benelli. Trzeba było bardzo uważać. Na szczęście obyło się bez gleb i kontuzji. Tutaj spore uznanie dla naszego przewodnika Łukasza, który po przesiadce ze sporta szybko opanował jazdę ciężkim i wysokim adventure. Choć zdarzało mi się widzieć, jak przez chwilę jedzie bokiem, zawsze udawało mu się opanować maszynę. Generalnie jednak te dzikie, szutrowe odcinki są przepiękne i fantastyczne do jazdy. To prawdziwa esencja podlaskich tras.

Minęliśmy przejście graniczne w Bobrownikach i niedługo, już w strugach coraz mocniejszego deszczu, dotarliśmy do Kruszynian. To powszechnie znana, nieformalna stolica polskich Tatarów.

Warto wyłuskać 15 zł na zwiedzanie miejscowego meczetu, po którym oprowadza przewodnik Dżemil, opowiadając przy okazji w zajmujący sposób o kulturze i zwyczajach tatarskich. Na znajdującym się obok cmentarzu można znaleźć nagrobki nawet z końca XVII wieku, bowiem Tatarzy nie chowają kolejnych zmarłych w tych samych miejscach.

Przed nadciągającym załamaniem pogody uciekliśmy do słynnej restauracji Tatarska Jurta. Miejsce to spłonęło kilka lat temu, teraz jest w pełni odbudowane, a obok stoi nowe Regionalne Centrum Kultury Tatarów. Był weekend, więc musieliśmy poczekać dobre pół godziny na wolny stolik. W międzyczasie można skosztować specjałów sprzedawanych z małych stoisk, m.in. kawy parzonej na gorącym piasku. W Jurcie zjedliśmy pyszny obiad z tatarskich potraw, choć niestety ominęła nas specjalność zakładu – pierekaczewnik. Jego upieczenie wymaga dużo pracy i codziennie dostępna jest ograniczona liczba. Trzeba po prostu przyjść jak najwcześniej, bo… wyjedzą.

Wraz z grupą innych motocyklistów czekaliśmy na wyraźną poprawę pogody, ale się nie doczekaliśmy. Tak jakby niebo powiedziało „nie mogę darować wam deszczu, ale lekko go złagodzę”. Stwierdziliśmy więc, że lepiej nie będzie, ubraliśmy się w przeciwdeszczówki i ruszyliśmy dalej, tym razem precyzyjnie wybierając drogi wyłącznie asfaltowe. One też były fajne, z dużą ilością zakrętów, ale mokra nawierzchnia skutecznie studziła głowy.
Przez Krynki i tamtejsze słynne rondo z 12 wyjazdami, a następnie przez Starą Kamionkę dojechaliśmy do Sokółki. Wciąż padało, więc zrobiliśmy kolejną przerwę gastronomiczną, tym razem w znanej lodziarni Stara Szkoła, rzeczywiście mieszczącej się w dawnym budynku szkolnym, o czym świadczą liczne zdjęcia wywieszone na ścianach. Sprzedawane tam lody są naprawdę znakomite, choć od liczby dostępnych smaków, często zupełnie nietypowych, można początkowo lekko oszaleć. Przecież nie da się spróbować wszystkich, a jest ich na pewno kilkadziesiąt… Dlatego trzeba tu wpadać regularnie i kosztować małymi porcjami.

Ze względu na warunki pogodowe odpuściliśmy dalszą jazdę na północ. Skierowaliśmy się za to na zachód, w stronę Biebrzańskiego Parku Narodowego. Mieliśmy nadzieję, że przebijemy się wał burz i ulew, a po drugiej stronie będzie już lepiej. No i było, ale niewiele lepiej… Pojechaliśmy przez Janów, Suchowolę i Goniądz, w kierunku Osowca. Po drodze zaliczyliśmy kilka absurdalnie długich i prostych odcinków. Kiedy w końcu, po kilku kilometrach, trafiał się na nich jakiś łagodny łuk, żartowaliśmy, że w końcu przyszedł czas, by zejść na kolano. Raj dla amerykańskich cruiserów, które kochają długie proste.
W Osowcu mieści się słynna twierdza, zbudowana w strategicznym miejscu, na przeprawie przez biebrzańskie bagna. Zbudowali ja pod koniec XIX wieku Rosjanie i nigdy nie została zdobyta w walce. Dzisiaj „z marszu” można zwiedzać tylko pojedyncze, mniejsze forty. Wciąż mieści się tu regularna jednostka wojskowa, a zwiedzanie głównej części obiektu możliwe jest tylko z przewodnikiem, po wcześniejszym umówieniu, w określone dni.
Naszym celem w tym miejscu nie była jednak sama twierdza, tylko prowadząca do niej tzw. Carska Droga. To cudownie klimatyczny, niemal zupełnie prosty odcinek z Osowca do Strękowej Góry. Droga również została zbudowana przez wojska rosyjskie, które w tym celu usypały na bagnach bardzo długą groblę. Obowiązuje tu mocne ograniczenie prędkości, ale jest ono uzasadnione – przez drogę przechodzi masa zwierząt, w tym łosi. Najprzyjemniej jedzie się Carską Drogą wiosną, kiedy wokół budzi się życie. W kilku punktach warto się zatrzymać, m.in. przy drewnianej wieży widokowej, z której przy odrobinie szczęścia można obserwować dzikie ptactwo na rozlewiskach i zwierzynę wychodzącą z lasu. Są również drewniane kładki, prowadzące daleko w głąb biebrzańskich bagien.

Na południowym końcu drogi, na wzgórzach Strękowej Góry warto odwiedzić słynny punkt oporu polskich żołnierzy broniących pobliskiej Wizny. Jest to jednocześnie miejsce pochówku dowódcy, kpt. Raginisa, oraz części jego towarzyszy. My jednak zjechaliśmy z Carskiej nieco wcześniej, by wzdłuż północnego brzegu Narwi dotrzeć do Tykocina. Był to bardzo dobry pomysł, gdyby nie jedno „ale”. Otóż w końcu przestało padać, a wciąż było całkiem ciepło. W związku z tym nad podmokłym terenem zawisła ciężka mgła, typu „mleko”. Musieliśmy jechać bardzo ostrożnie, zwłaszcza że ponownie asfalty mieszały się tu z namokniętym szutrem. Nietrudno było o nagły uślizg przodu, co zresztą kilka razy każdemu z nas się przytrafiło, na szczęście bez gleb.

W tych warunkach w końcu dojechaliśmy do Tykocina. Kiedy podjechaliśmy pod miejscowy zamek, ładnie odrestaurowany i utrzymany, trafiliśmy akurat na odbywającą się tam huczną imprezę. Nie mając specjalnej ochoty na karmienie uszu skocznym disco-polo, pojechaliśmy dalej, do centrum miasteczka. Jest ono bardzo klimatyczne, również utrzymane w starym stylu. Warto wpaść tu na obiad i dłuższy spacer, a następnie pojechać dalej na południe, nad rozlewiska Narwi w okolicach Waniewa i Kurowa, gdzie jest kilka wież widokowych i kładek. Nas jednak zastała już noc i musieliśmy wracać do „Białystoka”.
Sportowo-sielska niedziela
Na niedzielę Łukasz miał umówiony i opłacony track day na Torze Białystok, ale rano wyskoczył jeszcze z nami w kilka miejsc.

Pierwszym był Supraśl, przepiękne miasteczko nad rzeką o tej samej nazwie i małym zalewem.

Tradycyjna drewniana zabudowa i brukowane ulice sąsiadują tu z imponującymi gmachami: Prawosławnym Monasterem Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy (mieszczącym również Muzeum Ikon) oraz Pałacem Buchholtzów, w którym obecnie działa liceum plastyczne.

Niedaleko, w Podsupraśli, po prawej stronie drogi nr 676 miejscowe nadleśnictwo wystawiło powalony pień sosny z charakterystycznie, spiralnie poskręcanymi włóknami. Podobno efekt działania jakiegoś tajemniczego Miejsca Mocy…

Z Supraśla zawróciliśmy w kierunku Białegostoku, po drodze zahaczając o sanktuarium Święta Woda koło Wasilkowa. Jego najciekawszym elementem jest tzw. Góra Krzyży. Pielgrzymi zostawiają je tutaj w hurtowych ilościach. Pomijam aspekt religijny, ale jeśli chodzi o estetykę, znacznie bardziej podoba mi się w klimatycznej, położonej w lesie Grabarce niedaleko Siemiatycz. W Świętej Wodzie czuć trochę Lichenia, choć też robi wrażenie. A jeśli waszym głównym wyznaniem jest motocross, tuż obok działa tor MX w Wasilkowie.

Jadąc na tor przejechaliśmy przez samo centrum Białegostoku. Jeżeli lubicie zwiedzać miasta, warto poświęcić na to cały osobny dzień. Trzeba pokręcić się po centrum, zobaczyć Rynek Kościuszki i ratusz, pospacerować po kilku okolicznych parkach i zwiedzić słynny Pałac Branickich z jego efektownym ogrodem. Przy okazji trochę prywaty – kilkanaście lat temu, ze względu na studia mojej żony, mieszkaliśmy przez rok w Białymstoku, a w zasadzie na jego obrzeżach, wśród drewnianych domów, z których w zimie roznosił się zapach palonego drewna. Dzisiaj, przejeżdżając przez tamte rejony, nie poznałem ich zupełnie. Deweloperka i nowe blokowiska zjadają przestrzeń w kosmicznym tempie…

Łukasz wpadł na chwilę do domu, by zamienić motocykle. Jego GSX-R sprawdza się na torze jednak nieco lepiej. Tor Białystok, do niedawna znany jako Tor Wschodzący Białystok, mieści się tuż obok lotniska. To bardzo przyjemny obiekt sportowo-szkoleniowy, z kilkoma naprawdę wymagającymi sekcjami. Korzystając z uprzejmości organizatorów track daya, naszych znajomych ze Stando Motor – Jacka i Justyny (pozdrawiamy!) – przejechałem kilka kółek ważącym ponad 260 kg QJMotorem SRT 900 SX. No pit bike to to nie jest…
Pożegnaliśmy się z Łukaszem i kilkoma jego znajomymi, którzy również przyjechali na tor potrenować. We dwóch z Dawidem ruszyliśmy dalej. Jeszcze nie w stronę domu, bowiem postanowiliśmy odwiedzić tzw. Krainę Otwartych Okiennic we wsi Trześcianka i jej okolicy. Zgodnie z nazwą, to sielska kraina, pełna dobrze utrzymanych drewnianych domów, często kolorowych, z pięknie wyeksponowanymi okiennicami. Z kolei między wsiami ciągną się liczne pola słoneczników, również tworzących cieplutką atmosferę. Tutaj zdecydowanie nie powinno się śpieszyć…

Naszą podróż oficjalnie zakończyliśmy w pobliskich Puchłach, wsi nad Narwią, w której stoi przepiękna, pomalowana na niebiesko cerkiew pw. Opieki Matki Bożej w Puchłach. To niezwykle fotogeniczny obiekt, na tle którego świetnie prezentują się nawet bardzo nowoczesne motocykle. Równie piękne jest wnętrze cerkwi, którego jednak nie możemy pokazać – obowiązuje tam zakaz fotografowania, którego pilnował obecny na miejscu brodaty pop z bardzo surową miną…

Dawid miał pilne sprawy w Warszawie, więc w Puchłach rozstaliśmy się – on ruszył najszybszą drogą w stronę ekspresówki S8, a ja, nieśpiesznie, przez podlaskie wioski i miasteczka w stronę wschodniego Mazowsza. Oczywiście to, co udało nam się przejechać i zobaczyć, to tylko wycinek tego, co oferuje woj. podlaskie i wchodzące w jego skład regiony. Na samą Suwalszczyznę można poświęcić wiele dni, a nawet miesięcy i lat i stale odkrywać coś innego. Wschodnia Polska jest piękna. Wpadajcie jak najczęściej.
Nasze motocykle
A jak trzy chińskie i włosko-chińskie motocykle adventure sprawdziły się na drogach województwa podlaskiego? Choć wszystkie należą do tej samej kategorii, prezentują nieco inne podejście do bliskiej i dalekiej turystyki. Podczas tego weekendu mogliśmy porównać je na „łeb w łeb” w bardzo różnych, zmiennych warunkach.
Benelli TRK 902 Xplore
Zdecydowaną gwiazdą w naszym składzie był nowy Benelli TRK 902 Xplore. To ciekawie zaprojektowany, bogato wyposażony i naprawdę dynamiczny turystyk. Byliśmy naprawdę pod wrażeniem, jak mocno skoczyła jakość w marce Benelli. Dosłownie każdy element motocykla był odczuwalnie lepszy i wyglądał solidniej niż w starszym TRK 702X i pokrewnym QJMotor SRT 800 SX. Benelli TRK 902 Xplore jest przy tym wciąż atrakcyjnie wyceniony. To będzie mocny gracz na rynku, co zapewne w pełni zobaczymy już w przyszłym sezonie. Więcej pierwszych wrażeń w poniższych rolkach:
Benelli TRK 702X
Średniej klasy turystyk, którego premierowo testowaliśmy z Brzozą na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej kilka lat temu. Ma właściwie wszystko, czego potrzeba do jazdy miejskiej i podróżowania, bez niepotrzebnego przeładowania bajerami. Motocykl dla tych, którzy po prostu lubią i chcą jeździć, nie wydając na to majątku. Cena 702X również pozostaje bardzo przystępna.
QJMotor SRT 900 SX
QJMotor SRT 900 SX to kolejny model obecny już na rynku od jakiegoś czasu. I to akurat widać. W czasach błyskawicznego rozwoju chińskich marek już 2-3 lata często oznaczają poważne zmiany, jeśli nie przepaść. W SRT już to widać, choć to w dalszym ciągu przyjemny w użytkowaniu, duży, wygodny i dynamiczny motocykl do bliskiej i dalekiej turystyki. Z każdym dniem przekonywałem się do niego bardziej, jego zalety cieszyły, a wady uwierały coraz mniej. Warto się nim zainteresować, bo w najbliższym czasie może być dostępny w kuszących ofertach cenowych, z pełnym wyposażeniem.
Do zobaczenia w przyszłym roku!
Województwo podlaskie po raz kolejny pokazało, że na dobry motocyklowy weekend nie potrzeba górskich serpentyn, licznych jezior czy nadmorskich kurortów. Wystarczą spokojne lokalne drogi, rozległe lasy, rzeki, mokradła oraz miejscowości z długą i często skomplikowaną historią. Najciekawsze miejsca ponownie wskazał nam ktoś, kto zna ten region od podszewki – tym razem był to Łukasz.
Dziękujemy naszym partnerom: Motor-Land (importer Benelli i QJMotor), Schuberth Polska, Silkolene, Gmoto, Vini, B13, Helikon-Tex, LS2 oraz Muc-Off.
Jeszcze raz przypominamy: całą trasę w trzech plikach GPX możecie pobrać POD TYM LINKIEM.
Tym samym zakończyliśmy tegoroczny cykl Motocyklowa Polska na Weekend. Był to już trzeci sezon (po 4 odcinki każdy), tak więc do zamknięcia listy polskich województw zostały nam już tylko cztery. W przyszłym roku odwiedzimy Dolnośląskie, Lubuskie, Podkarpackie i Opolskie. Do zobaczenia na trasie!
Pomorskie na Harleyach: wszystkiego po trochu [Motocyklowa Polska na Weekend, trasy, GPX, turystyka]
